David Buckley: „KRAFTWERK. PUBLIKATION.” już niedługo w sprzedaży !

Kraftwerk-Publikation

W dniu 18 czerwca 2013 roku nakładem Domu Wydawniczego „REBIS” ukaże się pierwsza na rynku polskim biografia  niemieckiego zespołu Kraftwerk, autorstwa Davida Buckley’a  pt. „KRAFTWERK.PUBLIKATION.”. Serdecznie zapraszam do składania zamówień na stronie Internetowej Domu Wydawniczego „REBIS” oraz na adres email: wysylka@rebis.com.pl. W tym miejscu znajdziecie Państwo notę wydawniczą oraz poniżej informacje nt. zbliżającego się szybkimi krokami jedynego koncertu 3-D w Polsce:

KRAFTWERK – giganci muzyki elektronicznej na MALTA FESTIVAL POZNAŃ 2013

Muzyczną gwiazdą tegorocznego Malta Festival Poznań jest grupa KRAFTWERK. Jej występ odbędzie się w piątek 28 czerwca 2013 r. na terenie Starej Gazowni. Będzie to pierwszy i jedyny w Polsce plenerowy koncert 3-D!

KRAFTWERK zaliczany jest do wąskiego grona formacji, które zmieniły oblicze współczesnej muzyki, nie tylko elektronicznej. Zespół był pionierem w wykorzystywaniu „maszyn” (syntetyzatorów, komputerów czy własnego projektu wokoderów) oraz prorokiem idei transhumanizmu. Jego wpływ zespołu nie ogranicza się do muzyki. Stworzył on oryginalny i bardzo charakterystyczny wizerunek sceniczny, a złożone, eksperymentalne projekcje multimedialne, towarzyszące koncertom, są równie rozpoznawalne i inspirujące. Dlatego poznański koncert nie jest przypadkiem. Twórczość KRAFTWERKU doskonale wpisuje się w idiom, czyli temat przewodni tegorocznego Malta Festival: „oh man, oh machine / człowiek-maszyna”.

Poczynając od 2005 r., kiedy to wystąpił na Biennale Sztuki w Wenecji, KRAFTWERK regularnie realizuje swoje projekty również w kontekście sztuk wizualnych. Ukoronowaniem tego kierunku była ubiegłoroczna retrospektywa twórczości w nowojorskim Museum of Modern Art, gdzie odbyło się osiem koncertów 3-D prezentujących materiał dźwiękowy i wizualny do ośmiu albumów studyjnych. W lutym 2013 została ona zaprezentowana w najważniejszej galerii sztuki współczesnej w Wielkiej Brytanii – londyńskiej Tate Modern, a w maju w Operze w Sydney. Czerwcowy koncert na Malta Festival Poznań 2013 będzie adaptacją tego niezwykłego projektu.

Organizatorzy zapraszają do Poznania zarówno na ten niesamowity koncert, jak i na cały Malta Festival, który będzie odbywać się w dniach 24 czerwca-20 lipca 2013 r.

http://malta-festival.pl/pl/program/kraftwerk-koncert-3d

Bilety na polski koncert Kraftwerk są jeszcze do nabycia na stronie eventim.pl 

Serdecznie zapraszam do zakupu książki oraz na koncert !

Marcin Melka 

Kraftwerk : 168-godzinny tydzień pracy

kraftwerkMariusz Herma: Kameralne występy w londyńskim Tate Modern czy nowojorskim Museum of Modern Art, a w międzyczasie koncerty na wielkich stadionach dla nastolatków. Kraftwerk ma dwie oddzielne kariery?

Ralf Hütter: – Jeśli znasz naszą historię, to wiesz, że właśnie zatoczyła koło. Pod koniec lat 60. obracaliśmy się w kręgach artystycznych, bo w Niemczech nie istniała scena muzyczna jako taka – przynajmniej na kształt tej amerykańskiej czy brytyjskiej. Wszyscy nasi znajomi wywodzili się ze świata sztuki. Jedni malowali, inni fotografowali, do muzyki podchodzono bardzo wizualnie. Sam studiowałem architekturę. Tak wygląda nasz kulturalny rodowód. Kiedy w 1970 roku zakładaliśmy studio Kling Klang, było dla nas oczywiste, że prócz dźwięków powstawać w nim będą również nasze okładki i inne grafiki. Kiedy szukaliśmy z kolei miejsca na koncert, równie często padało na muzea i galerie sztuki, co na kluby studenckie czy jazzowe. Byliśmy małym niemieckim ansamblem artystycznym, niespecjalnie kojarzonym ze światem muzyki. Dopiero po sukcesie „Autobahn” wkroczyliśmy w świat rocka – od razu anglosaskiego.

A więc nie zespół muzyczny, lecz grupa artystyczna?

„Multimedialna” to chyba najlepsze określenie. Kojarzy się z mediami elektronicznymi, które są naszą domeną. Ograniczenie się tylko do kreacji dźwięku byłoby dla nas… zwyczajnie nudne. Podobnie jak odbiorcy, sami potrzebujemy urozmaicenia. I tak było zawsze. Gdy spojrzy się z tej perspektywy na nasze występy w Tate czy MoMA, okażą się one zupełnie naturalne. Przypomnienie muzyki Kraftwerk w kontekście sztuki współczesnej to umieszczenie jej na powrót w otoczeniu, z którego się wywodzi. Oczywiście pozostajemy jednocześnie integralną częścią sceny tanecznej, czy szerzej rockowej…

I popowej?

Gdy przyjeżdżamy do Detroit, witają nas przyjaciele związanie ze sceną techno. W Nowym Jorku – raperzy. I tak dalej. Jak widać Kraftwerk wymyka się standardowym kategoriom, za którymi zresztą nigdy nie przepadaliśmy. Z tego samego względu sięgamy po różne języki. Na potrzeby koncertów w Polsce przetłumaczyliśmy słowa „Pocket Calculator”: „Jestem operator i mam minikalkulator. Ja dodaję, odejmuję, kontroluję i komponuję. Mały klawisz naciskamy i melodię wygrywamy”. (śmiech)Oczywiście nie mówię po polsku, korzystam z alfabetu fonetycznego. Utwór „Radioaktivität” wykonujemy teraz w dużej mierze po japońsku ze wzmianką o Fukuszimie. W każdym kraju współpracujemy z lokalnymi artystami i tłumaczami, bo muzyka to język, a język to muzyka.

Pamięta pan pierwszą wizytę Kraftwerk w Polsce?

W 1981 roku daliśmy kilka koncertów, między innymi w Katowicach i Warszawie. Graliśmy też na świeżym powietrzu w Gdańsku. [Dokładniej w sopockiej Operze Leśnej – przyp. mh]. Wydaje mi się, że koncerty te były organizowane we współpracy z osobami z Solidarności, a przynajmniej cały czas odczuwaliśmy energię i entuzjazm ruchu. Niezwykle cenne doświadczenie. Zaskoczyło nas ponadto, jak wielu słuchaczy przyjechało z Niemiec Wschodnich. Muzyki Kraftwerk nie pozwalano tam wykonywać, ponieważ kojarzyła się z wolnością. Funkcjonowała wyłącznie w obiegu undergroundowym przeważnie w postaci nielegalnych kaset. Fani podążali więc za nami czy to na Węgry, czy to do Polski. Koncert po wschodniej stronie Muru Berlińskiego zagraliśmy dopiero po tym, kiedy już runął. Potwierdziło się wtedy zresztą, że żaden betonowy mur nie jest w stanie zatrzymać fal dźwiękowych. Ludzie znali na pamięć wszystkie nasze utwory.

Muzyce Kraftwerk nie zaszkodził nawet upływ czasu, jak pokazują zaproszenia na imprezy młodzieżowe.

Kraftwerk przypomina kosmiczne laboratorium, które ląduje tu i tam wraz z całym elektronicznym oprzyrządowaniem i potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji. Muzyka elektroniczna jest rodzajem języka globalnego, zrozumiałego w różnych krajach i kulturach. Rzeczywiście graliśmy niedawno w Miami na festiwalu Ultra Music, a wkrótce wybieramy się do Holandii na rockowy festiwal w Roskilde. Spróbujemy przetestować tam nasze projekcje 3D na otwartej przestrzeni. Wcześniej czeka nas tournée po Azji, a niedawno występowaliśmy w Afryce Południowej.

I jak porównałby pan te doświadczenia z perspektywy sceny?

W trakcie koncertu jesteśmy bardzo skoncentrowani na generowaniu dźwięków, kontrolowaniu wizualizacji i wszystkich parametrów. Właściwa adaptacja następuje znacznie wcześniej: kiedy rozkładamy to nasze kosmiczne laboratorium i przystosowujemy do zastanej przestrzeni. Jak wiesz, dysponujemy nagłośnieniem surround, które na dużych festiwalach zupełnie się nie sprawdza. Ale zawsze staramy się zespolić muzykę z otoczeniem, tak by stała się częścią miejsca. Dźwięk surround to kolejny krok w tym kierunku i zarazem realizacja naszych ambicji z lat 70. Woziliśmy wówczas ze sobą mnóstwo analogowego sprzętu i kilometry kabli, ale ostatecznie i tak nic nie działało.

Zdecydowanie tak. W XXI wieku dysponujemy wreszcie sprzętem, o jakim marzyliśmy przez trzy ostatnie dekady wieku XX. Tak naprawdę dopiero od około dziesięciu lat, czyli od wyruszenia w trasę „Minimum-Maximum”, jesteśmy w stanie należycie wykonywać na scenie muzykę Kraftwerk. Przywracać jej na nowo życie, bo o to tutaj chodzi. Technologii zabrało sporo czasu, by nas dogonić.(śmiech)

No właśnie, potrafi pan policzyć lata poświęcone muzyce?

Pierwszy zespół – Organisation – wspólnie z Florianem Schneiderem założyliśmy w 1966 roku. Powstanie studia Kling Klang, a tym samym narodziny Kraftwerk i początek naszych eksperymentów z muzyką elektroniczną, to rok 1970. Miałem wtedy 24 lata, więc już całkiem sporo.

Sporo?

Kariery muzyczne zaczynało i zaczyna się nawet w wieku 15-16 lat. My kończyliśmy wówczas studia. Wydając pierwszy album za granicą, „Autobahn”, zbliżaliśmy się już do trzydziestki. Pod względem tempa rozwoju artystycznego bliżej nam było do reżyserów czy malarzy niż muzyków. Ale o typową karierę nam też nie chodziło, raczej życie sztuką. Ukułem nawet termin „168-godzinny tydzień pracy” w nawiązaniu do 45- czy 50-godzinnego tygodnia pracy w ówczesnych niemieckich fabrykach. Robotnicy dzielili swoje życie na pracę i odpoczynek. Dla nas sztuka miała być całym życiem. Czerpaliśmy inspiracje ze wszelkich jego przejawów: od sportu po literaturę, od hałasu po muzykę klasyczną.

I jakie to było, jest życie? Pozostanie z Kraftwerk na tak długo było dobrą decyzją?

O tak! Kiedy studiowałem architekturę, zupełnie brakowało mi motywacji. Ciągnęło mnie ku dźwiękom, obrazom, książkom. Kraftwerk pozwoliło i nadal pozwala mi wszystkie te zainteresowania realizować: a to poprzez komponowanie, a to tworzenie grafik czy pisanie tekstów. Moje największe marzenie spełniło się – i czas się spełnia.

Spełniło się też wiele wizji z piosenek Kraftwerk, które w latach 70. wydawały się czystym futuryzmem.

Wówczas określano je mianem „nonsensu”. Atakowano nas za naiwność. W tej chwili jednak tamta energia do nas wraca. Do Kraftwerk zgłaszają się firmy technologiczne, proponując swoje programy, nagłośnienia dookolne czy systemy projekcji trójwymiarowych. Jesteśmy szczęściarzami: wizja człowieka-maszyny realizuje się podczas naszych własnych występów. Na kilka godzin człowiek i maszyna stają się jednym.

Do wątków przewijających się przez twórczość Kraftwerk należy także kolarstwo, skądinąd pańska prywatna pasja. Poświęcone mu utwory wybrzmiewają teraz niestety w cieniu niedawnej afery dopingowej.

Gdziekolwiek dominuje konkurencja, pojawiają się też nieczyste zagrania, a ludzi zmusza się do rzeczy, których normalnie by się nie podjęli. A z medycyną eksperymentuje się we wszystkich dziedzinach sportu. W Kraftwerk podejście do kolarstwa było i jest zupełnie inne. Przypomina naszą relację z muzyką: chodzi o ruch, o zestawienie człowiek-maszyna. O wolność, jaką daje przemieszczanie się przez różne krajobrazy – odpowiednio świata gór i dolin oraz świata dźwięków. Stąd też zachwyt wzbudza we mnie widok, jaką popularność rowery zdobyły sobie w Niemczech, Holandii czy Belgii. Setki tysięcy ludzi, codziennie pedałują według własnych upodobań z dala od konkurencji, dopingu i rekordów. Szukają swojego rytmu, równowagi, zdrowia.

Od ukazania się państwa kolarskiej ścieżki dźwiękowej „Tour de France Soundtracks” mija właśnie dziesięć lat. I to wciąż jest ostatni album Kraftwerk.

To już naprawdę dekada? Rzeczywiście, wydaliśmy ją przecież na stulecie Tour de France. Wiele czasu zajęło nam doprowadzenie Kraftwerk do obecnego stanu technologicznego. Przekształcenie grupy w jednostkę mobilną. Studio Kling Klang również przeszło dwa etapy unowocześniania i z wypełnionego po brzegi wysoce awaryjną maszynerią zmieniło się nowoczesny system komputerowy. Cały czas pracujemy oczywiście nad nową muzyką, ale mamy tak wiele pomysłów i dociera do nas tyle zewnętrznych impulsów…

Zaprzyjaźniony z Kraftwerk David Bowie po podobnej przerwie właśnie powrócił z premierowymi utworami.

Tak, słyszałem już kilka z nich w radiu, to wspaniała wiadomość. David Bowie jest niezwykle dynamiczną osobowością. Potrzebujemy, by tacy ludzie byli z nami.

To samo można powiedzieć o Kraftwerk.

I cały czas tutaj jesteśmy. Mamy wspaniały zespół, znakomitych techników, odwiedzamy rozmaite zakątki świata i przygotowujemy zupełnie nowy materiał. Dla nas XXI wiek dopiero się zaczyna.

Źródło : www.polityka.pl  

10 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o Kraftwerk

kraftwerk1. Skąd pochodzi nazwa Kraftwerk? Co oznacza?

Kraftwerk to w języku niemieckim „elektrownia”. Pochodzenie nazwy tak wyjaśnił lider zespołu, Ralf Hütter: „Nie mieliśmy pomysłu, jak nazwać nasz zespół. Rozglądaliśmy się wokół siebie, patrząc na zgromadzoną w studio elektroniczną maszynerię. Pomyśleliśmy wtedy, że to jakby nie ma nic wspólnego z muzyką, wygląda jak jakaś elektrownia, czy coś takiego. Wybraliśmy słowo Kraftwerk, ponieważ bardzo podkreślaliśmy naszą niemiecką tożsamość”. W środowisku artystycznym zachodnich Niemiec na przełomie lat 60 i 70 dominujący wpływ miała kultura anglo-amerykańska. Modne wówczas było używanie nazw anglojęzycznych, użycie w nazwie niemieckiego słowa potraktowane zostało przez lokalną bohemę jako wyraz swoistej awangardy, albo wręcz szaleństwa. Założyciele zespołu, R. Hütter i Florian Schneider – Esleben, uwagi i komentarze pod adresem nazwy zbywali wzruszeniem ramion, nie zamierzając jej zmieniać.

2. Czy piosenki Kraftwerk śpiewane są tylko po niemiecku?

Nie. Wokalista R. Hütter śpiewa po niemiecku, angielsku, japońsku, włosku, francusku, hiszpańsku i portugalsku, a także po rosyjsku i, co szczególnie dla nas miłe, polsku. Koncerty wykonywane są w jednym z dwóch języków wiodących (po niemiecku lub po angielsku), a niektóre utwory w ich trakcie w innych językach. Możemy także usłyszeć piosenki, będące językowymi mozaikami (np. Nummern, Die Roboter, Technopop)

3. Czy członków Kraftwerk można uważać za celebrytów? Czy byli bohaterami skandali, opisywanych w prasie kolorowej?

Członkowie zespołu od chwili jego założenia, czyli ponad 40 lat, bardzo chronią swoją prywatność, niewiele więc wiadomo o ich życiu poza sceną. Mimo iż skład zespołu kilkakrotnie ulegał zmianie, ta zasada wciąż obowiązuje. Muzycy Kraftwerk określają siebie nie jako artystów, ale „robotników muzycznych”, wyraźnie dystansując się od świata celebrytów. Dwukrotnie nie uniknęli jednak nadmiernego zainteresowania mediów: szerokim echem w Niemczech odbiła się umowa zawarta przez zespół i organizatorów wystawy EXPO w Hanowerze w 1999 roku. Za skomponowanie krótkiego jingla wystawy Kraftwerk ponoć zainkasował 400.000 marek, co opinia publiczna w Niemczech uznała za kwotę znacznie wygórowaną. Rok później były perkusista zespołu, Wolfgang Flür, opublikował książkę „Ich war ein Roboter” (Byłem robotem), opisując wiele pikantnych szczegółów z czasów swojej współpracy z Hütterem i Schneiderem. Ci zaś zareagowali wyjątkowym jak na siebie oburzeniem, kierując sprawę do sądu.

Dodajmy, że miejsce pracy zespołu, studio Kling Klang, jest zamknięte dla osób postronnych. Nie ma szyldu, wizytówek, numerów telefonu w książce telefonicznej. Niemniej rzesze fanów pielgrzymujących na niepozorne podwórko przy Mintropstr. 16 w Düsseldorfie skutecznie potrafiły zakłócić spokój sąsiadów studia. Obecnie siedziba Kraftwerku mieści się na przedmieściach Düsseldorfu, w Meerbusch. Oczywiście, nie jest w żaden sposób oznaczona. Nieliczni mieszkańcy miasteczka zdają sobie sprawę, że niepozorny, parterowy, szary pawilon kryje w sobie zasoby jednej z największych legend współczesnej muzyki.

Introwertyczny sposób życia i tworzenia Kraftwerku intrygował media. Popularność zyskała plotka o tym, że jakoby muzycy kwartetu nie używają telefonów, nie mają adresów mailowych, czy innych zdobyczy cywilizacji technicznej. Nie jest to prawdą.

4. Czy jest jakaś myśl przewodnia twórczości Kraftwerk?

Pozornie nie. Każda z płyt długogrających Kraftwerku traktuje bowiem o czymś innym: o podróży autostradą, stacjach radiowych, kolei, komputerach, czy wyścigu kolarskim. Kraftwerk sięgał do różnych źródeł inspiracji: sztuki europejskiej lat 20. ubiegłego stulecia (ekspresjonizmu, futuryzmu), krautrocka, Bauhausu, awangardowych kompozytorów (m.in. Karlheinza Stockhausena). Artyści rozglądali się także uważnie wokół, wielu wrażeń dostarczał im industrialny krajobraz Nadrenii Północnej – Westfalii, czy otwarte granice sąsiednich krajów. W ten sposób wykuł się charakterystyczny rys twórczości zespołu: muzyczny opis relacji ludzi i maszyn. Maszyny udają ludzi (Die Mensch Maschine, Die Roboter, Schaufensterpuppen), czasem odwrotnie, to ludzie udają maszyny (Boing boom tschak). Zawsze jednak współpracują, Kraftwerk na scenie to równocześnie muzycy i ich urządzenia. Zawsze razem i zawsze równorzędni.

Na początku swojej twórczości Kraftwerk zachwycał się postępem technicznym, dziś jest sceptyczny wobec nieograniczonego rozwoju techniki. Ilustrują to zmiany, jakich Kraftwerk dokonał w utworze Radioaktivität. Hymn na cześć badań nad energią jądrową z 1975 r. zmienił się już po sześciu latach w protest-song, najpierw opatrzony dramatycznym wstępem o skutkach katastrof atomowych, a od 2012 r. śpiewaną także po japońsku wersję Radioaktivität – Houshanou, upamiętniającą wypadek w elektrowni Fukushima.

Hütter, od wielu lat dbający o kondycję fizyczną wegetarianin, najlepsze współistnienie człowieka i maszyny dostrzegł w jeździe rowerowej. Rowerzysta i jego pojazd tworzą perfekcyjnie zharmonizowaną całość, człowieka-maszynę. Die Mensch Maschine. Swój zachwyt kolarstwem wyraził w ostatniej, jak dotąd, płycie długogrającej Kraftwerk, Tour de France.

5. Czy Kraftwerk występował już w Polsce?

Tak, kilkakrotnie. Zawsze były to jednak koncerty niezwykłe. Po raz pierwszy Kraftwerk zawitał nad Wisłę w gorącym politycznie czasie, w sierpniu 1981 r., przy okazji swojego pierwszego światowego tournee. Zagrali wówczas 7 koncertów. Fanów nęciły potężne transparenty zapowiadające „Rock elektroniczny z RFN”. Muzyków zasmucił widok szarych ulic pogrążonego w kryzysie państwa, a zachwyciła reakcja szalejącej publiczności. Tak zaawansowanego technologicznie zespołu jeszcze w Polsce nie widziano i nie słyszano. Słuchacze koncertów byli pod wrażeniem nie tylko znakomitej muzyki, nie tylko futurystycznej oprawy zespołu, ale także wizji świata, który prezentował Kraftwerk. Świata, w którym można cieszyć się podróżą po autostradzie, przekraczać bez kłopotu granice, jechać do Wiednia i wypić tam kawę, czy spotkać się w Paryżu z przyjaciółmi. Kraftwerk pokazał Polakom inny świat, dla mieszkańców wolnego świata zwykły, dla Polaków będący marzeniem. Komunistyczna propaganda uparcie pokazywała zachodnich Niemców jako złych potomków nazistów, tymczasem dla kilkudziesięciotysięcznej rzeszy słuchaczy koncertów muzycy Kraftwerk byli po prostu sympatycznymi ludźmi, ambasadorami innego – lepszego świata. Niemiecki kwartet przybył do Polski akurat w tym czasie, w którym Polacy najmocniej potrzebowali nadziei i wsparcia, wyrażonego choćby przez sztukę. Żaden z zespołów występujących w Polsce w latach 80. nie był dla Polaków ważniejszy niż Kraftwerk. Na koncercie w Warszawie tylko niewielka grupa widzów nie uczestniczyła w ogólnej zabawie, jaka ogarnęła publiczność. Byli to sowieccy oficerowie. Reszty widowni nie interesowały jednak ich ponure oblicza, Polacy woleli tańczyć wraz z Hütterem, śpiewającym po polsku „Jestem operator i mam mini kalkulator”. Po raz kolejny Kraftwerk przyjechał do Polski w 2004 r., przypadkiem kilka tygodni po tym, jak Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. I koncert w Warszawie, na szczęście, był już tylko wydarzeniem muzycznym, a nie politycznym. Fani zachwyceni byli jakością dźwięku, tę opinię podzielił też zespół, nagrania z Warszawy umieszczając  na płycie koncertowej Minimum Maximum. Tylko nieliczni słuchacze uśmiechali się na myśl, że Kraftwerk występuje w tej samej Sali Kongresowej, w której odbywały się zjazdy polskiej partii komunistycznej. W 2008 roku Kraftwerk był gwiazdą 6 edycji festiwalu Sacrum Profanum w Krakowie. Znakomitym tłem dla muzyki Kraftwerk było industrialne wnętrze kombinatu w Nowej Hucie. Wyjątkowe miejsce koncertu zachwyciło Hüttera tak bardzo, że nie chciał się rozstać z Nową Hutą. Najbliższy koncert Kraftwerk w Polsce będzie mieć miejsce w Poznaniu podczas Festiwalu Malta. W piątek, 28 czerwca, Kraftwerk zaprezentuje widowisko 3D po raz pierwszy w Europie Środkowej.

6. Jak twórczość Kraftwerku wpłynęła na brzmienie nowoczesnej muzyki?

Kraftwerk uznawany jest przez publiczność oraz krytyków za jeden z filarów muzyki nowoczesnej. Do inspiracji dokonaniami zespołu przyznaje się wciąż oraz przyznawało w przeszłości wielu znakomitych wykonawców, reprezentujących całe spektrum gatunków muzycznych, między innymi OMD, David Bowie, Depeche Mode, Duran Duran, Ultravox, Alan Parson`s Project, Eurythmics, Pet Shop Boys, Gary Numan, Giorgio Moroder, Moby, Björk, The Chemical Brothers. Lista nazwisk oraz nazw jest na tyle pokaźna i imponująca, że trudno wyselekcjonować z niej te najważniejsze. Kraftwerk poprzez swoją twórczość przyczynił się również do powstania całych gatunków muzycznych, takich jak techno, house, elektro pop, new wave, a nawet hip-hop. Andy McCluskey, lider OMD, w jednym z wywiadów określił twórczość Kraftwerku jako DNA nowoczesnej muzyki.

7. Czy członkowie Kraftwerku są wykształceni muzycznie?

Kraftwerk tworzy grupa fachowców świetnie przygotowanych do zawodu. Ralf Hütter, będący współzałożycielem zespołu, studiował w Konserwatorium Roberta Schumanna w Düsseldorfie oraz w Akademii Muzycznej w Remscheid improwizację na instrumentach klawiszowych. Zanim stworzył Kraftwerk, grywał na organach elektronowych w kilku rock-and-roll`owych zespołach. Henning Schmitz ukończył Akademię Muzyczną w Düsseldorfie. Jest inżynierem techniki dźwiękowej oraz wizualnej, a także wykładowcą w tamtejszym Instytucie Roberta Schumanna. Posiada własne studio nagraniowe, zlokalizowane w Kolonii. Zajmuje się produkcją muzyczną, realizacją dźwięku oraz masteringiem. Friedrich „Fritz” Hilpert jest trębaczem, perkusistą oraz inżynierem dźwiękowym. W przeszłości można go było podziwiać również jako klawiszowca. Oprócz działalności w Kraftwerku, Fritz Hilpert tworzy muzykę elektroniczną również jako solista. Falk Grieffenhagen, czyli najmłodszy „nabytek” Kraftwerku, jest z wykształcenia klarnecistą, flecistą, saksofonistą oraz pianistą jazzowym. Podobnie jak Schmitz, ukończył w Düsseldorfie inżynierię dźwiękową oraz wizualną. Poza Kraftwerkiem udziela się jako saksofonista we  własnym kwartecie jazzowym. Jest on również współautorem wspaniałych, trójwymiarowych wizualizacji, które będziemy podziwiać podczas koncertu w Starej Gazowni.

8. Czy Kraftwerk współpracuje z innymi twórcami?

Przez lata stosunek Kraftwerku do muzycznych kooperacji ulegał zmianie. Początkowo zespół zorientowany był silnie indywidualistycznie. Jeszcze w latach siedemdziesiątych nie dał się namówić na współpracę takim tuzom jak David Bowie, Iggy Pop czy Giorgio Moroder. Duet Bowie – Iggy Pop został jednak doceniony przez Kraftwerk, co udowodnił zespół w swoim przeboju Trans Europa Express, wymieniając ich pseudonimy w jednej ze zwrotek utworu. Popularność oraz uznanie dla dorobku Kraftwerku w latach osiemdziesiątych były już powszechne. W pierwszej połowie dekady z propozycją współpracy zgłosił się do zespołu Michael Jackson. Kwartet pozostał jednak niewzruszony. Fama głosi, że Hütter wybrał się do USA na zaproszenie Króla Popu, zabierając materiały demo w torbie podróżnej, jednak ostatecznie Jacskon spotkał się z odmową. Kraftwerk natomiast docenił francuskiego DJ`a i producenta, François Kevorkiana. W 1984 roku zaakceptował przygotowany przez niego remix singla Tour de France, który doczekał się osobnego wydania na dwunastocalowym winylu. Współpraca z Kevorkianem okazała się być długofalową, ponieważ jego remiksy Kraftwerk wydawał pod własnym szyldem aż do 2004 roku. W międzyczasie zespół nawiązał współpracę z wieloma muzykami młodego pokolenia, czego owocem była wydana w 2002 roku EP-ka Expo Remix, na której znalazło się kilka remiksów utworu Expo 2000. Kraftwerk wykorzystuje je do dziś na scenie, łącząc poszczególne ich elementy w jeden utwór Planet der Visionen. Do bezprecedensowego wydarzenia w historii zespołu doszło w 2009 roku. Kraftwerk zgodził się na wspólną mini-trasę koncertową z grupą Radiohead. O współpracę z „robotnikami muzycznymi” z Düsseldorfu nie jest łatwo. W 2005 roku  zespół Coldplay wydał singiel zatytułowany Talk, który okazał się światowym hitem. Utwór ten jest niejako obudowany wokół motywu przewodniego z ComputerliebeKraftwerku. Coldplay w specjalnym liście do zespołu, napisanym po niemiecku, poprosił o zgodę na wykorzystanie tego fragmentu. Po pewnym czasie z Düsseldorfu nadeszła dość lakoniczna odpowiedź w formie odręcznie napisanego „Ja” (niem. tak).

9. Jakie jest instrumentarium Kraftwerku?

Kraftwerk nie zawsze grał wyłącznie na instrumentach elektronicznych. W pierwszych latach działalności zespół intensywnie wykorzystywał instrumenty strunowe oraz dęte. Ostatni raz gitary i flet pojawiły się na płycie Autobahn w utworze tytułowym oraz zamykającym albumMorgenspaziergang. Następnie F. Schneider, współtwórca Kraftwerku, który opuścił zespół cztery lata temu, przerobił swój flet poprzeczny na dotykowy instrument elektroniczny. Od dziesiątków lat marzeniem Kraftwerku była niczym nieograniczona mobilność. Koncertowe wykonywanie muzyki elektronicznej w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych sprawiało nie lada problem. Mechaniczny sprzęt był ciężki, wielkogabarytowy i często zawodny. Mimo wszystko, w 1981 roku Kraftwerk zdołał zrealizować światową trasę koncertową, podróżując do najdalszych zakątków globu wraz z całym swoim studiem, którego modułowa konstrukcja pozwalała na stosunkowo łatwy, aczkolwiek kosztowny transport. W wywiadach z tamtego okresu Hütter wyrażał nadzieję, że w przyszłości „zamknie całą swoją muzykę w małym urządzeniu”, czego doczekał się w 2002 roku. Od jedenastu lat głównym nośnikiem muzyki Kraftwerku są cztery laptopy oraz jedna pamięć zbiorcza. Wbudowane w futurystycznie wyglądające i podświetlone konsole sterujące, stanowią podstawowe instrumentarium zespołu. Zawartość każdego z czterech pulpitów widocznych na scenie różni się od siebie i uzależniona jest od podziału ról w zespole. Hütter i Schmitz poza komputerami dysponują muzycznymi klawiaturami, sterownikami wokodera oraz mini-konsoletą z urządzeniami dotykowymi, służącymi do generowania efektów dźwiękowych. Hilpert za pomocą zestawu potencjometrów i ekranu dotykowego dogrywa perkusję i miksuje na żywo muzyczną całość, natomiast Grieffenhagen za pomocą urządzeń na swym pulpicie kontroluje parametry obrazu i oświetlenia. Większość oprzyrządowania została zbudowana na indywidualne zamówienie Kraftwerku, zatem na próżno szukać go na półkach sklepowych nawet najlepszych salonów muzycznych. Jednym z ważniejszych partnerów technologicznych Kraftwerku są laboratoria tak renomowanych marek jak Sony oraz Doepfer.

10. Czy statyczność członków zespołu w trakcie koncertu to tylko pomysł na wyróżnienie się?

Absolutnie nie, choć od początku istnienia grupy stanowi jej cechę charakterystyczną. Wynika ona raczej ze specyfiki pracy Kraftwerku na scenie. Ilość parametrów i narzędzi, które członkowie grupy muszą jednocześnie kontrolować i dostosowywać jest na tyle duża, że trudno o żywy kontakt z publicznością.  Rytmiczna i brzmieniowa precyzja, którą Kraftwerk wypracował przez lata i która stała się jego wizytówką, zobowiązuje zespół do utrzymania jak najwyższej jakości swoich koncertów. Przez dwie godziny obserwujemy „muzycznych robotników”, niezwykle skupionych na tym, by muzyka i obraz płynące z estrady były jak najbliższe doskonałości i właściwie zsynchronizowane. Warto o tym przekonać się w Poznaniu.

Jakub Budzyński & Tomasz Wójcik  źródło : www.malta-festival.pl

Kraftwerk and the electronic revolution

kraftwerkJakiś czas temu na kanale Youtube znalazłem ciekawy materiał dotyczący zespołu Kraftwerk.  Zapraszam miłośników klasycznej muzyki elektronicznej do obejrzenia filmu dokumentalnego (dostępny w wersji angielskiej)  z 2008 roku pt. „Kraftwerk and the electronic revolution”. W filmie można się dowiedzieć sporo ciekawych rzeczy o początkach muzyki Kraftwerk, jak i ogólnie o muzyce elektronicznej. W filmie dokumentalnym wykorzystano wywiady, niepublikowane zdjęcia oraz teledyski zespołu Kraftwerk. Oprócz Kraftwerk są także informacje o Tangerine Dream, Klausie Schulze Ash Ra Tempel oraz innych zespołach i wykonawcach z początku krautrocka.

Najnowsza recenzja ostatniego koncertu Kraftwerk 🙂  

Marcin Melka 

Jak muzyka KRAFTWERK zelektryzowała świat i dlaczego zastąpiła muzykę Beatlesów ?

kraftwerkPolecam ciekawy artykuł Bartka Chacińskiego o tym, w jaki sposób muzyka Kraftwerk wpłynęła na rozwój muzyki. Szczegóły poniżej :

Jak muzyka Kraftwerk zelektryzowała świat i dlaczego zastąpili Beatlesów w roli najbardziej wpływowego zespołu muzyki popularnej.

Po co gonić za popularną piosenką z Wielkiej Brytanii, skoro we własnym kraju ma się dużo starszą tradycję pieśni? Tej romantycznej, XIX-wiecznej. A do tego kraj jest gospodarczo nowoczesny: bogaty w fabryki, autostrady, linie kolejowe. I jeszcze ma mocną scenę muzyki współczesnej, elektronicznej, z Karlheinzem Stockhausenem na czele. Grupa Kraftwerk to opowieść właśnie o tym.

Niemcy Zachodnie, Zagłębie Ruhry, wreszcie industrialny Düsseldorf z nowoczesną bryłą muzycznej Wyższej Szkoły im. Roberta Schumanna, twórcy pieśni romantycznych. Tu spotkali się Ralf Hütter i Florian Schneider, założyciele grupy, której nazwę z niemieckiego tłumaczy się jako Elektrownia. Z tej samej szkoły rekrutowało się zresztą kilku kolejnych członków tego zespołu, który przez pierwsze lata był kuźnią nowych pomysłów z okolic awangardowego rocka. Od początku (rok 1970) używał syntezatorów, ale mieszał je swobodnie z bardziej tradycyjnym instrumentarium. Podobne rzeczy robili muzycy innych niemieckich grup, choćby Tangerine Dream czy Can, zresztą też starannie wykształceni, absolwenci konserwatoriów. Gdyby Kraftwerk przy tym został, byłby zapewne jednym z wielu zespołów niemieckiej sceny krautrockowej (pejoratywne z początku, a potem już z podziwem wypowiadane określenie ukute przez anglosaską prasę). O tym, że stali się zespołem-ikoną nowych czasów, przesądziła podróż volkswagenem pierwszą, supernowoczesną autostradą regionu, między Kolonią a Bonn. Szum powietrza i odgłosy mijanych samochodów posłużyły jako materiał dźwiękowy wzbogacający wzniosłą pieśń – efekt fascynacji zmieniającym się światem. I całą nagraną po tej podróży płytę „Autobahn” („Autostrada”). Był rok 1974.

1. Nowy świat

W ten sposób zespół odnalazł powołanie: opisać muzyką związki człowieka i technologii. Połączyć przy tym ogień i wodę: klasyczną melodykę rodem z muzyki poważnej i supernowocznesne syntezatory, automaty perkusyjne. Śpiewać przez wokoder, urządzenie przetwarzające ludzki głos, mieszające go z brzmieniami syntezatora, co dawało efekt „głosu robota”. Aranżować piosenki możliwie minimalistycznie, w czym pomagał wybitny producent działający na miejscu, pod Kolonią – Conny Plank, który ukształtował brzmienie Kraftwerk na pierwszych płytach, a potem ceniono jego usługi także w obszarze anglosaskim. Pracował dla Ultravox i Eurythmics, a David Bowie inspirował się jego pomysłami.

W tym wszystkim ważna była też oprawa – okładkowe grafiki Emila Schulta, który przez moment był też muzykiem Kraftwerk, a potem autorem tekstów, do tego fascynacja całej grupy konstruktywizmem, no i jednolity image – komplet identycznych garniturów, które zespół kupił przed wyjazdem na pierwszą trasę koncertową do Ameryki, tuż po wydaniu płyty „Autobahn”. Wizerunek grupy witano za oceanem z lekkim niepokojem (w końcu elegancko i jednakowo ubrani Niemcy kojarzyli się tam wciąż z II wojną światową), ale też z fascynacją. W dodatku Hütter oznajmił miejscowej prasie, że tworzą „elektroniczną muzykę folk”, grając tym samym na ważnych sentymentach Amerykanów. Tamtejsza publiczność kilka lat wcześniej oburzała się na Dylana za wykonywanie folku na gitarze elektrycznej, co więc miała powiedzieć na czterech facetów z Niemiec oznajmiających, że piszą ludowe szlagiery na syntezatory?

Dodajmy do tego pieśni ku chwale autostrad – temat nośny w Ameryce – i mamy gotowy mit. Kolejne albumy Kraftwerk przyjmowano w Stanach Zjednoczonych już w glorii wydarzenia – wyniki sprzedaży nie były oszałamiające, ale reakcja krytyki gwarantowana. Jedni się fascynowali spójnością wypowiedzi, inni lekko podśmiewali z poważnych pomysłów grupy z Düsseldorfu. Każda z następnych płyt była zresztą programową wypowiedzią o innych aspektach nowego świata. W sferze tekstów bardzo hasłową, za to każdorazowo świetnie zilustrowaną muzycznie. „Radioaktivität” (1975) – o falach radiowych, ale też radioaktywności. „Trans Europa Express” (1977) – o sieci komfortowych i nowoczesnych połączeń kolejowych, ale zarazem jednoczeniu się Europy. „Die Mensch-Machine” (1978) – o tytułowych ludziach-robotach, ale w ujęciu wykraczającym poza science fiction, bo przecież w tej samej konwencji zostaje opisane życie modelki w umieszczonym tu jednym z największych przebojów Kraftwerku „Das Model”. Wreszcie „Computerwelt” (1981) – o cyfryzacji i wchodzeniu maszyn liczących w nasze życie. Ten zestaw klasycznych płyt Kraftwerk (wszystkie ukazywały się też w wersjach anglojęzycznych) to zarazem opowieść o świecie widzianym przez pryzmat nowych technologii, jakiej nikt inny w świecie muzyki się nie podjął.

2. Nowe instrumenty

Historia ta nie byłaby oczywiście ani pełna, ani wiarygodna, gdyby muzycy Kraftwerk ciągle wykorzystywali gitary, bębny czy flet i skrzypce (instrumenty używane w ich wczesnych nagraniach). Musieli być nowocześni – a tworzenie muzyki pop tylko i wyłącznie na instrumentach elektronicznych było zarówno pomysłem wciąż świeżym, jak i zgodnym z duchem tych kolejnych koncepcji. Niemcy były ważnym centrum rozwoju samego instrumentarium – stąd wiele syntezatorów i automatów muzycy Kraftwerk testowali jako jedni z pierwszych, niektóre (jak specjalnie zaprojektowany wokoder czy sceniczny zestaw elektronicznej perkusji) były budowane dla nich.

Hüttera i Schneidera ogarnęła obsesja odczłowieczania składu instrumentalnego. Zwykła perkusja była dla nich zbyt hałaśliwa. A sami perkusiści – za bardzo się pocili. Wszystko przybiera inny, bardziej estetyczny charakter, gdy – jak tłumaczyli w jednym z wywiadów – muzyków zastępują programiści. Prowokowali, mówiąc o tym, że oczekują z nadzieją zespolenia człowieka z maszyną. A świat muzyki rockowej granej dotychczas na syntezatorach kompletnie im nie odpowiadał. „To sztuczki cyrkowe na syntezatorze” – mówił Hütter o występach Ricka Wakemana. Ważniejszym punktem odniesienia była dla niego grupa The Stooges – szanował prymitywizm, minimalizm pomysłów punka i Kraftwerk byli później zespołem bardzo przez punkową publiczność poważanym, bez względu na brak gitar w składzie. Później miało się okazać, że kiełkująca na gruzach punkowej konwencji chłodna i mroczna syntezatorowa nowa fala będzie czerpać z dokonań Kraftwerk garściami.

„Chcieliśmy zostać volkswagenem muzyki pop. Dostępnym dla wielu, a mimo to innowacyjnym” – mówili o sobie. I realizowali to z precyzją podobną do tej, z jaką komponowali i wymyślali kolejne koncepcje. Najpierw w roku 1971 na jednym z koncertów wczesnej inkarnacji Kraftwerk uruchomili automat z zapętlonym rytmem, po czym sami zanurkowali w tłumie tańczących. Była muzyka, nie było muzyków – przynajmniej nie na scenie. Na kolejny krok pozwolili sobie pod koniec lat 70., po premierze „Die Mensch-Maschine”, kiedy przygotowali komplet manekinów udających poszczególnych członków zespołu. Podróżowali z nimi i wykorzystywali najpierw do sesji zdjęciowych, których nie znosili. Potem również na scenie – zresztą do dziś to robią – demonstrując umowność fizycznego kontaktu z wykonawcą. Więcej nawet – co pewien czas dokonują premiery nowych manekinów, a sami mają święty spokój. Rzadko udzielają wywiadów, w swoim nowoczesnym studiu nie zamontowali nawet telefonu, nie palą się do współpracy z innymi artystami, cenią sobie aurę tajemnicy (kiedyś odrzucili prośbę Michaela Jacksona, który chciał skorzystać z ich urządzeń), słyną z coraz bardziej powolnego tempa pracy – po kilkunastoletnim milczeniu na przełomie lat 80. i 90. pierwszym utworem, jaki usłyszał stęskniony świat, był czterosekundowy dżingiel reklamowy Expo 2000 w Hanowerze, choć i tych kilka sekund zdołało wywołać skandal – głównie jednak dlatego, że organizatorzy zapłacili za nie dość astronomiczną sumę 400 tys. marek.

Ralf Hütter podkreślał jednak, że praca trwa cały czas („Nie obijamy się, siedzimy w studiu 10 godzin dziennie, wliczając weekendy” – mówił), zespół szlifuje opracowywane przez siebie brzmienia i syntetyczne barwy. A po godzinach jego lider jeździł na rowerze szosowym, w pewnym momencie na poziomie półprofesjonalnym – na wiele miesięcy wykluczył go z robienia muzyki poważny wypadek kolarski, do którego doszło – nomen omen – w okresie pracy nad utworem „Tour de France”, kolejnym klasykiem Kraftwerku poświęconym słynnemu francuskiemu wyścigowi. Kolarstwo stało się dla Hüttera idealnym przykładem symbiozy człowieka z maszyną, do której grupa tak często odnosiła się w swoich nagraniach.

3. Nowe gatunki

W latach 80., gdy sam zespół tracił impet – zarówno w ilości, jak i w jakości prezentowanych nagrań – jego pomysły odbijały się coraz szerszym echem. O wielkim wpływie Kraftwerk na nową muzykę zaczęto mówić paradoksalnie w okresie, gdy pozostawali w najgłębszym uśpieniu. W Ameryce dorastało bowiem pokolenie twórców, którzy w młodości zetknęli się z „Autobahn” czy „Trans Europa Express”.

Futurystyczna i zrytmizowana muzyka podobała się pierwszym twórcom hip-hopu, co zauważyli sami członkowie Kraftwerk jeszcze pod koniec lat 70. Weszli do klubu i usłyszeli swoje nagranie „Metall Auf Metall”, tyle że rozciągnięte do 20 minut. Didżej miał dwa egzemplarze płyty i puszczał je na przemian, żeby zapętlić ulubiony instrumentalny fragment. Zobaczyli podstawę techniki miksowania, podstawę nowego nurtu. W nowojorskim środowisku modna była też 13-minutowa albumowa wersja „Trans-Europe Express” (z anglojęzycznej wersji płyty). Jeden z ojców hip-hopu, Afrika Bambaataa, doszedł do wniosku, że jest nagraniem idealnym – nie trzeba było jej miksować z niczym innym, czasem tylko nakładano na ten utwór nagrania ze słowem mówionym, na przykład fragmenty przemówień Martina Luthera Kinga. „Ten kawałek można było zostawić w spokoju na talerzu gramofonu, a samemu wyjść na papierosa, albo do toalety” – mówił Bambaataa.

Kraftwerk cieszyli się więc w hiphopowym Nowym Jorku estymą, a ich nagrania traktowano jako muzyczny poradnik. W miarę bowiem jak taniały automaty perkusyjne i pojawiały się pierwsze samplery, można było myśleć o zastosowaniu ich w robionej przez siebie muzyce. Wzorem remiksu, wykorzystania motywów istniejących nagrań do stworzenia nowej jakości, stała się wersja „Planet Rock” Afriki Bambaaty nagrana pod okiem producenta Arthura Bakera w roku 1982 – podkład rytmiczny pochodził z „Numbers” Kraftwerku, a linia melodyczna – z „Trans-Europe Express”.

Baker na wszelki wypadek zarejestrował też inną, alternatywną wersję utworu – bez pożyczonych od Kraftwerk fragmentów. Był pewny, że doczeka się zatargów prawnych z twórcami „Trans-Europe Express”. I słusznie – przypadek był wprawdzie precedensowy, ale niemieccy prawnicy zareagowali szybko. Być może nigdy nie poznalibyśmy oryginalnej wersji, gdyby nie postawa wydawcy  – ważnej dla rozwoju muzyki tanecznej firmy Tommy Boy, która zdecydowała się grać va banque i wydać piosenkę z fragmentem wyjętym z nagrania „Trans-Europe Express”. Proces o pieniądze z tytułu tantiem Niemcy zakończyli ugodą po wielu latach, a „Planet Rock” w tej wersji świetnie się sprzedawał. Hütter po latach uznał, że to był świetny utwór i że muzycy Kraftwerk zawsze chcieli wybudować pomost pomiędzy gatunkami, no a dzięki Bambaacie to się udało. Zresztą wkrótce sami – z inspiracji Bambaatą – nagrali album odnoszący się do pomysłów hip-hopu i electro: „Electric Cafe”. Wówczas wydawało się, że to szał na kilkanaście miesięcy, ale wszystkie gatunki i pomysły wynikające z tego niesamowitego zderzenia kultur w „Planet Rock” przetrwały długo. I nawet figury breakdance’u – te przypominające ruchy robotów – wpisywały się świetnie w inspirację Kraftwerkiem.

4. Nowi klasycy

Muzycznie ważnym dla Kraftwerk zespołem z lat 60. byli zdecydowanie amerykańscy The Beach Boys – szczególnie ich nagrania z czasów, gdy od grania lekkich przebojów o surfingu przeszli do nagrywania  bardziej złożonych kompozycji z wyrafinowanymi partiami wokalnymi. Zresztą słynne Wir fahr’n fahr’n fahr’n auf der Autobahn z tekstu „Autobahn” odnosiło się przewrotnie do Fun, fun, fun Beach Boysów. Ale czwórkę z Düsseldorfu przez lata najczęściej zestawiano z Czwórką z Liverpoolu, zespołem The Beatles. Powodów nie należy szukać w stylistyce, tylko we wpływie na rynek muzyczny.

Podobnie jak sesje studyjne Beatlesów i Beach Boys przeszły do historii muzyki, tak sposób działania Kraftwerk, którzy szybko założyli swoje studio nagraniowe Kling Klang i koncentrowali się na pracy nad brzmieniem, był ważnym wzorem dla kolejnych pokoleń artystów. Dziś własne studio, czasem małe, sypialniane, i praca ze sprzętem elektronicznym, to najczęściej spotykany wariant. Jeszcze na początku lat 70. świat żył w galaktyce Beatlesów, pod koniec lat 70. – w rzeczywistości Kraftwerku.

To, co Niemcy zrobili w ojczyźnie Volkswagena, kontynuowali ich młodsi koledzy w sercu amerykańskiej motoryzacji, Detroit. Tu w latach 80. kształtowało się brzmienie techno – nurtu, który u Kraftwerk miał potężny dług. Dla jego twórców też najważniejsze było brzmienie. Programowali powtarzające się sekwencje dźwięków, melodię spychali na dalszy plan, do rytmu wprowadzali subtelne zmiany, tworząc muzykę odhumanizowaną do granic możliwości – muzykę robotów. „Techno jest jak George Clinton i Kraftwerk zamknięci w windzie z sekwencerem do towarzystwa” – definiował gatunek jeden z jego ojców, Derrick May. Sekwencer był podstawowym narzędziem do programowania utworów, a George Clinton symbolizował w definicji wpływ funku, który lekko zaburzał chłodne rytmy automatów perkusyjnych, skłaniając ludzi do tańca. Imprezy techno wyglądały trochę jak ten wieczór, gdy muzycy Kraftwerk zostawili włączony automat. Hipnotyzujące rytmem imprezy klubowe są do dziś – obok tradycyjnych koncertów rockowych i występów hiphopowych – najczęściej spotykanym modelem kontaktu artysty z publicznością.

O wpływie wykonawcy w muzyce rozrywkowej zawsze decydowała też „cytowalność”. Dokładniej mówiąc: częstotliwość, z jaką inni wykonywali jego utwory lub wykorzystywali ich fragmenty we własnych kompozycjach. I ta również działała zawsze na korzyść grupy Kraftwerk. Ich prosto zarysowane utwory miały na tyle uniwersalny charakter, że łatwo poddawały się przeróbkom i nagrywane były w przeróżnych konwencjach. Od rockowych, takich jak „Das Model” w wykonaniu Rammstein, po te z list przebojów – piosenkę „Talk” grupy Coldplay opartą na motywie z „Computer Love” Kraftwerk. Od U2 wykonujących swoją wersję melancholijnego tematu „Neon Lights”, po The Balanescu Quartet z pakietem aranżacji Kraftwerk na kwartet smyczkowy. Od w miarę oczywistych inspiracji (O.M.D., Fatboy Slim), po te zupełnie zaskakujące. Jak wizja Uwe Schmidta – niemieckiego muzyka elektronicznego mieszkającego stale w Chile – który jako Señor Coconut nagrał z grupą latynoskich muzyków cały zestaw coverów Kraftwerk w rytmach cha-cha, rumby czy merengue.

Kraftwerk mają więc status klasyków. Nagrywają jeszcze wolniej niż poprzednio – ich ostatnią płytą z nowym materiałem był zakończony po latach cykl kompozycji „Tour de France Soundtracks” (2003 rok), ale z nie mniejszym zainteresowaniem przyjęto perfekcyjnie zrealizowany koncertowy album „Minimum-Maximum” (2005). Dziś Ralf Hütter pozostał – po odejściu Schneidera w 2008 roku – jedynym oryginalnym członkiem Kraftwerk w składzie (choć zgodnie z dotychczasowym wizerunkiem grupę dalej tworzą cztery osoby) i próbuje zaskakiwać raczej pomysłami technologicznymi niż nową muzyką. Wydał książkę w 3D wydrukowaną w technologii stereoskopowej, z dołączoną specjalną parą okularów oraz aplikację Kraftwerk Kling Klang Machine na iPhone’a. Zespół znów regularnie grywa przed publicznością, mocno akcentując stronę wizualną występów – potwierdza to najnowszy pomysł koncertów z projekcjami w 3D.

Zanim przyjadą z tym nowym show do Poznania, będą je pokazywać przez osiem wieczorów w niezwykle prestiżowym miejscu, udostępnianym raczej dla artystów sztuk wizualnych – Hali Turbin londyńskiej Tate Modern. Wcześniej, w kwietniu 2012 roku dostąpili innego zaszczytu zarezerwowanego dla nielicznych artystów świata muzyki: stali się bohaterami wielkiej retrospektywy w nowojorskim Museum of Modern Art. Przez osiem dni prezentowali repertuar ze swoich kolejnych płyt. Towarzyszyła temu miniwystawa. Zainteresowanie było ogromne, sprzedaż internetowa biletów trwała krótko i zablokowała serwery firmy ShowClix, a sponsorem głównym był oczywiście Volkswagen. W hallu stały roboty-manekiny (czyli – według słów lidera – „pełnoprawni członkowie grupy”), żywy zespół wychodził na scenę co wieczór. Zresztą – któż to wie? Nie zdziwiłbym się, gdyby Ralf Hütter, który najwyraźniej sam do muzeum się jeszcze nie wybiera, testował w tym czasie nowy rower na ulicach Nowego Jorku.

*dziennikarz tygodnika „Polityka”, współpracuje z Polskim Radiem oraz TVP KULTURA. Prowadzi blog muzycznychacinski.wordpress.com

Marcin Melka [za : http://www.malta-festival.pl]

Malta Festival Poznań 2013: mam bilet na koncert Kraftwerk !!!

DSC00438Miałem być na koncercie Kraftwerk w 2004, niestety praca. Potem w 2008 roku nie było mnie z powodu …koncertu Klausa Schulze w Warszawie … ale …do trzech razy sztuka !  Będę ! Tylko koniec świata może mnie zatrzymać  Raz, że blisko Torunia, dwa: potem mogą być znów nieprędko lub wcale ! Najważniejsze : Mam bilet !!! Wszystkim, którzy jeszcze nie zakupili, radze jak najszybciej kupić, bo bilety się szybko  sprzedają !

Bilety będzie można kupić za pośrednictwem stron: www.malta-festival.pl                                        i www.eventim.pl oraz we wszystkich stacjonarnych punktach sprzedaży firmy Eventim.

Ceny biletów:
189 zł –od 23.11.2012 do 31.01.2013
198 zł –od 01.02.2013 do 31.05.2013
220 zł – od 01.06.2013 do dnia koncertu (28.06.2013)

Dla przypomnienia :

Legenda muzyki elektronicznej – zespół Kraftwerk – będzie gwiazdą przyszłorocznej edycji Malta Festival Poznań. Muzycy zagrają swój jedyny koncert 3D w Polsce 28 czerwca.Zespół Kraftwerk został założony w 1970 roku i uważany jest za legendę światowej muzyki elektronicznej. Na swoim koncie mają sporo albumów, których znakami rozpoznawczymi zawsze są nowatorstwo, odwaga w kreowaniu przełomowych „obrazów dźwiękowych” oraz wizja.

– Maltański koncert grupy nie jest przypadkiem. KRAFTWERK jest zespołem, którego twórczość doskonale wpisuje się w idiom, czyli temat przewodni przyszłorocznego festiwalu, brzmiący „oh Man, oh machine / człowiek-maszyna”. Program idiomu badającego relacje człowiek-maszyna, człowiek-technologia przygotuje jeden z najważniejszych twórców europejskich, działający na pograniczu
teatru, performance’u i sztuk wizualnych, włoski artysta Romeo Castellucci – tłumaczą organizatorzy Malta Festival Poznań.

Koncerty zespołu Kraftwerk to nie tylko muzyka, ale również nowatorskie projekcje multimedialne. – Poczynając od 2005 roku, kiedy to wystąpili na Biennale Sztuki w Wenecji, regularnie realizują swoje projekty również w kontekście sztuk wizualnych. Ukoronowaniem tego kierunku była tegoroczna retrospektywa ich twórczości w nowojorskim Museum of Modern Art (MoMA), gdzie odbyło się osiem koncertów w 3D prezentujących materiał dźwiękowy i wizualny ośmiu albumów studyjnych KRAFTWERK. Czerwcowy koncert na Malta Festival Poznań 2013 będzie adaptacją tego projektu – dodają. Koncert odbędzie się 28 czerwca 2013 roku.

                                                     Marcin Melka za  Wprost oraz oficjalna strona Festiwalu

Malta Festival Poznań 2013: Kraftwerk!

Bilety na koncert Kraftwerk są już dostępne ! 

W piątek, 23 listopada 2012 r. od godziny 9:00, rusza sprzedaż biletów na koncert zespołu Kraftwerk (tu link do ogłoszenia o koncercie), który odbędzie się 28 czerwca 2013 r. w ramach Malta Festival Poznań 2013. Będzie to pierwszy i jedyny koncert zespołu w technologii 3D w Polsce.

Bilety będzie można kupić za pośrednictwem stron: www.malta-festival.pl i www.eventim.pl oraz we wszystkich stacjonarnych punktach sprzedaży firmy Eventim.

Ceny biletów:
189 zł –od 23.11.2012 do 31.01.2013
198 zł –od 01.02.2013 do 31.05.2013
220 zł – od 01.06.2013 do dnia koncertu (28.06.2013)

Marcin Melka za : http://www.malta-festival.pl 

 

 

Malta Festival Poznań 2013: zagra Kraftwerk!

kraftwerkLegenda muzyki elektronicznej – zespół Kraftwerk – będzie gwiazdą przyszłorocznej edycji Malta Festival Poznań. Muzycy zagrają swój jedyny koncert 3D w Polsce 28 czerwca.Zespół Kraftwerk został założony w 1970 roku i uważany jest za legendę światowej muzyki elektronicznej. Na swoim koncie mają sporo albumów, których znakami rozpoznawczymi zawsze są nowatorstwo, odwaga w kreowaniu przełomowych „obrazów dźwiękowych” oraz wizja.

„Maltański koncert grupy nie jest przypadkiem. KRAFTWERK jest zespołem, którego twórczość doskonale wpisuje się w idiom, czyli temat przewodni przyszłorocznego festiwalu, brzmiący „oh Man, oh machine / człowiek-maszyna”. Program idiomu badającego relacje człowiek-maszyna, człowiek-technologia przygotuje jeden z najważniejszych twórców europejskich, działający na pograniczu teatru, performance’u i sztuk wizualnych, włoski artysta Romeo Castellucci – tłumaczą organizatorzy Malta Festival Poznań.

Koncerty zespołu Kraftwerk to nie tylko muzyka, ale również nowatorskie projekcje multimedialne. – Poczynając od 2005 roku, kiedy to wystąpili na Biennale Sztuki w Wenecji, regularnie realizują swoje projekty również w kontekście sztuk wizualnych. Ukoronowaniem tego kierunku była tegoroczna retrospektywa ich twórczości w nowojorskim Museum of Modern Art (MoMA), gdzie odbyło się osiem koncertów w 3D prezentujących materiał dźwiękowy i wizualny ośmiu albumów studyjnych KRAFTWERK. Czerwcowy koncert na Malta Festival Poznań 2013 będzie adaptacją tego projektu – dodają. Koncert odbędzie się 28 czerwca 2013 roku. Sprzedaż biletów ruszy w piątek, 23 listopada.

Marcin Melka za  Wprost oraz oficjalna strona Festiwalu

PS. Miałem być na koncercie Kraftwerk w 2004, niestety praca. Potem w 2008 roku nie było mnie z powodu …koncertu Klausa Schulze w Warszawie … ale …do trzech razy sztuka !  Będę ! Tylko koniec świata może mnie zatrzymać  Raz, że blisko Torunia, dwa: potem mogą być znów nieprędko lub wcale !