Anna Sójkowska : „Muzykę kocham najbardziej”

Polecam ciekawy wywiad Mariusza Wójcika z Anią Sójkowską. Ania jest jedną z nielicznych kobiet w naszym kraju grających na syntezatorach i thereminie !.
ania_sojkowskaM.W.: Od pewnego czasu obserwuję Twoją muzyczną twórczość i przyznam, że podziwiam Twoją pasje w tworzeniu muzyki. Oboje dobrze wiemy jak ciężko w tych czasach trwać w swojej fascynacji, nie dotyczy to tylko muzyki, ale innych sfer. Wiem że jesteś uparta w dążeniu do spełnienia się jako kompozytorka El muzyki, ale wyczuwam tu autentyczną miłość do muzyki. Czy w tych zakręconych czasach twoja muzyczna pasja to odskocznia od tej szarości dnia codziennego czy może jest to sposób na życie?A.S.: Przyznaję, że jestem uparta, ale tylko jeśli czegoś chcę i to kocham. Muzykę kocham najbardziej i to ona zajmuje u mnie pierwsze miejsce. Czasy w jakich żyjemy, sprzyjają rozwojowi elektroniki ze względu na rozwój instrumentów, oraz programów przeznaczonych do tworzenia i obróbki muzyki. Tworzenie muzyki jest dla mnie odskocznią, rodzajem portalu, który przenosi mnie w mój własny świat, świat, który sama kreuję tworząc muzykę. Poza tym jestem niesamowitą szczęściarą. Muzyka jest także moim sposobem na życie, ponieważ pracuję jako nauczycielka keyboardu oraz elementarnego wychowania muzycznego (Dźwiękoludki) w szkole Yamahy w Słupsku, a także uczę keyboardu oraz języka angielskiego w przedszkolu muzycznym w Słupsku. Kocham dzieci, uwielbiam pracę z dziećmi, przebywać z nimi, bawić się. Dla mnie jest to nieopisana radość, że mogę na chwilę być taka jak one, bo żeby pracować z dziećmi trzeba wejść w ich świat, ‚zniżyć’ się do ich poziomu, zmienić sposób myślenia i postrzegania, a dzięki temu również oderwać się od rzeczywistości. Po wejściu do sali czy klasy trzeba swój świat zostawić za drzwiami i wejść w zupełnie nową rzeczywistość. Jest nieraz ciężko, bo dzieci mają niespożyte siły i 20 osobowa gromadka 5 latków jest w stanie wycisnąć ze mnie wszystkie soki. Po takich zajęciach jestem padnięta, a dzieciaki dalej szaleją. Zajęcia z dziećmi, zwłaszcza muzyczne są niesamowitym doświadczeniem: kontakt z nimi, przejście w ich świat oraz przekazanie swojej wiedzy i zarażanie miłością do muzyki jest czymś wspaniałym! Kiedy patrzę jak moi 10 letni uczniowie grają takie utwory jak „Fontanna Radości”, „Ucieczka z Tropiku”, „Magnetic Fields II”, R”endez-Vous IV”, czy „Das Model”, to nie tylko czuje się spełniona jako nauczyciel, ale również cieszę się, że udało mi się ukierunkować gusta muzyczne tak młodych ludzi w stronę Dobrej Muzyki. Pomagam także w tworzeniu osobowości i wyrabianiu asertywności, bo nie boją się powiedzieć ‘nie lubię i nie słucham hip hopu’, którego słucha 90% szkoły. Niestety umiejętność odmawiania jest dużym problemem wśród dzieci. Ta praca pozwala mi łączyć moje pasje i rozwijać siebie jako muzyka i jako nauczyciela. Robię to co kocham i jeszcze dostaje za to pieniądze! M.W.:  Miałem przyjemność wysłuchać Twojej jeszcze niewydanej płyty „In the World of Signs”. Utwór „See Shore”  to dla mnie nostalgia za naszym pięknym Bałtykiem, piski mew i szum morskich fal sugeruje, że jesteś mocno związana z rodzinnymi stronami. Myślę że jesteś emocjonalną osobą i z drugiej strony pewnie Twoje przeżycia duchowe są inspiracją do tworzenia muzyki, ale powiedz mi Aniu, jak w Twoim przypadku emocje wpływają na inspiracje muzyczne?A.S.: Ja jestem typem,  który nie lubi zmian, całe życie mieszkam 20km od morza, kocham morze. Jestem silnie związana emocjonalnie ze Słupskiem, tu się urodziłam, mieszkam, skończyłam studia i mam pracę. Uwielbiam spacery brzegiem morza, widok za równo spokojnego błękitu jak i rozszalałych fal. A emocje pełnią ogromną rolę, od nastroju w jakim jestem, zależy w znacznej części charakter utworu. Muzyka jest odzwierciedleniem emocji, tego co siedzi w środku. Czasami na pytanie „Co ci jest?” odpowiadamy „nic” i nie mamy ochoty mówić. Z muzyką jest inaczej. Jak jestem szczęśliwa, to zazwyczaj powstają utwory energiczne, szybkie, a kiedy dopada mnie smutek, to wtedy coś bardziej nostalgicznego. Często inspiracją jest rzecz z pozoru zwykła, nie mająca dla kogoś innego większego znaczenia. Tak było w przypadku utworu „A World of Signs”. M.W.: Na tym nowym materiale słyszę dźwięki z dość odległych kulturowo krain muzycznych np. utwór „Night Egipt”  zaskakuje podejściem do warstwy brzmieniowej, jest tu sporo ozdobników dźwiękowych, które miło mnie zaskoczyły. Elementy orientalizmu, partie orkiestracji elementy techno – beatu są fajnym urozmaiceniem w twojej el-muzyce. Wiem, że nie jest to do końca oryginalne, bo jest sporo muzyków wykorzystujących ten sposób wykorzystywania bogatej biblioteki dźwięków . Skąd w twoim przypadku czerpiesz wspomnianą paletę barw syntetycznych i nie tylko tych dźwięków?A.S.: Myślę, że znaczną rolę odegrały studia. Skończyłam I stopień studiów kierunku „Edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej z pedagogiką wczesnoszkolną i przedszkolną”, gdzie mieliśmy mnóstwo muzyki klasycznej zarówno do słuchania jak i grania. Osłuchanie z klasyką otworzyło mnie też na brzmienia klasyczne, dzięki temu sama zaczęłam się uczyć grać na flecie poprzecznym. Moje upodobania co do muzyki orientalnej, miłość do elektroniki sprawiła, że postanowiłam zrobić taki miks: etniczne, ale współczesne.

 M.W.: Zainteresował mnie utwór „Last Flight”, czy ta melancholijna muzyka z dzwonami w tle to  hołd dla poległych w katastrofie Tupolewa w 2010 roku?

A.S.: Dokładnie tak, utwór ten powstał specjalnie na składankę El Stacji, która jest hołdem dla ofiar. Postanowiłam go umieścić na tej płycie ze względu na tematykę, ponieważ cała płyta odnosi się w pewien sposób do podróży (Night In Egypt, See Shore). Samolot jest jednym ze środków transportu, ale niestety zdarza się, że coś pójdzie nie tak i dochodzi do katastrofy. O tym nie należy zapominać, nie chodzi tu już tylko o kwestie Tupolewa, ale ogólnie o te mniej przyjemne strony podróży. Niedawno mieliśmy kolejną katastrofę, tym razem doszło do zderzenia pociągów. Czasami myślę, że takie sytuacje są jakimś znakiem, los wysyła w tak drastyczny sposób sygnał, aby zwrócić na coś uwagę, bo niestety ludzie nie dostrzegają problemów i zajmują się naprawianiem tego dopiero po tragedii. Smutne jest to, że żeby na poważnie zająć się jakimś problemem trzeba śmierci ludzi: wtedy wszystkim otwierają się oczy.

M.W.: Jesteś młodą osobą i myślę że nasze pierwsze spotkania z muzyka są rożne, jednak różnica wieku (smile) robi swoje. Ciekawi mnie jak wyglądała Twoja percepcja muzyki w okresie jej poznawania, jakie media ci towarzyszyły? W moim przypadku, kilka dekad temu, radio tworzyło radiowy teatr wyobraźni…
Jak ty i twoje pokolenie odbiera słuchanie muzyki przez radio, czy według ciebie te medium ma szanse wabić artystyczne dusze?

A.S. Jak ja byłam mała, to u mnie leciała głównie muzyka z lat 60-80. Na początku poznawałam właśnie taką muzykę. W roku 2007 odkryłam elektronikę poprzez J.M. Jarre’a i wtedy właściwie zaczęło się moje ukierunkowanie w muzykę elektroniczną. Ciagle mimo wszystko preferowałam muzykę instrumentalną, na słowa i tekst w ogóle nie zwracałam uwagi. Głos wokalisty, owszem, interesował mnie, ale to co on, czy ona śpiewała, to już było kwestią dalszoplanową. Pewnie dlatego uwielbiam muzykę włoską, piosenkę francuską i tradycyjną muzykę mongolską. Interesowała mnie zawsze warstwa brzmieniowa utworu. Stąd pewnie ukierunkowanie w stronę elektroniki, która ma chyba nieograniczone możliwości kreowania brzmień. Radio i telewizja są potężnym medium. Szkoda, że wartość muzyki jaką prezentują jest najczęściej mizerna… Wśród młodzieży królują utwory właśnie te, które są wszędzie, w większości stacji radiowych, w telewizji, które są łatwo dostępne, nie trzeba ich szukać. Do muzyki bardziej wartościowej często trzeba samemu docierać, szukać jej, co wiąże się z wysiłkiem i poświeceniem czasu. Szkoda, że młodzież z tego nie korzysta, bo wiele traci.

M.W.: Dość oryginalnym przyznam tematem Twojej pracy licencjackiej  był temat niezwykłego instrumentu – Thereminu. Kiedy słucham tych niesamowitych dźwięków, mam wrażenie uczestnictwa w muzykoterapii. Coś musi być w tych dźwiękach. Mam wrażenie, że one mnie uspokajają. Powiedz, czy w ogóle muzyka jest taką muzykoterapią . Albo medium, które ma właściwości lecznicze? Jak Ty odbierasz wlaściwości muzyki w ogóle?

A.S.: Każda muzyka ma wpływ na człowieka, tak więc samo słuchanie muzyki można uznać za muzykoterapię. Ludzie będący weseli słuchają wesołej muzyki, który podnosi ich radość, natomiast ci, którzy są smutni, słuchają smutnej muzyki, aby pogłębić tak zwany ‘dołek’. To tylko 2 najbardziej popularne przykłady na to, że muzyka ma wpływ niezależnie od gatunku. Muzyka jest w stanie uspokoić i pobudzić, nie na darmo jest podział na muzykę taneczną, relaksacyjną, filmową itd. Muzyka taneczna musi mieć wyraźny i charakterystyczny rytm, aby można było tańczyć, relaksacyjna pomaga w wyciszeniu i pomaga zasnąć, czy zrelaksować się, a muzyka filmowa ma podkreślać nastrój danej sceny w filmie. Muzyka jest potężnym medium, które można wykorzystać w celach leczniczych, nie tylko w kwestii słuchania, a także grania. W swojej pracy opisywałam Theremin jako narzędzie służące do terapii dzieci niepełnosprawnych. Według mnie instrument ten ma szansę otworzyć drogę do muzyki wielu dzieciakom, które z powodów niezależnych ani od siebie, ani od rodziców po prostu nie mogą grać. Theremin posiada cechę, która z jednej strony utrudnia grę: niczego się nie dotyka, nie ma punktu odniesienia, nie wiadomo gdzie dokładnie leży dźwięk (jak np. klawisz fortepianu, czy struna w gitarze), więc precyzyjne granie jest bardzo trudne. Ale niczego się nie dotyka, więc grający nie musi mieć sprawnych palców, aby w ogóle grać! To jest szansą dla dzieci, które np. doznały urazów rąk, czy dłoni i nie mogą np. złapać smyczek, czy uderzyć w klawisz. Ja osobiście nie tylko grę na instrumencie, ale wszelką działalność muzyczną odbieram jako przejaw ekspresji, rozwój własnej osobowości, sposób wyrażenia siebie, swoich upodobań. Właściwości muzyki są ogromne: od wyrażenia swoich poglądów, przedstawienia upodobań, nastroju, przekazanie emocji, po wpływ na stan emocji, kształtowanie osobowości, a nawet zmiany fizyczne. Kwestia tylko odpowiedniego dobory środków i metod, a możliwości są ogromne!

M.W.: Wiem że słuchasz rożnej muzyki,  czy masz jakieś marzenie odnośnie komponowania muzyki z zupełnie innej półki,  chodzi mi o rock progresywny? Utwór „Przebudzenie” z Twojego jeszcze nie wydanego albumu „Signs Of World”  to utwór z wokalem twojej koleżanki, stąd moje zapytanie czy jest szansa wysłuchać kiedyś Anny Sójkowskiej w materiale pop rockowym albo progresywnym?


A.S.: Szczerze? Nie wyobrażam sobie siebie w roli kompozytorki rocka. Grałam w zespole rockowym, fakt, co najśmieszniejsze jako basistka, ale nie jest to moja muzyka, rocka lubię bardzo wybiórczo. Piosenka powstała pierwotnie w wersji instrumentalnej. Po opublikowaniu nagrania na forum jeanmicheljarre.pl koleżanka o nicku Nina postanowiła dopisać słowa. Długo się zbierałam do nagrania tego utworu w formie wokalnej, aż w końcu jak postanowiłam stworzyć nowy projekt, umieściłam na nim kilka utworów powstałych wcześniej, dokomponowałam kilka, a także zrobiłam piosenkę z utworu „Przebudzenie” no i dzięki Patrycji Baczyńskiej udało się. Czy jest szansa wysłuchać mojego albumu pop – rockowego? Nie wiem, na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie siebie w tej roli, ale nie wiem co będzie za rok, dwa trzy, tak więc nie wykluczam takiej opcji oczywiście, tym bardziej, że chcę spróbować nagrać utwór z gitarą, a pomoże mi w tym kolega, który jest gitarzystą, Maciek Cichosz.


M. W.:  W wywiadzie dla Damiana Koczkodona znalazłem kilka istotnych informacji odnośnie Twojego instrumentarium. Powiedz, czy udało ci się zdobyć nowe instrumenty, czy jest coś coś co Ciebie w tej kwestii frapuje i zadziwia, choć technologia wciąż idzie do przodu.  Masz jakieś marzenie odnośnie nowego syntezatora?

A.S.: Jedynym nowym instrumentem jest mongolski morin khuur. Nie planuję jak na razie kupna nowego instrumentu. Mnie zadziwiają elektroniczne instrumenty ze względu na brzmienie. Instrumenty akustyczne mają małe możliwości sonorystyczne, natomiast syntezatory dają możliwości ogromne! Nie tylko w kwestii kreowania brzmienia, ale nawet modulacji, regulacji, filtrów, obwiedni, wiele rzeczy można robić w czasie rzeczywistym i na bieżąco regulować brzmienie, tworzyć arpeggia… Tyle brzmień w jednym, czasami nie dużym urządzeniu. Marzenie co do nowego syntezatora? Moje marzenie syntezatorowe jest realne od roku 1973 i nazywa się Minimoog, ale na dzień dzisiejszy cena dla mnie (niestety) zaporowa…

M.W.: Życzę Ci więc dobrego odbioru przez słuchaczy nowej płyty i realizacji cyfrowych marzeń. Dziękuję serdecznie za wywiad!

Mariusz Wójcik 

Całość możecie przeczytać tutaj.