Reality Blurred [2013]

reality_blurred

Tracklista : 

[1] Reality Blurred 06’20”
[2] Endless Breath 18’34”
[3] In The Haze Of The Sun 06’55”
[4] Sleeping Ojos del Salado 10’30”
[5] Life in Pieces 04’18”
[6] Stirring Silence 11’10”

Jak słuchać albumu Reality Blurred ? Podpowiem, zasugeruję że warto potraktować jak spojrzenie na świat z drugiej strony lustra, wymiaru gdzie muzyka jest częścią pulsującą, dającą przedmiotom martwym żywych cech, ludzkich cech. Takie nastawienie, wczucie się w rolę takiego miejsca, pozwoli w całości zrozumieć jej przesłanie, jej charakter, jej ukryte znaczenia.

DigitalSimplyWorld

„Reality Blurred”, to najnowsza  produkcja DigitalSimplyWorld, wschodzącej gwiazdy ambientu w Polsce. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, że DigitalSimplyWorld zagra tym razem nieco inną muzykę niż dotychczas. W muzyce dominuje jeszcze styl, który został wypracowany już w poprzednich utworach. Mimo wszystko słychać wyraźnie, że są to inne dźwięki. Po odkodowaniu treści można domniemywać, że jest to zniekształcona przez szumy, trzaski, pulsacje, rozmyta rzeczywistość naszego codziennego  spektrum.  Już w pierwszej części sześcioczęściowej suity,  dźwięki w negatywie, wspomagane przez żółto-pomarańczowe pulsary, deformują obrazy codziennego życia: mieszkania, zarysy domów, krajobrazy, przedmioty codziennego użytku, cechy osobowościowe człowieka. Punktem odniesienia w muzyce DigitalSimplyWorld słychać dźwięk, który jest „morderczo”  generowany przez syntetyczne barwy. Już w pierwszym utworze „Reality Blurred” jest przykład improwizacji tła. Barwy melodii, jaką jest szum, jest ożywiany przez falujące i eksplodujące neutronowe gwiazdy.  Bardzo mi się spodobał efekt, który DigitaSimplyWorld zastosował na całej płycie: niewyraźny wstęp, rozwinięcie akcji, narastanie dramaturgii i szybkie wycofanie do punktu wyjścia. Odgłosy cywilizowanego świata, ludzkie kroki, nieskoordynowana muzyka oraz uderzanie w klawisze,  sugerują, że jesteśmy w innym wymiarze czasoprzestrzeni. „Endless Breath”, to cyfrowe nagranie międzygwiezdnej podróży do innego świata. Tajemniczego świata, którego nie znamy. Początkowo artysta wprowadza słuchacza w początek wędrówki. Podobnie, jak w poprzednim utworze, jest bardzo niespokojnie, wręcz mgliście. Dopiero po kilku minutach następuje iskrzenie czarno-białego tła. Spowolnione, leniwe i surowe linie jednostajnego dźwięku są generowane przez nadciągające fale przypływów i odpływów krystalicznej faktury.   Nieco żywszej barwy jest następna część tej ambientowej płyty: „In The Haze Of Sun”, to potężna, energetyczna dawka muzycznej energii. Ten utwór daje naprawdę mocnego kopa po wysłuchaniu w całości. Czwarta część suity, to chwila osobistej refleksji, zamyślenia, podsumowania niespokojnych myśli. Całość płyty wieńczy ponad dziesięciominutowa intrygująca suita „Stirring Silence”…Dla mnie najnowszy album DigitalSimplyWorld jest dobrą produkcją, którą mogę polecić fanom stylu ambient. Niestety, jest kilka wad. Mianowicie brakuje w nowej muzyce DigitalSimplyWorld trochę rytmiki, finezji. Szumy, jednostajne dźwięki mogą w pewnym momencie słuchacza nudzić.  Muzyka powinna być bardziej dynamiczna niż do tej pory. Te wymienione elementy w muzyce oraz wizualizacje należałoby nieco poprawić.  Myślę, że ten zdolny muzyk będzie w stanie jeszcze nas niejednokrotnie czymś zaskoczyć.

Marcin Melka 

Zapraszam do posłuchania i pobrania albumu [free download] :


Pozostałe utwory znajdziecie tutaj : http://www.youtube.com/user/digitalsimplyworld

 

Prenty [2012]

prenty Tracklista:

[1] Cauldron 7’40”
[2] Whispers from Nowhere 3’08”
[3] Estradna 3’30”
[4] Coolers 3’30”
[5] Night Currents 1’20”
[6] Trumpetta 4’18”
[7] Moto 1 3’10”
[8] Madrigal 5’08”
[9] Cine, Cine 1’52”
[10] Moto 2 3’16”
[11] Parisia 3’48”

„Przy­jaciel to ktoś, kto da­je Ci to­talną swo­bodę by­cia sobą” [Jim Morrisson] 

„Elektroniczno-akustyczne medytacje”. Tak w skrócie można nazwać sesję trzech przyjaciół, znakomitych muzyków: Konrada Kucza, Roberta Rasza oraz Mateusza Kwiatkowskiego. Kucz potwierdził, że jest jednym z nielicznych wykonawców polskiej elektroniki, którzy są otwarci na różnego rodzaju eksperymenty i kolaboracje. Cały album jest pewną metaforą poezji industrialnej, klasycznej muzyki elektronicznej oraz ambientu. Każdy słuchacz, który jest wnikliwy, odkryje dla siebie perełki, które nawiązują do czasów, kiedy muzyka elektroniczna zaczęła raczkować. Sprzężenia, świsty instrumentów klawiszowych,  stukoty perkusji, żałosny jęk wiolonczeli, to znaki rozpoznawcze najnowszej muzyki Kucza. Na początek „Cauldron”. Ciężka przystawka, która zwiastuje brzmienie całej płyty. Jest mrocznie, surowo i masywnie. Muzyka stanowi algebraiczną sumę kakofonicznych, industrialnych tematów, które są przeszywane piskliwym dźwiękiem wiolonczeli oraz modulowanymi dźwiękami z syntezatora. Szkoda tylko, że ten poemat symfoniczny jest dość krótki.  „Whispers  from Nowhere” – tajemnicze szepty, które pochodzą nie z tego świata. Niesamowitości temu utworowi dodają grzmoty bębnów oraz chwilowa impresja grana przez samego Kucza oraz wiolonczelistę Mateusza Kwiatkowskiego. To prawdziwa mieszanina awangardowych stylów muzycznych – klasyki oraz elektroniki. „Estradna”, jest zapisem  krystalicznych, opartych na jazz-rockowych rytmach kompozycji. Mamy tutaj sielankowy wręcz nastrój, który jest wzbogacony rytmicznymi przerywnikami  perkusji Roberta Rasza. Kolejna kompozycja „Coolers”, to ilustracyjna bitwa surrealistycznych faktur, które zostały zmiecione przez analogową, syntezatorową falę syntetycznych, pochodnych arpeggio. „Night Currents” – jakby wyrwany z kontekstu abstrakt, który ciągnie się „brudnymi” modulacjami syntezatora oraz wiolonczeli. Pojawia się znienacka i nagle cichnie. „Trumpetta” – utwór bardzo podobny do poprzedniego. Po raz pierwszy na tej płycie słychać beat, który od razu kojarzy się ze zmodyfikowanym el-popem i klasyką. Począwszy od utworu „Moto 1” pojawia się trochę dynamicznej muzyki, która nieco przypomina znajomy klimat nagrań Konrada Kucza oraz stanowi pewne urozmaicenie najnowszej płyty. Podsumowując, „Prenty” jest ciekawym, muzycznym projektem. Konrad Kucz potrafi zaskakiwać swoich fanów, a kolaboracje z różnymi muzykami, to strzał w dziesiątkę.

Marcin Melka 

One Night In Space [2007]

onenight

Tracklista :

[1] One Night In Space 6:56
[2] I Could Hear It When The Moon Collapsed On Broadway 5:19

Singiel „One Night In Space” to zapis dwóch utworów  Tangerine Dream z koncertu we Frankfurcie w październiku 2007 roku. Otwierający singiel  tytułowy utwór „One Night In Space” jest pierwszą, po dłuższym czasie kompozycją, która nawiązuje do tematyki kosmicznej. Dynamiczne sekwencje, rytmiczna perkusja oraz ciekawe akordy rozbrzmiewają w nieziemskiej przestrzeni. Słuchając tego  krótkiego utworu ma się wrażenie, że dźwięki z syntezatorów unoszą słuchacza w niezwykłą podróż po orbicie. Po chwili sekwencje nabierają coraz szybszego tempa oraz z szybkością światła mkną przez zimne, gwiezdne pustkowie. Edgar Froese wraz zespołem zagrał melodyjne sekwencje, które są  znakiem rozpoznawczym Tangerine Dream z lat 70. Brzmienie sekwencji oraz  melodie „falują” niczym wzburzone morze po ciemnym oceanie gwiezdnej przestrzeni. Po chwili następuje crescendo i kończymy kosmiczną przejażdżkę po orbicie. Drugi utwór, o katastroficznym tytule „I Could Hear It When The Moon Collapsed On Brodway” rozpoczyna się kakofoniczną perkusją. Dźwięki te są mocno zmodulowane i zmiksowane. Stanowią muzyczny kolaż do perkusyjnego tła. Jest tu wszechobecny klimat Mandarynek z lat 80, tzw. el-pop. Dla młodszych fanów muzyki Tangerine Dream, singiel „One Night In  Space”,  to nowa porcja muzyki, a dla starszych fanów zespołu przypomnienie najlepszych lat twórczości grupy.

Marcin Melka      

 

 

 

Megrims [2013]

LLS

Tracklista:

[1] Megrims I 3’09”
[2] Megrims II 5’18”
[3] Megrims III 5’09”
[4] Megrims IV 3’33
[5] Megrims V 2’45”
[6] Megrims VI 4’59”
[7] Megrims VII 2’59”
[8] Megrims VIII 4’45”
[9] Megrims IX 3’40”
[10] Megrims X 3’03”

Signum temporis

Dziesięć ambientowych, czarno-białych, dźwiękowych pocztówek  bardzo dobrze przedstawia najnowsza, solowa płyta Adama Mańkowskiego ze znanego, łódzkiego duetu „Insomnia”. Początek „Megrims” jest głośny. Potężny bas rozpoczyna muzyczną wędrówkę po czarno-białym świecie. Brzmienia są modulowane, sprzężane, przerywane i przestrajane. Dynamiczne zmiany w pierwszej części „Megrims” wspaniale ukazują plastyczne podejście do załączonych fotografii. Stanowią idealne tło ilustracyjne oraz są one perfekcyjnym uzupełnieniem muzycznej misji Adama Mańkowskiego. W drugiej części „Megrims” panuje spokój i monotonia. Wybieramy się na krótki spacer po lesie. W muzycznym tle są wilgotne drzewa, słychać szelest kroków człowieka, zwierząt oraz wyczuwa się późno jesienną,  wilgotną atmosferę. Trzecia część „Megrims” zapowiada nieznaczną zmianę klimatu. Przenikliwe, syntetyczne dźwięki próbują zniweczyć dotychczasową, sielską atmosferę spaceru po lesie. Następuje załamanie pogody  i pojawiają się pierwsze krople jesiennego deszczu. W czwartej odsłonie „Megrims” muzyka jest  bardziej surowa i ekspresywna. Artysta zaprezentował jednostajny, dźwiękowy nastrój, okraszony pulsacyjnymi dźwiękami syntezatorów. Trzaski i modulowane szumy powodują, że coraz mocniej  zaczyna padać czarno – biały deszcz oraz wiać silny wiatr. W dalszych utworach Adam Mańkowski przedstawił nie tylko muzyczny obraz budynków, ale także ich burzliwą przez wieki przemianę. W tym miejscu muzyk skupia się na szczegółach elementów architektury: fasady, schodów, okien, dachu, pokoju oraz krajobrazu. Czarno-białe dźwięki skrywają aurę tajemniczości historii tego budynku. Sama muzyka jest coraz bardziej  niepokojąca. W pozostałych częściach „Megrims” panuje klimat refleksji  nad przemijaniem. Bardzo frapujące jest zakończenie tej płyty. Podsumowując płytę  Adama Mańkowskiego, chciałbym zaznaczyć, że artysta w przejrzysty sposób zaprezentował czysty minimalizm oraz potrafił oszczędnie, ale atrakcyjnie przekazać wizję upływu czasu za pomocą dołączonych fotografii.

Marcin Melka 

Zapraszam na stronę projektu oraz do posłuchania muzyki tutaj.

Metaphor [2006]

metaphor_cd

[1] Metaphor First Reality 5:02
[2] Metaphor Second Reality 5:00
[3] Metaphor Third Reality 5:17
[4] Metaphor Earthling’s Reality 7:42
„The phylogenetic unconscious circuit of nothing and the conscious illusion of everything searching for the black hat in a dark room which isn’t there.
It’s everywhere where you’re absent.”

„Metaphor” to kolejna produkcja zespołu Tangerine Dream, która została wydana w 2006 roku przez wytwórnię Eastgate. Już sama okładka tego mini albumu sugeruje, że zawartość może być ciekawa. Tytuł singla nawiązuje do poetyckiego określenia metafory jako filogenetycznego koła nicości oraz świadomej iluzji wszystkiego, co nas otacza. Takie sugestywne określenie metafory doskonale oddaje początek płyty. „Metaphor First Reality” rozpoczyna się  bardzo mrocznie.  Kiedy się jej słucha, ma się wrażenie, że znajdujesz się w tajemniczym świecie wykreowanym przez własną podświadomość. Jest zimno, chłodno. Otacza Cię pustkowie, a niebo jest przykryte szarymi chmurami ….a w tle poszczególne, „nerwowe” partie analogowego fortepianu oraz gitary basowej. Ten niepokój narasta. „Metaphor Second Reality” to krótka nowela pełna delikatnych sekwencji. Partie sampli oraz syntetycznego basu, grane przez Edgara Froese i Thorstena Quaeschninga wprowadzają słuchacza w pogodniejszy, baśniowy wręcz nastrój. Po krótkim wstępie następuje podniosły nastrój. Ta atmosfera została zaimprowizowana przez orkiestrowe partie syntezatorów, które skłaniają do przemyśleń oraz zadumy. „Metaphor Third Reality”: w  trzeciej odsłonie tej płyty następuje nagła zmiana charakteru  muzyki. Staje się ona bardziej dynamiczna oraz „jaśniejsza” od dwóch poprzednich utworów.  Pojawia się sekcja rytmiczna: sekwencje, perkusja i rytm, która jest wspomagana przez syntezatorowe modulacje Edgara oraz fortepianowe allegro Thorstena. Ostatni utwór: „Metaphor Earthling’s Reality” to niespodzianka. Mało kto by się spodziewał, że po dłuższej przerwie usłyszymy wokal. Nie jestem mocnym zwolennikiem śpiewu w klasycznej muzyce elektronicznej, ale … dla niektórych kompozycji zawsze robię wyjątek. W końcu głos ludzki to też  instrument.  Zadziwiający początek, interesujący beat oraz subtelna melodia inicjuje słuchacza w relaksacyjny stan.  Po chwili niczym zjawa, wchodzi świetny głos Christiana Hausla. Ten wokalista obdarzony mocnym śpiewem brał już udział w niektórych nagraniach zespołu Thorstena  Quaeschninga. Sam utwór został dobrze zagrany. Ogólnie „Metaphor” jest udaną produkcją. Kompozycje z tej płyty troszkę przypominają muzykę Tangerine Dream z lat 80-tych ubiegłego wieku. Warto podkreślić, że z marketingowego punktu widzenia zespół odniósł komercyjny sukces, wydając limitowany singiel.

Marcin Melka

Paintings [2012]

paintings

Tracklista :

[1] Hidden Nooks Of Our Ego 23’33”
[2] Sowers of Interstellar Intellects 12’27’
[3] Cosmic Primordial Soup 03’28”
[4] Who Goes There? 14’58”
[5] Astral Beings Hatchery 03’21”
[6] Misanthropic Aliens 16’43”

Byłem całkowicie zaskoczony, słuchając po raz pierwszy płytę „Paitings” Przemysława Rudzia.  Muzyka zimna, stalowa, pełna chłodu, niczym puste przestrzenie ogarniającego nas Wszechświata. Takiej muzyki gdański muzyk  wcześniej  nie nagrał. „Paintings” to ambientowa wędrówka dźwięków po tajemniczym świecie Przemysława Rudzia. Na płycie znalazło się 6 utworów, które są ze sobą powiązane w jedną ciągłą suitę. Podczas słuchania nie przeszkadzało mi to, że muzyka jest momentami tak lodowata. Czasami odniosłem wrażenie, że artysta w niektórych fragmentach zagrał jak Pete Namlook z niektórych części  z serii „The Dark Side Of The Moog”. Początek płyty jest ciekawy. Otóż w pierwszym utworze („Hidden Nooks Of Our Ego”) zagranym wspólnie z Adamem „Smokiem” Bórkowskim  pojawia się wizja niesamowitych krajobrazów, malowanych różnymi barwami dźwięków oraz akordów. Cały czas ma się wrażenie, że one pulsują, ogarniają słuchacza swoją kolorystyką i wciągają w ten klimat.  W drugiej połowie utworu pojawiają się intrygujące sekwencje, rodem z tzw. „szkoły berlińskiej”. Bardzo ciekawa końcówka pierwszego utworu – dźwięki syntezatorów „falowały” niczym muzyka grana przez Jean-Michel Jarre’a na płytach „Oxygene” oraz „Equinoxe”.  Sowers Of Interstellar Intellects”to dobry utwór, w którym dźwięki oraz kontrast są spotęgowane niepokojem, grozą przebywania w niegościnnej przestrzeni zimnych karłów oraz osamotnionych,  wypchniętych planet poza układy słoneczne oraz niebezpiecznego pulsowania kwazarów. W trzecim  utworze „Cosmic Primordial Soup” muzyk przedstawił interesujący, dźwiękowy pejzaż tworzenia się nowego układu planetarnego. W podobnym nastroju skomponowane zostały następne utwory: „Who Goes There?” oraz „Astral Beings Hatchery”.  „Who Goes There?” – to nagranie bardzo mi przypomniało nastrój podczas słuchania płyt wykonawców z ery krautrocka: Klausa Schulze („Cyborg”) Tangerine Dream („Atem”) oraz Popol Vuh. Leniwe, melancholijne dźwięki, wspomagane przez klawisze syntezatorów tworzą zarysy muzycznych, często zakrzywionych przez modulacje dźwięków, czarno – białych obrazów. Ostatnia część suity, to długi utwór „Misanthropic Aliens”. To mój ulubiony kawałek na tej płycie. Ta kompozycja zamyka wędrówkę po tajemniczym świecie planet, gwiazd, kwazarów, astralnych malowideł. Przez cały czas słuchania „Misantrophic Aliens” odnosi się wrażenie, że ten niedostępny, chłodny, szary  i przenikliwie zimny świat za chwilę stanie się cieplejszy.  W końcowych minutach suity pojawia się światło, które próbuje rozświetlić mroczne klimaty tej muzyki. I w końcu  to się  udaje. Delikatne, sekwencyjne dźwięki oraz perkusja  rodem z  „Picture Music” Klausa Schulze nadaje tej suicie pewien dynamizm. Przemysław Rudź kończy tę suitę naprawdę cudowną solówką.

Marcin Melka 

Shadowlands [2013]

shadowlands500x500

Lista utworów :

[1] Shadowlights 41’12”
[2] In Between 17’07”
[3] Licht und Schatten 17’23”
[4] The Rhodes Violin 55’24”
[5] Tibetan Loops 17’50”

„Nie bój się cieni. One świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło.” Oscar Wilde

 „Shadowlands”, to kolejna płyta studyjna Klausa Schulze, na którą zapewne fani niemieckiego kompozytora klasycznej muzyki elektronicznej  czekali dość długo. W poprzednich latach mieliśmy do czynienia z muzycznymi obrazami malowanymi dźwiękiem. Tym razem niemiecki kompozytor zaskoczył i wprowadził słuchaczy w elektroniczną muzykę  malowaną światłem. Począwszy od płyty „Moonlake”, w twórczości Klausa Schulze nastąpiła modyfikacja muzyki, którą artysta zapoczątkował na początku 2000 roku. Podobnie było w następnych albumach : „Kontinuum” – powrót do sekwencyjnego brzmienia oraz nawiązanie współpracy z Lisą Gerrard.  W ostatnich latach Schulze rozpoczął śmiałe eksperymenty z żeńskimi wokalami. „Shadowlands” jest podsumowaniem tych ostatnich albumów oraz  pewnego etapu w dyskografii. Jak sięgam pamięcią wstecz, takie momenty w muzyce Schulze’a dość często się zdarzały, np. płyty „Inter*Face”, „Body Love Vol. 2” czy nawet  „En=Trance”. Jak wiadomo, każdy z nas potrzebuje zmiany lub nowych kierunków.  Muzyka na „Shadowlands”, mimo bębnów, hipnotycznego rytmu, śpiewu Lisy Gerrard, Chrysty Bell, Julii Messenger oraz wolnych sekwencji jest stonowana, delikatna i subtelna. Ona w niczym nie przypomina nagrań z albumów „Moonlake” i  „Kontinuum”. Dominuje styl znany już z „Farscape” jak i z  „Big in Japan”, który został nieco zmieniony. To typowy Schulze ostatnich kilku lat. „Shadowlights” – pierwszy utwór z pierwszego krążka skłania słuchacza do pamiętnego koncertu z Japonii z marca 2010 roku. Intro utworu jest  podobne do niektórych utworów z koncertowego albumu ”Big in Japan”. Wnikliwy słuchacz zauważy, że te dźwięki są jednak  inne. Po kilku minutach w utwór zostaje wpleciony delikatny sekwencer, który nadaje rytm i harmonię.  Dźwięki te przeistaczają się, zmieniają się i modulują się  przez kilkanaście minut  w świetliste, muzyczne obrazy. Miejscami pojawia się głos Lisy Gerrard, a następnie dźwięki skrzypiec dodają uroku temu utworowi.  Całość   ma  transowy, lecz melancholijny  charakter i od samego początku wciąga  słuchacza w podróż do Krainy Świetlistej Doliny. Zmieniające się dźwięki, pętle tworzą ciekawą atmosferę.   Słucha się dobrze, że nawet nie czuje się kiedy on się skończy. Pozostałe dwa utwory „In Between” oraz „Licht Und Schatten” to moje ulubione utwory na pierwszym krążku. Zostały nagrane oddzielnie, ale podczas słuchania odnosi się wrażenie, że jest to jedna całość. „In Between”, to relaksujący utwór, oparty na równoległej melodii oraz rytmie. „Licht Und Schatten”, to jakby druga część, kontynuacja poprzedniej kompozycji. Dodatkowym atutem jest dodanie żeńskiego wokalu. Bardzo piękna jest muzyka w ostatnich 8 minutach trwania ostatniego utworu. Drugi krążek z albumu „Shadowlands” to całkiem inna muzyka, lecz utrzymana w typowym dla Schulze’a klimacie z okresu „Contemporary Works”.  Pierwsze dźwięki „Violin Rhodes”, to motywy przypominające nagrania z płyty „The Rhodes Elegy”  z zestawu „Contemporary Works 2” oraz nagrań z albumu „The Dark Side Of The Moog IX” w kolaboracji ze zmarłym niedawno Pete Namlookiem. Pierwsze dwadzieścia minut, to dźwięki a’la Rhodes Piano, które są znane wszystkim miłośnikom klasycznej muzyki elektronicznej,  motywy kryształków z płyty „Mirage” z 1977 roku. Myślę, że Schulze złożył hołd zmarłemu artyście. Po około 20 minutach następuje zwrot i pojawiają się dynamiczne akordy oraz pulsujący rytm. Muzyczne i przejmujące tło okraszone jest wokalizą Thomasa Kagermanna. Ostatni utwór albumu „Shadowlands” to mistyczny utwór. Rozbrzmiewają tu echa Tybetu, samplowane głosy mnichów, które są  wspomagane wokalem Thomasa Kagermanna. Drugi krążek jest bardzo udany. „Shadowlands” potwierdza, że kompozytor jest w dobrej formie. Jak wspomniałem na początku, to album podsumowujący kolejny etap w dyskografii artysty. Muzyka malowana światłem, to dobra wizytówka na przyszłość. Miejmy nadzieję, że usłyszymy niedługo kolejną porcję ciekawej muzyki Klausa Schulze z innymi artystami.

Marcin Melka  

Revolutions [1988]

Tracklista :

[1] Industrial Revolution Overture 05’20”
[2] Industrial Revolution Part 1 05’08’
[3] Industrial Revolution Part 2 02’18”
[4] Industrial Revolution Part 3 04’47”
[5] London Kid 04’34”
[6] Revolution, Revolutions 04’55”
[7] Tokyo Kid 05’18”
[8] Computer Weekend 04’38”
[9] September 03’52”
[10] The Emigrant 04’05”

Rewolucje to lokomotywy historii [Karol Marks]

Po nastrojowym “Rendez – Vous” liczyłem, że następna płyta z muzyką Jarre’a będzie utrzymana w podobnym stylu. Płyta „Revolutions”  została wydana w 1988 roku nakładem wytwórni „Disques Dreyfus”.  Jest to całkiem inna muzyka, którą znamy wcześniej z „Oxygene” czy „Equinoxe”. Jakże byłem bardzo zdziwiony po pierwszym przesłuchaniu tego materiału.  „Revolutions”, możemy rozumieć jako różne odmiany rewolucji. Jak pamiętamy z lekcji historii, rewolucja ta została zapoczątkowana zbudowaniem maszyny parowej przez Jamesa Watta. Na płycie słychać odgłosy pracujących maszyn, stukot młotów, dźwięki wspomnianej już maszyny parowej, czy samplowane głosy dzieci i robotników. To były niesamowite i nowe dźwięki. „Industrial Revolutions” to pierwszy i zarazem najdłuższy utwór na płycie „Revolutions” francuskiego kompozytora. Według mnie ta suita troszeczkę przypomina nagrania z „Rendez-vous”. Występują tam orkiestrowe motywy,  dynamiczne akordy, niesamowite sekwencje i piękne solówki Jarre’a. Całość tego symfonicznego, aczkolwiek frapującego  podkładu  oddaje subiektywny obraz rewolucji przemysłowej na przełomie  XVIII i XIX wieku. Wnikliwy słuchacz odczyta tę muzykę jako chronologiczny zapis historii. Przenieśmy  się teraz do końca lat 50-tych i początku lat 60-tych XX wieku. Utwór „London Kid” grany przez Jarre’a oraz byłego członka zespołu The Shadows, gitarzystę Hanka B. Marvina, barwnie przekazuje  muzyczny obraz oraz oddaje hołd muzycznej rewolucji, która miała miejsce w tamtym okresie. To były szalone i jednocześnie złote czasy dla wykonawców  ery rock’n’rolla – Elvisa Presleya, Chucka Berry’ego, Little Richarda oraz era muzyki The Beatles, The Shadows, The Rolling Stones. „Revolutions, revolutions” – to dynamiczny, z sekwencjami, kolejny utwór, występujący w dwóch różnych wersjach – w pierwszej wersji z 1988 roku z fletem oraz w wersji remasterowanej z 1997 roku – z turecką orkiestrą. Słuchając tej muzyki, od razu mi się skojarzyły czasy rewolucji kulturalnej, obyczajowej, technologicznej, jaka miała miejsce w XX wieku w wielu krajach na świecie. Bardzo lubię słuchać tego utworu i często do niego wracam, kiedy włączę całą płytę.  „Tokyo Kid” – ten kawałek  rozpoczyna się bardzo mrocznie i ponuro. Rytmiczne sekwencje, połączone z grą trąbki nadają kompozycji bardzo urokliwy charakter w stylu jazz free style. Fajny utwór, aż miło  słuchać. „Computer Weekend” – muzyczne wspomnienie pierwszych komputerów Commodore C64, Atari, Amiga. Ta komputerowa rewolucja porywa nas do tańca 🙂 „September” to kolejny hołd,  złożony Dulcie September – czarnoskórej aktywistce z RPA. Płytę kończy jakże smutna i  patetyczna kompozycja „The Emigrant”. Jarre stworzył udany longplay. Styl, który dominuje na tej płycie to mieszanka popu z orientalnymi klimatami. Niektórzy fani klasyfikują tę pozycję w dyskografii  jako nierówną płytę. Nie do końca bym się zgodził. Ten znany i ceniony na świecie  kompozytor klasycznej muzyki elektronicznej  znakomicie przekazał nam przesłanie tej płyty. Już sam zamyślony wizerunek artysty na okładce płyty mówi za siebie. Każda rewolucja prowadzi nie tylko do odkrycia nowych możliwości, kierunków rozwoju cywilizacji, kultury, technologii, ale także może prowadzić do upadku gatunku ludzkiego.

Marcin Melka

Trailer [1999]

Lista utworów :

[1] La Tolleranza (excerpt) 07’32”
[2] In Praise Of Idleness 04’15”
[3] Crazy Nietzsche (excerpt) 11’08”
[4] Darkest Steglitz 07’22”
[5] In cosa crede chi non crede (excerpt) 05’20”
[6] Discover Trakl (excerpt) 07’20”
[7] Just an Old-Fashioned Schulze Track  (excerpt) 10’20”
[8] Der Optimismus (excerpt) 06’24”
[9] Man at Work 02’29”

Świat jest jak ogród pełen nies­kończo­nej różnorodności.[Mian Mian]

Płyta  została wydana w listopadzie 1999 roku jako zapowiedź 50 płytowego (!) zestawu Ultimate Edition. Została zaliczona jako płyta – składanka. Na płycie znajduje się 9 utworów z różnego okresu działalności Klausa. Nie wiem, czy było sens wydawać taką płytę, skoro i tak ona nie pokazuje kunsztu całego zestawu.  Płytę otwiera dynamiczny utwór „La Tolleranza nagrany w roku 1998 w czasie koncertu. Ten utwór ten zasługuje na szczególne wyróżnienie. Jest najlepszy na tym krążku. Pełna wersja utworu trwa około 15 minut. Niestety, nie dane mi było kiedykolwiek usłyszeć pełną wersję tegoż utworu. Jak zawsze, Klaus potwierdza, iż utwory koncertowe są  dopracowane w każdym calu. „In Praise of Idlness –  utwór studyjny, nagrany w roku 1999, jeszcze przed początkiem okresu Contemporary Works. Stanowi jego zapowiedź. Jest to krótka,  chłodna impresja. Miejmy nadzieję, że słuchacze muzyki Klausa będą mieli okazję poznać całość tego tajemniczego utworu niebawem (bonus?). Powyższy utwór nie był nigdzie wcześniej publikowany.

 „Crazy Nietzsche”   oraz „Discover Trakl”  to utwory pochodzące z okresu nagrania najlepszej płyty Klausa Schulze – „X”. Pierwszy z nich – Crazy Nietzsche otwiera dynamiczna perkusja w wykonaniu Haralda Grosskopfa, a następnie słyszymy charakterystyczne, surowe dla klimatu muzyki tego artysty, chłodne  dźwięki i melodie grane na syntezatorach i mellotronie, znane z utworu „Friedrich Nietzsche. „Discover Trakl”  – to ciąg dalszy utworu „Georg Trakl”. To nagranie z płyty X”, który  trwa pierwotnie 5 minut. Jest to też kolejny z lepszych utworów na tej składance – utwór wypełniają  syntezatorowe melodie połączone z sekwencerem. Utwór ten ukazał się także w reedycji X w roku 2005 (krótszy o niecałą minutę od pierwowzoru z zestawu „Ultimate Edition”).

    In cosa crede chi non crede? to rozwinięcie wątku z „Mirage”, a konkretnie – z części  „Destination Void”. To kolejny niepublikowany wcześniej utwór. Bardzo przyjemnie słucha się ten utwór. Są to spokojne, mellotronowe melodie. Utwór w całości został wydany w reedycji „Mirage” w 2005 roku. „Darkest Steglitz to koncertowy zapis muzyki z okresu „Moondawn” oraz „Timewind”.  Sam utwór jest bardzo interesujący. Zawiera on niesamowity klimat. Mam  od razu skojarzenia z „Irrlicht”, jak słyszę początek tego utworu. Przez cały czas artysta moderuje dźwięk syntezatorów w taki sposób aby w słuchaczu wytworzyć atmosferę strachu, niepewności oraz grozy.  Just an Old-Fashioned Schulze Track  to koncertowy  utwór, pełen improwizacji i solówek na analogowych syntezatorach. Pochodzi z najlepszego okresu muzyki Klausa Schulze. Na tej składance został umieszczony dziesięciominutowy fragment. Polecam wszystkim wysłuchania całości, bo tego się nie da opisać słowami. Przedostatni utwór „Der Optimismus”  nagrany  w okresie fascynacji Schulze operą oraz muzyką klasyczną. Przypomina nagrania z  wcześniejszych lat (m.in. „Silver Edition”, „Le Moulin De Daudet”).Płytę kończy utwór dość dziwnie zatytułowany – „Men at Work”. To zapis sesji, będący z pracy Klausa nad jakimś utworem (porównajcie to z początkiem płyty ”Live At Klangart” – pierwszy utwór lub początek „Gin Rose…”). Płyta trudnodostepna, stanowiąca gratkę dla kolekcjonerów.

Marcin Melka

 

2001 [1991]

Lista utworów :

[1] Gewitter 05’30”
[2] Voices Of Syn 04’44’
[3] Totem 04’26”
[4] Mindphaser 04’52”
[5] Blanche 05’24”
[6] Crystal Lake 07’19”
[7] Ludvig II von Bayern 05’13”
[8] Weird Caravan 05’00”
[9] Amourage 05’10’
[10] Silent Running 05’36”
[11] Pain 04’29”
[12] En=Trance 04’17”
[13] The Beat Planante 04’37”
[14] Miditerranean Pads 05’09”
[15] Percussion Planante 05’50”

Cała różno­rod­ność, cały urok życia, całe je­go piękno składa się ze świateł i cieni. [Lew Tołstoj]

Dzisiaj nietypowo, bo będę omawiał składankę Klausa Schulze wydaną w roku 1991. Płyta ta prezentuje w dużym skrócie zestaw 15 utworów nagranych przez Klausa Schulze w latach 1972-1990. Wszyscy fani Schulze’a obowiązkowo muszą znać te piętnaście utworów. Ta płyta jest moim zdaniem jednym z najlepszych zestawów muzyki KS dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z klasyczną muzyką elektroniczną. Dzięki tej płycie słuchacz pozna twórczość KS na przełomie ostatnich kilkunastu lat, od początku kariery. Sama muzyka  jest zapisem ewolucji, jaką przechodziła sama muzyka elektroniczna, począwszy od organów, syntezatorów, komputerów muzycznych, a kończywszy na samplingu. Sam Klaus Schulze przyznał z jednym z wywiadów, że nie jest zwolennikiem składanek, bowiem technicznie trudno jest zmieścić na składankach utwory trwające po 20 kilka minut i dłużej. Wcześniej nie było takiej możliwości wcześniej, dopóki nie dokonała tego technologia cyfrowa. Sam Klaus dokonał remasteringu utworów, oraz zmiksował utwory. Podczas słuchania odnosi się wrażenie, że jest to nagrany  utwór na nowo.

        Zestaw zrobił na mnie duże wrażenie, mimo tego, że ja te utwory znałem wcześniej. Płytę otwiera „Gewitter z Błędnego Ognika, który już na wstępie zapowiada, że tej płycie będzie towarzyszyć energia płynąca z Kosmosu. Kolosalne wrażenie robi śpiew E. W. Siemona w utworze „Voices Of Syn. Początek tego jest bardzo ponury i ma formę tajemniczego obrzędu, który mi natychmiast skojarzył się z innym nagraniem artysty : Aphrica. Potem słuchacz podróżuje przez tajemniczy świat, w którym  przygląda się surrealistyczna postać z Muzycznego Obrazka. Po dalekiej, klaustrofobicznej podróży przez nieznane światy Błędnego Ognika z obrazów Ursa Amanna artysta przedstawił muzyczny obraz  kobiety, która bardzo ciężko przeżyła rozstanie ze swoim ukochanym (Blanche). Rozstanie te bardzo przeżywa przy Kryształowym Jeziorze. Przy silnym Słońcu kryształki lodu (Crystal Lake) pokazują piękno zimy. Za chwilę przenosimy się  do muzycznej biografii Ludwiga II von Bayern,  by znów  przy dźwiękach  hipnotycznej, cyfrowej perkusji  przenieść się w miejsce pogrzebu analogów w stylu nowoorleańskim. Delikatny, subtelny Amourage ze Słuchowej Tożsamości próbuje nas na chwilę przenieść się w marzenia. Za chwilę czujemy, że  Ktoś niebezpieczny nas goni, a my próbujemy na darmo uciekać (Silent Running). Niestety, nie udaje nam się to i ten ktoś zadaje nam ból (Pain). Tak naprawdę to wszystko było bardzo brzydkim, złym koszmarem, dlatego dalej słuchając muzyki na tej płycie przenosimy się do muzycznych krajobrazów (Percussion Planante, En=Trance, The Beat Planante). Polecam wszystkim tę składankę.

Marcin Melka