Wywiad z Edgarem Froese

tangerine-dream-biletyNa blogu „Jacobs TD blog” Jacoba Pertou jest wywiad z Edgarem Froese przed koncertem Tangerine Dream w Kopenhadze. W wywiadzie Edgar Froese opowiada m.in. o okolicznościach swojego wypadku, koncercie w Kopenhadze, filmie „Sorcerer”, ostatnich płytach zespołu. Wywiad w języku angielskim jest dostępny tutaj.

Marcin Melka

Matzumi: „Musical Diary of My Life”

Matzumi

Zapraszam do wywiadu z Matzumi, który przeprowadziła Ola Przybylska – Kursa :

Also available in English and German  

Kolejna z moich  podróżny w świat muzyki to podróż prawdziwie magiczna… Pozostajemy nadal  w świecie muzyki elektronicznej …. Ale zerkamy na niego z zupełnie innej strony… pięknej… zmysłowej… wrażliwej… kobiecej…. Matzumi… Niemburg … Niemcy…

A.P-K.: Muzyka elektroniczna to raczej gatunek w którym prym wiodą mężczyźni… nie chcę powiedzieć… że nie jest to muzyka  dla kobiet…. Ale rzeczywiście niewiele z nich decyduje się na ekspresję właśnie w ten sposób… Skąd ten pomysł … co spowodowało, że zdecydowałaś się   na ten właśnie gatunek?
 
M: To nie do końca była świadoma decyzja. To  przyszło samo. Od zawsze interesowały mnie  instrumenty klawiszowe – czy to fortepian czy syntezator. Już jako dziecko grałam na różnego rodzaju dziecięcych instrumentach. Było i dziecięce pianino i był dziecięcy akordeon. Takie były moje  początki.

Krótko  po przełomie, a pochodzę z terenów dawnego NRD otrzymałam w prezencie swój pierwszy keyboard  – Hohner PSK 15.  I tak ak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z muzyką elektroniczną, która trwa do dziś. W 2003 roku nabyłam mój pierwszy syntezator i od tego momentu, jak nigdy do tej pory  mogłam, zmaterializować wszystkie swoje pomysły, których nie udało mi się zrealizować przez  lata na dotychczas posiadanych instrumentach.

A.P-K.: Wyczytałam na Twojej stronie, że nigdy nie pobierałaś nauki śpiewu ani gry  na instrumentach … Za to już od małego  dziecka próbowałaś swoich sił na ” klawiszach”…. Skąd ta pasja? Czy pochodzisz z muzykującej rodziny, czy to absolutnie samorodny talent?

M: Nie pochodzę co prawda  z  rodziny muzyków, ale  mój dziadek był muzykalny  a wujek  nawet sam muzykował. Muzykę od zawsze miałam we krwi, przez nią musiałam wyrazić samą siebie, wszystko to co działo się we mnie a czego nie umiałam  wyrazić słowami. Wszystkie moje emocje, doświadczenia życiowe, świat moich myśli.

Będąc dzieckiem bujałam w obłokach. Wiele rozmyślałam,  ale myśli te należały  tylko do mnie, nie  były czymś czym chciałam się dzielić . Zawsze żyłam w swoim własnym świecie  i znalazł  on swoje odbicie w mojej muzyce. Właśnie dlatego   brzmi ona , właśnie tak jak brzmi.  To było i jest pasją i inspiracją mojej muzyki.

Wszystkiego co dziś potrafię nauczyłam się sama. Nie znam nut i nie wiem nic o teorii muzyki, ale dla mnie nigdy nie stanowiło to problemu. Z tym musisz się po prostu  urodzić 🙂

A. P-K.: Częstym powodem tego, że dany artysta tworzy taki a nie inny rodzaj muzyki są jego  muzyczne fascynacje z  dzieciństwa czy wczesnej młodości … Czy był taki artysta lub tacy artyści, którzy przez swą twórczość wpłynęli na to co sama dziś  tworzysz …  Skąd czerpiesz inspirację?

M: Moje inspiracje czerpię  głównie  doświadczeń życiowych i jest powód dla którego, nazywam swoją muzykę Muzycznym Pamiętnikiem Mojego Życia. Moja twórczość jest  odzwierciedleniem  mojej osobowości. Odbija jak w lustrze  migawki świata myśli i uczuć.

W muzyce też już nie odkryjesz Ameryki na na nowo,  nie można więc wykluczyć podobieństwa do twórczości innych artystów. Niektórzy mówią, że moja muzyka brzmi jak Kitaro, inni, że jak Vangelis a jeszcze inni, że mój śpiew przypomina wokal Lisy Gerrard, jednak długi czas nie znałam ani twórczości  Kitaro ani Lisy Gerrard. Tylko  Vangelis był tym, którego muzykę zawsze kochałam.

Od zawsze podobała mi się  specyficzna muzyka, muzyka nie dla każdego.  Ta z list przebojów imponuje mi rzadko lub nigdy. Wszystko to brzmi dla mnie tak samo. Pamiętam, gdy jako dziecko analizowałam muzykę, słuchałam uważnie co, gdzie i kiedy zostanie zagrane. Wsłuchiwałam się w szczegóły zawsze zafascynowana słysząc jakieś wyrafinowane i wyszukane kompozycje. Tak mi zostało do dziś.

A.P-K.: Jak sama nazwałabyś  gatunek muzyki który tworzysz… czy jesteś artystą poszukującym, czy już znalazłaś formułę tego co chciałabyś tworzyć… swoją własną   koncepcję na muzykę? Może jest jeszcze coś czego chciałabyś spróbować  na tym poletku? 

M: Jeśli mam być szczera nigdy nie zastanawiało mnie to, jaki dokładnie  gatunek muzyki tworzę. Oznacza to tyle, że   dla mnie nigdy nie miało to większego znaczenia. Nie działam według harmonogramu, nie mówię sobie: teraz robisz muzykę New Age albo muzykę orkiestrową, muzykę pop czy cokolwiek innego. Nie jestem sama pewna w jakiej kategorii mnie zaszufladkować.  Zawsze mówię o sobie, że tworzę symfoniczną muzykę elektroniczną. I  myślę, że pozostanę przy  tak osobistym  sposobie  wyrażania siebie poprzez muzykę,  uzewnętrznianiu tego wszystkiego co we mnie. Wszystko, co stworzę będzie tylko kontynuacją, kolejnym etapem mojego rozwoju, przez który przejdę. Na przykład aktualnie, pracuję  by  pewnego dnia  zagrać z orkiestrą symfoniczną, co jest moim wielkim marzeniem już od dawna.

Myślę, że mam już swój własny wypracowany  styl. Mogę go już  tyko modyfikować czy rozbudowywać,  i nie ma  znaczenia   w  jakim kierunku zdecyduję się rozwijać.

A. P-K.: Debiutowałaś w 2009 roku EP-ką dla wytwórni Candy Rush – music „Cryin’Soul”…  i w tym samym roku wydałaś „Sometimes” dla Wolf Entertainment  …. Od tego momentu Twoja kariera rozwija się lawinowo… „Ad infinitium” „In mutatio tempora” „Bravura Apasionada”… to kolejne z Twoich płyt…. Ale nagrywasz także wspólne projekty z innymi artystami… np. Gertem Emmensem  czy z Nattefrost …. Z kim jeszcze  współpracowałaś…lub może masz taką współpracę w planach?  Czekamy na  jakiś nowy  projekt?

M: Tak 2009 rok, to rok w którym  po raz pierwszy oficjalnie publicznie wystąpiłam pod szyldem  wytwórni Candy Rush.

Od czasów” Cryin’ Soul”  i „Sometimes” wiele się zdarzyło, co gdy oglądam się wstecz samą mnie zadziwia. Mimo to, wszystko czego dokonałam w tym czasie dostarcza tylko powodów do zadowolenia. 🙂 Jednak gdy nadchodzą poważne i formalne wydarzenia nadal nie mogę uwierzyć w tak pozytywny odbiór mojej muzyki.

I tak, zawsze uwielbiałam współpracować z innymi artystami. Nawet wcześniej kiedy byłam tylko profilem na muzycznej platformie internetowej, a już wtedy posługiwałam się nazwą Matzumi,  mimo, że pseudonim ten nie ma tak naprawdę większego znaczenia. Właśnie w  tym czasie zrealizowałam kilka projektów, takich dla frajdy. To były pojedyncze utwory , nigdy całe albumy.

Z Gertem Emmensem pracowałam nad dwoma utworami, ale z powodu awarii twardego dysku wszystkie pliki zostały bezpowrotnie utracone i w rezultacie nic nie zostało opublikowane. Tylko jeden z utworów zachował się jako skrypt w formacie MP3.

Współpraca z Nattefrost zaowocowała  wydaniem albumu „From distant times”. Następnie zaprosiłam Franka Dorttike do współpracy przy „In Mutatio tenses” na którym to  w jednym z utworów użyczył  cudownego brzmienia swojej gitary.

Najnowszym  projektem, który nagrałam przy udziale innego artysty jest album  z października ubiegłego roku „Bravura Apasionada”.   Nagrałam go z Emilsam Velazquez,, który w tym czasie stał się  moim   bliskim przyjacielem.  Wiele mu zawdzięczam.   Również na „Symphony of Silence and Humility”, albumie który wkrótce wydam pojawi się trójka gości, a między nimi Hellmut Wolf z mojej wytwórni Wolf Entertainment. Gra on na flecie w mojej symfonii. W tym momencie należy wspomnieć jeszcze o Seanie  O’Brian Smith, basiście z USA i utalentowanym gitarzyście  Franku Steffenie  Mueller.

A. P-K.: A jakie  Matzumi ma  plany na ten rok ? …  Te najbliższe znam –  koncert w lutym w Ebersbach… Gdzie i kiedy będzie można Cię jeszcze usłyszeć na żywo?  Może planowane są jakieś koncerty w Polsce?

M: Chciałabym w tym roku pojechać w  trasę koncertową po całych Niemczech.  Moje Symfoniczne Tournee. Zobaczymy, na ile będzie to możliwe. Poprzedzi ono publikację  mojego największego i najważniejszego projektu muzycznego „Symphonie of Silence and Humility”, nad którym pracowałam ponad dwa lata.

Koncerty w Polsce są całkiem wysoko na mojej liście życzeń. Od dłuższego czasu chciałabym  móc zagrać  w Polsce i jestem pewna, że któregoś dnia to nastąpi. „Matzumi Live” w Polsce 🙂

A.P-K.: Mam nadzieję już wkrótce  Cię i usłyszeć i zobaczyć …. Dziękuję za rozmowę…. Tobie życzę powodzenia na elektronicznej scenie i nie tylko tam …. Twoim słuchaczom niezapomnianych wrażeń…
 
Bardzo proszę i dziękuję bardzo za Twoje miłe słowa i wszystkie życzenia.

Źródło: strona bloga Oli Przybylskiej-Kursa

Władysław Komendarek o audycjach Jerzego Kordowicza

kordowicz

Posłuchajcie, o czym  mówi Władysław Komendarek na temat audycji Jerzego Kordowicza. Zapraszam również czytelników na stronę Internetową, jerzykordowicz.podkasty.info, którą uruchomiono  specjalnie na potrzeby projektu utworzenia serii audycji Jerzego Kordowicza.

 

Marcin Melka

Adam Mańkowski [Limited Liability Sounds]: wywiad dla Kohlenstoff Records

LLSHałas wydaje się być ważnym elementem w muzyce. Jakie jest Twoje postrzeganie hałasu jako elementu muzycznego?

 Hałas jest obecny w naszym życiu nieustannie, a coś co nazywamy ciszą tak na prawdę nie istnieje. Każdego dnia pomijamy i całkowicie ignorujemy całą masę dźwięków, melodii a także i hałasu. Zaszczepienie elementów hałaśliwych do moich kompozycji jest próbą zwrócenia uwagi na tego rodzaju przekaz. On także istnieje! Jest to pełnowartościowy element kompozycji muzycznej, tak samo jak brzmienie syntezatora czy mellotronu. We wczesnych nagraniach ukazujących się pod szyldem LLS hałas przeważał i był składnikiem dominującym, teraz w naturalny dla mnie sposób proporcje pomiędzy hałasem a muzyką ambient zrównoważyły się.

Jak można określić Twoją muzykę ?

Moja muzyka to próba poszukiwania post-industrialnych inspiracji i łączenie ich z elementami bardziej tradycyjnymi. Od zawsze lubiłem kontrasty i to jest chyba sedno moich kompozycji. Sięgam często po klasyczne klawisze lub partie smyczków, ale poddaje je syntezie – nie lubię jak coś powiedziane jest wprost, wolę to zatuszować. Muzyka LLS to najczęściej delikatność przemycona w głębokim i gęstym tle. Niejednoznaczne tekstury i tła przybliżające się lub oddalające do tradycyjnie rozumianej muzyki ambient. Moja muzyka to także wciąż trwający proces charakteryzujący się dużą zmiennością. Jestem bardzo zadowolony z aktualnego brzmienia, ale z całą pewnością będzie ono ewaluowało w przyszłości.

Jak są Twoje źródła inspiracji ?

Inspiracje trudno scharakteryzować w jednym zdaniu, trudno też je sprecyzować. Wpływ na moje dźwięki ma wszystko to co przyswajam nie tylko w sferze muzycznej. Jestem także kinomanem, amatorsko zajmuje się fotografią i dziennikarstwem muzycznym. Rocznie odwiedzam kilkadziesiąt koncertów i poznaję podobną ilość nowych albumów muzycznych. Bardzo lubię także zwiedzać stare, opuszczone budynki przemysłowe/fabryki – te miejsca pozwalają mi zebrać myśli i przywołują wiele refleksji. To takie moje osobiste industrialne poszukiwania. Wszystkie te bodźce, które wymieniłem mają na mnie wpływ i z całą pewnością przekładają się na to co tworzę.

Czy możesz coś nam powiedzieć o działalności sceny muzyki elektronicznej w Polsce?

Scena elektroniczna jest mocno rozwinięta i wciąż zaskakują mnie nowo odkryte projekty, jak chociażby bardzo świeżo brzmiący duet We Draw A. Od miesiąca wsłuchuję się w ich debiutancką EP-kę „Glimpse”. Godnych przystawienia ucha dźwięków jest cała masa, tylko że wciąż jest to sfera mocno przesunięta do podziemia. Wyjątkowo rzadko zdarza się, aby w kraju oficjalnie została wydana płyta z muzyką ambientową, czy minimalistyczną elektroniką. Najczęściej artyści poszukują swojej szansy poza granicami Polski, przykładem może być fenomenalny, ambientowy projekt Filipa Szyszkowskiego – 21 Gramms, dotychczas albumy ukazywały się w wydawnictwach angielskich, niemieckich czy francuskich. Oczywiście są też pozytywne wyjątki, warto tu wskazać młode, ale bardzo prężne wydawnictwo kasetowe – Sangoplasmo Records.

Robisz mnóstwo teledysków video… Czy muzyka towarzyszy obrazom lub odwrotnie?

To obraz, film czy jakakolwiek inna forma wyrazu jest ilustracją do przekazu muzycznego. Muzyka zawsze powstaje pierwsza i jest punktem wyjściowym do wszelkich działań związanych z promocją. Jak jednak słusznie zauważyłaś na Youtube można odnaleźć wiele obrazów wideo ilustrujących utwory Limited Liability Sounds. Planuję także przygotować klip do tytułowej kompozycji z albumu „Angor”. Często w moich klipach pojawiają się sceny ilustrujące moje poszukiwania postindustrialnych przestrzeni, o czym wspominałem już wcześniej.

Kiedy przyjedziesz nas odwiedzić w Montrealu ?

Bardzo dziękuję za zaproszenie, miło byłoby się spotkać i porozmawiać o muzyce osobiście. Nigdy nie byłem w Kanadzie ale mam nadzieję, że kiedyś będę mógł odwiedzić Twój kraj. Dzieli nas jednak ogromna odległość, blisko 6,5 tysiąca kilometrów i zaplanowanie takiej wyprawy wymaga sporych nakładów, nie tylko finansowych.

W jaki sposób pracowałeś nad nagraniem albumów ?

Jeżeli pytasz o kwestie techniczne i sprzętowe, to coraz większy udział w budowaniu moich kompozycji mają nagrania terenowe. Przesycony tego typu zapisami był mój poprzedni album „Megrims”. Tu także je słychać, choć zostały poddane dużo potężniejszej syntezie. Korzystam z rejestratorów i mikrofonów terenowych, które staram się mieć często przy sobie. W domowym zaciszu tworzę dźwięk w oparciu o syntezatory, sekwencery, modulatory brzmieniowe. Pracując nad albumem Angor starałem się uzyskać pewną spójność brzmienia i nastroju. Sięgając po płyty z muzyką ambientową, bardzo doceniam to jeśli tworzą pewną klarowną formę od początku do końca. Nie mnie oceniać czy w tym przypadku osiągnąłem swój cel, ale takie właśnie było moje założenie. Muzyka powstawała w październiku i listopadzie bieżącego roku.

Jakie inne artystyczne dziedziny mają wpływ na Twoją muzykę ?

Najważniejszą inspiracją pozamuzyczną, o której wspominałem już wcześniej jest kinematografia. Poznaje bardzo dużo filmów, w szczególności sięgam po dzieła filmowe z lat 60 i 70 ubiegłego stulecia. W ostatnim czasie inspirują mnie przede wszystkim filmy francuskie, duńskie, hiszpańskie. Warto wymienić takie nazwiska jak: Louis Malle, Roger Vadim, Carl Dreyer czy Luis Buñuel. Czasami zdarza się, że piszą do mnie ludzie, którym moje kompozycje przypominają ścieżkę dźwiękową, twierdzą, że muzyka LLS może być doskonałą ilustracją do obrazu filmowego. Nigdy nie zaprzeczam bo jest w tym dużo racji, choć nigdy nie tworzyłem jeszcze typowej muzyki filmowej to jednak jestem pod ogromnym wpływem tego rodzaju kompozycji.

Świat muzyki jest trudny. Często konieczne jest, aby nie tylko walczyć o swoje miejsce, ale móc je tworzyć. Co motywuje Ciebie, aby wstać rano i zachować proces tworzenia muzyki?

Nigdy nie miałem większego problemu z automotywacją. Tworzenie muzyki jest dla mnie tak naturalną czynnością jak jej słuchanie, co więcej jest to jedna z silniejszych potrzeb determinujących moje życie na co dzień. Oczywiście mam okresy kiedy całkowicie odpoczywam od syntezatora i komputera, ale po dłuższym czasie zwyczajnie odczuwam brak i tęsknotę. Uwielbiam pracować nad muzyką, tworząc każdy kolejny album powstaje znacznie więcej kompozycji niż to co później zamyka się w formie ukończonej płyty. Często wracam do tych utworów w późniejszym czasie, rekonstruuję je, wyciągam z nich sample, itp. Z motywatorów zewnętrznych mogę wymienić jedynie kawę i czekoladę, które są nieodłącznym elementem mojej codziennej diety. 😉

Czy masz jakieś plany, które dotyczą nowych projektów muzycznych ?

Tak, w chwili obecnej ukończyłem pracę nad kolejnym już albumem Limited Liability Sounds, który powinien ukazać się w przyszłym roku w angielskiej wytwórni – Avalon Sounds z siedzibą w Londynie. Planuję także zająć się promocją nowego albumu projektu Insomnia, który współtworzę wraz z przyjacielem Łukaszem Modrzejewskim. Jesteśmy na etapie poszukiwania wydawcy, a być może zdecydujemy się na skromne wydanie we własnym zakresie.

Kończąc, tajna broń Adama Mańkowskiego, to …  

To jest ściśle tajne, inaczej nie byłoby sekretu…. a ja bardzo lubię sekrety 😉

Źródło: Kohlenstoff Records  

XV Ambient Festival część II: wywiad z Tadeuszem Łuczejko

Tadeusz_LuczejkoSerdecznie zapraszam czytelników bloga do obejrzenia ciekawego wywiadu z Tadeuszem Łuczejko, dyrektorem artystycznym Festiwalu Ambient w Gorlicach. W wywiadzie usłyszymy o kulisach powstania Festiwalu Ambient oraz o bieżącej, XV jubileuszowej edycji Festiwalu.  Wywiad jest dostępny na stronie Internetowej Regionalnej Telewizji Gorlickiej tutaj.

Marcin Melka 

„Lebowski”: Marcin Grzegorczyk

marcin_grzegorczykForum „Muzyki Duszy” to niezwykłe miejsce w polskim Internecie. Z założenia ma służyć podnoszeniu świadomości muzycznej słuchaczy i artystów oraz jednoczyć miłośników wartościowej muzyki. Kolejnym efektem naszej współpracy jest możliwość podzielenia się z Wami wywiadem, jaki przeprowadzili użytkownicy tegoż forum z liderem zespołu „LEBOWSKI”.

Tak też Waldemar Nawrot  zaprosił wszystkich użytkowników forum do zadawania pytań artyście. W dniu 26 października 2013 roku na forum „Muzyki Duszy” miałem przyjemność zadać pytania Marcinowi Grzegorczykowi. Zdecydowałem się zadać pytania, ponieważ zauroczyła mnie instrumentalna muzyka tego zespołu oraz przede wszystkim najnowszy utwór we współpracy  z Markusem Stockhausenem. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

Marcin Melka

„Kombi”: Sławomir Łosowski

osowskiForum „Muzyki Duszy” to niezwykłe miejsce w polskim Internecie. Z założenia ma służyć podnoszeniu świadomości muzycznej słuchaczy i artystów oraz jednoczyć miłośników wartościowej muzyki. Kolejnym efektem naszej współpracy jest możliwość podzielenia się z Wami wywiadem jaki przeprowadzili użytkownicy tegoż forum ze Sławomirem Łosowskim. Tak też Waldemar Nawrot  zaprosił wszystkich użytkowników forum do zadawania pytań artyście. W dniu 28 września 2013 roku na forum ‚Muzyki Duszy” miałem przyjemność zadać pytania Sławomirowi Łosowskiemu, liderowi zespołu ‚Kombi”. Uważam go za jednego z największych polskich instrumentalistów obok Józefa Skrzeka, Marka Bilińskiego oraz Władysława Komendarka. Zespół „Kombi”, a przede wszystkim charakterystyczne melodie, dźwięki oraz frazy grane na płytach zespołu „Kombi” w czasach jego największej popularności, miały wpływ na moje późniejsze zainteresowanie syntezatorami i w końcu muzyką elektroniczną, graną z syntezatorów analogowych, jak i cyfrowych. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

Marcin Melka 

Władysław Komendarek: „Przebudować tę prymitywną cywilizację”

koemndarek3

W dniach 29-30 września 2012 roku odbył się w Pruszczu Gdańskim Festiwal Muzyki i Sztuki „Robofest”. Jednym ze znanych wykonawców, którzy uczestniczyli w Festiwalu był Władysław Komendarek. Damian Koczkodon oraz Mariusz Wójcik przeprowadzili w tamtych dniach wywiad-rzekę z Władysławem Komendarkiem. Serdecznie zapraszam do przeczytania interesującego wywiadu.

Marcin Melka      

Wywiad z Manuelem Göttschingiem

manuelChciałbym na początku życzyć Panu wszystkiego najlepszego z okazji sześćdziesiątych urodzin.

Dziękuję.

Jak ocenia Pan dzisiejszy koncert? 

Cieszę się, że mogłem tu zagrać. To mój pierwszy występ w Warszawie. Mili ludzie. Wszystko grało. Poza tym to naprawdę piękne miejsce. Z początku rozważaliśmy występ w Planetarium. Ale tam mieści się tylko kilkadziesiąt osób. To za mało. Więc zdecydowaliśmy się wyjść na powietrze.

Wystąpił Pan w Polsce sześć lat temu na festiwalu filmowym we Wrocławiu. Miałem wtedy okazję być na widowni. Pamięta Pan tamten koncert? 

Oczywiście. Były nawet dwa występy – normalny oraz muzyczne tło do filmu. Skomponowałem muzykę do starego niemieckiego filmu niemego Zamek Vogelöd (w reżyserii F.W. Murnaua z 1921 roku) i wykonałem ją w Operze Wrocławskiej.

Tam mnie nie było – pytałem o ten regularny występ. 

W Browarze była gościnnie Kinga i był jej diashow ze światłem. Podobało mi się – wydaliśmy nawet DVD upamiętniające tamten wieczór.

Nie miałem o tym pojęcia. 

DVD nosi tytuł Wrocław Live. Chętnie sprezentujemy ci jeden egzemplarz.

Dziękuję, może odnajdę siebie na widowni… Chciałbym zacząć od pytania o pańskie muzyczne początki… Dlaczego w pewnym momencie życia zajął się Pan właśnie muzyką, a nie czymś innym? 

Najpierw chciałem być reżyserem, tym czym właśnie jest moja zona Ilona Ziok. Nigdy nie postanowiłem, że oto teraz zostanę muzykiem. To działo się krok po kroku. Jako dziecko lubiłem grać na pianinie, później zacząłem wieloletnią przygodę z gitarą klasyczną. Wspólnie z kolegą ze szkoły założyliśmy zespół – ot tak, dla frajdy. Graliśmy piosenki Rolling Stonesów, Beatlesów i inne kawałki z lat sześćdziesiątych. Ale potem zapragnęliśmy grać coś swojego – nie przeróbki, tylko własne utwory. Nie wiedzieliśmy jak się do tego zabrać, więc zaczęliśmy improwizować, zainspirowani bluesem, zespołami takimi jak Cream, eksperymentalnym rockiem… Próby odbywały się w berlińskim studio pewnego awangardowego, szwajcarskiego kompozytora Thomasa Kesslera, który wiele nas nauczył. Pokazał nam jak improwizować zespołowo. Tak narodziła się grupa Ash Ra Tempel. Od improwizacji przeszliśmy do komponowania.

Kiedy słucham pierwszych dwóch płyt Ash Ra Tempel, to nasuwają mi się skojarzenia z muzyką Pink Floyd z okresu A Saucerful of Secrets. Czy to słuszny trop? 

Jak najbardziej. Wtedy był to bardzo poszukujący, eksperymentalny zespół. Ale większy wpływ mieli na nas gitarzyści grający bluesa – Eric Clapton albo Jimi Hendrix. Widziałem dwa koncerty Hendrixa i na żywo robił coś innego niż na płytach – często grał utwory improwizowane w całości. Bardzo mi się to podobało.

Nagraliście również album z Timothym Leary’m. Być może to osobiste pytanie, ale intryguje mnie, czy narkotyki były istotnym elementem przy powstawaniu tej muzyki? 

Oczywiście, ale nie ma to związku z samym Leary’m. Po prostu schyłek lat sześćdziesiątych to była epoka, w której muzycy dość powszechnie zażywali narkotyki – tak samo, jak pili piwo i palili papierosy. Ale nie określiłbym tego, co graliśmy, jako „drug music”.

A jak poznaliście Timothy’ego? 

O dziwo nie miało to nic wspólnego z LSD. Leary był profesorem na Harvardzie – neurologiem, lekarzem. Prowadził badania nad terapeutycznymi właściwościami narkotyków. Chodziło o pomoc chorym ludziom. My chcieliśmy nagrać płytę z Allenem Ginsbergiem, ale nie mogliśmy go odnaleźć. W tym czasie Leary przebywał w Szwajcarii. To długa historia, można o tym poczytać… Został skazany na 10 lat więzienia. Z powodu swoich badań w Stanach uważany był za wroga. Udało mu się uciec z więzienia z pomocą Czarnych Panter. Pojechał do Algierii, ale nie chciał mieszać się do polityki i w rezultacie uzyskał azyl w Szwajcarii. Pracował wtedy nad książką pod tytułem „Siedem poziomów świadomości”. Postanowiliśmy nagrać płytę odwołującą się do tej teorii. Stąd tytuł – Seven Up. Moja żona przygotowuje o tym film, ale najpierw chce ukończyć film o mojej pracy/muzyce w Berlinie pod tytułem: From Berlin With Love! – Yours, Manuel Göttsching. Współautorem jest Chris Bohn z renomowanego brytyjskiego magazynu „The Wire”.

Intryguje mnie metamorfoza, jaką przeszła Pana muzyka w połowie lat siedemdziesiątych. Fascynuje mnie to, że chociaż Ash Ra Tempel grało muzykę improwizowaną, chaotyczną i nieprzewidywalną, to nagle zwrócił się Pan ku muzyce bardziej geometrycznej, pełnej symetrii i repetycji. Tak się składa, że te próby okazały się niezwykle innowacyjne i wyprzedzały swoją epokę. Skąd pomysł na taką zmianę i sięgnięcie po elektroniczne brzmienia? 

Było wiele przyczyn. To odbywało się stopniowo. Tylko pierwszy album Ash Ra Tempel był w całości improwizowany. Na „Schwingungen” pojawiły się już podstawowe tematy, melodie. Zawsze chcieliśmy komponować muzykę, ale jednocześnie zachowywać możliwość improwizowania. Kolejny krok stanowiło dla mnie Inventions for Electric Guitar. Zainspirował mnie nurt minimalizmu – słyszałem albumy Terry’ego Rileya i Steve’a Reicha. Riley był i nadal jest fantastycznym organistą, pianistą. Uzyskiwał ciekawy efekt skromnymi środkami – stosując echo i pogłosy. Uznałem, że mogę zrobić coś podobnego na gitarze. Zapragnąłem stworzyć kompozycję, a nie improwizować. Koncept był pokrewny minimalistom. Były to wzory, które powtarzają się, ale ulegają stopniowym zmianom. Wraz z kolejnymi obiegami zmieniałem po jednej nucie – i tak powoli rozwijała się kompozycja. Nie było w tym jeszcze nic stricte elektronicznego. Z kolei Reich to wspaniały kompozytor, który potrafi napisać utwór na zespół klasycznych instrumentów, na całą orkiestrę. Na albumie New Age of Earth jest nagranie „Sunrain”, w znacznej mierze zainspirowane muzyką Reicha. A więc najpierw była to improwizacja, a potem rozbudowywanie prostych motywów.

Dziś termin „muzyka elektroniczna” jest doskonale rozpoznawalny, posiada swoją definicję. W połowie lat siedemdziesiątych było inaczej – ta gałąź muzyki nabierała dopiero kształtów. To Pan był jednym z artystów, którzy pomogli zdefiniować muzykę elektroniczną. Czy miał Pan świadomość wyprzedzania swoich czasów? 

Po prostu robiłem to, na co miałem ochotę. Interesowało mnie próbowanie nowych brzmień. Zaczynałem od gitary, ale zawsze ciągnęło mnie do minimalizmu. Tworzyłem całą fakturę dźwięku tylko z pomocą gitary elektrycznej, ale niektóre dźwięki ciężko jest uzyskać z użyciem gitary. Dlatego najpierw pojawiły się klawisze imitujące smyczki, potem elektryczne organy, a w końcu analogowe syntezatory.

Czy ktoś poza Panem zapuszczał się wtedy w podobne rejony? 

Tak. Wtedy byli to David Gilmour oraz Steve Hillage. Dzisiaj robi to Zhang Shou Wang z Pekinu.

Dlaczego to właśnie niemieccy artyści byli wyjątkowo aktywni na polu rewolucyjnej, pionierskiej muzyki proto-elektronicznej? Myślę o Panu, o grupie Cluster, o grupie Kraftwerk, o Tangerine Dream i wielu innych. 

Myślę, że miało to związek z historią i sytuacją kultury niemieckiej w czasach Hitlera. Muzyka – ba, cała kultura – została dosłownie zabita przez Nazistów. Mieliśmy wybitnych twórców filmowych, kompozytorów… Część została zamordowana w lagrach koncentracyjnych takich jak Auschwitz, reszta uratowała się emigracją. Po wojnie, w latach pięćdziesiątych, nie zostało nam praktycznie nic. No, może odrobina jazzu… Kiedy w latach sześćdziesiątych pojawił się prężny ruch nowej muzyki w Anglii i w Ameryce – Niemcy próbowali odpowiedzieć na to czymś swoim, czymś własnym. Nie angielskim, nie amerykańskim, ale unikalnie niemieckim. Oczywiście inspirowaliśmy się też muzyką rockową i folkową. Pod koniec lat sześćdziesiątych mieliśmy w Niemczech całkiem prężną scenę zaangażowanych politycznie folkowych śpiewaków. Tyle, że brakowało u nas struktur przemysłu muzycznego. W Anglii w logiczny sposób pojawili się menadżerowie, agenci, wytwórnie płytowe. A w Niemczech panował chaos. Nikt nie zajmował się organizacją sceny muzycznej. Sądzę, że w tych warunkach łatwiej było wykiełkować bardzo dziwnym stylom muzycznym. Być może dlatego kiedy obok niemieckich eksperymentatorów postawisz ówczesnych eksperymentalnych wykonawców rockowych z krajów anglosaskich – Cream, Jimiego Hendrixa, Grateful Dead – to zobaczysz, że przeważnie grali oni dość konwencjonalną muzykę, opartą na schemacie piosenkowym. Natomiast to co działo się na scenie niemieckiej, było naprawdę szalone. Co ciekawe, publiczności się to podobało. Funkcjonowały też zupełnie zwariowane wytwórnie – jak Ohr, która wydawała Ash Ra Tempel. Co to były za czasy… Pod koniec lat siedemdziesiątych ta scena stała się jednak bardziej komercyjna. Nagle od niepokornego ducha muzyki ważniejszy stał się biznes. Wcześniej muzykę tworzono tylko w undergroundzie.

Powstanie albumu E2-E4 obrosło wieloma legendami. Dla mnie jest coś niesamowitego w tym, że tak wizjonerska muzyka, zapowiadająca nadejście techno, house i inne odmiany muzyki klubowej, powstała w tak niepozornych okolicznościach. Chciał Pan po prostu mieć czego posłuchać w trakcie lotu do Hamburga… I z początku wcale nie chciał Pan tego wydawać. Ta anegdota nadal brzmi niewiarygodnie. Jak widzi to Pan po tylu latach? 

Mnie również ta historia wydaje się trochę niewiarygodna. Pod koniec lat siedemdziesiątych kilkakrotnie wykonywałem na żywo muzykę elektroniczną w trakcie pokazów mody. W międzyczasie zbudowałem własne studio. Sporo w nim nagrywałem i trwało to wiele lat, ale tak naprawdę to historia E2-E4zaczyna się w 1974 roku wraz z Inventions for Electric Guitar. Druga część tego eksperymentu powstała w 1976 roku jako New Age of Earth. Aż w końcu 12 grudnia 1981 roku przez godzinę zarejestrowałem coś, co stało się najsłynniejszą z wszystkich moich elektronicznych prób i eksperymentów na gitarze.

Czy to prawda, że to Klaus Schulze namówił Pana na wydanie tego materiału trzy lata później w jego wytwórni? 

Nie, to nieprawda. Po nagraniu E2-E4 spotkałem się z Klausem w Hamburgu i puściłem mu to nagranie, ale w ogóle go to nie interesowało.

Nie podobało mu się? 

Podobało mu się, bo on lubi moją muzykę… Nieważne jaka jest [śmiech]. Nadal obowiązywał mnie kontrakt z angielską firmą Virgin. Ale Virgin stawał się coraz bardziej komercyjny. Mogli to wydać, ale uznałem, że to kiepski pomysł, kiedy Richard Bronson (wtedy jeszcze szef Virgin), powiedział mi, że taką muzyką można zarobić majątek. Dwa lata później Klaus założył nową wytwórnię – wcześniej sprzedał swoją poprzednią wytwórnię. I spytał mnie, czy mam może jakiś materiał [śmiech]. Wydał E2-E4 w 1984 roku, prawie trzy lata po jej powstaniu, ale nie był w stanie utrzymać wytwórni, która upadła w ciągu roku.

To prawda, że wkrótce E2-E4 zaczęli importować didżeje ze Stanów i chętnie grywali tę muzykę w amerykańskich klubach? 

Z początku szło to powoli. Ale po kilku latach dowiedziałem się, że w klubach Nowego Jorku czy Detroit ludzie tańczą do mojej muzyki. Nie mogłem w to uwierzyć. Zwłaszcza, że tworząc E2-E4 nie miałem na myśli muzyki tanecznej. Później to nagranie dotarło do Anglii oraz do Włoch – pojawił się remiks Sueno Latino, a potem kolejne remiksy i sample. Dowiedziałem się później z prasy, że to najczęściej samplowany fragment muzyki na świecie…

…to bardzo prawdopodobne! Zdaniem niektórych ekspertów E2-E4 to wręcz pierwsze nagranie z muzyką techno lub house. Podobno techno i house narodziły się w znacznej mierze z disco. Czy nagrywając E2-E4 czuł się Pan zainspirowany muzyką disco? 

Podobały mi się niektóre utwory disco. Zresztą zawsze lubiłem czarną muzykę – na przykład soul z lat sześćdziesiątych. Podobało mi się też, jak didżeje hip-hopowi albo dubowi bawili się płytami – na przykład skreczując – na początku lat osiemdziesiątych. Ale tak jak powiedziałem – E2-E4 nie zostało skomponowane jako muzyka do tańca. Dla mnie to coś miększego, bardziej zainspirowanego minimalizmem. Ciekawe, że utwór ten nie tylko samplują didżeje, ale także wykonują go orkiestry…

Ja nigdy nie odbierałem E2-E4 jako muzyki tanecznej – bardziej jako magiczną podróż, którą umożliwiają repetycje. Czy sądzi Pan, że w minimalistycznych technikach jest coś wyjątkowego? 

Na tym moim zdaniem polega podstawowe założenie minimalizmu. Bierzemy kilka podstawowych elementów, a następnie próbujemy przeprowadzić na ich motywach tyle wariacji, ile się da. Niestety dzisiejsza muzyka taneczna to w większości porażka… Ludzie myślą, że to minimalizm – stopa, kilka dźwięków i już. Szkoda, że nie rozumieją jaki to powinno mieć sens.

Dlaczego album Dream & Desire, który nagrał Pan w 1977 roku, ujrzał światło dzienne dopiero w 1991 roku? 

Mój przyjaciel z berlińskiego radia, Olaf Leitner, poprosił mnie o skomponowanie godzinnego utworu. Chciał dołączyć do muzyki recytacje wierszy znanych autorów – ale nigdy do tego nie doszło. Pozostała sama muzyka. Utwór był wyemitowany w berlińskim radiu oraz w Belgii. Moi fani nagrali ten utwór – przez wiele lat funkcjonował jako bootleg. Aż w końcu uznałem – dobrze, wydam to oficjalnie. Być może niebawem wydamy Dream & Desire na podwójnym kompakcie – bo znalazłem oryginalną taśmę z pełną wersją utworu, z której w 1977 roku wyciąłem pięćdziesiąt pięć minut do radia.

Czy miał Pan styczność z jakąś polską muzyką? 

Pamiętam zespół SBB, który grał w Berlinie w 1977 roku. Byłem pod dużym wrażeniem. Znam Józefa Skrzeka – mamy nawet zamiar nagrać coś razem, być może w te wakacje. Z innych polskich wykonawców, kojarzę Czesława Niemena.

Ostatnie pytanie – jakiej muzyki słucha dziś Pan na co dzień, w domowym zaciszu? 

Nieczęsto słucham dziś muzyki [śmiech]. Czasem ktoś podrzuci mi jakąś płytę… Ostatnio mój asystent i technik Markus Schickel dał mi płytę projektu o nazwie Apparat. Było w tym coś interesującego.

Ale nie są to tak rewolucyjne nagrania, jak Pana z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych… 

Mamy dziś inne czasy. Jest już za późno na muzyczne rewolucje. Dziś prawie wszystko jest elektroniczne.

Ludzie nagrywają płyty na iPhone’ach! 

Otóż to.

[Wywiad przeprowadzony przez Borysa Dejnarowicza po koncercie w Warszawie, w dniu 08 września 2012 r.   Źródło :  porcys.com.]

 

Wojciech Wszelaki : „W poszukiwaniu własnej drogi”

wojtek1

Zainspirowany muzyką Wojtka Wszelakiego (zapraszam do portalu społecznościowego Facebook) postanowiłem zapytać muzyka,  jak się zaczęła jego przygoda z muzyką elektroniczną, o jego ulubionych wykonawcach, o współpracy z innymi artystami, o twórczości i planach na przyszłość. Zapraszam czytelników do przeczytania poniższego wywiadu  oraz posłuchania utworów Wojciecha Wszelakiego :

Przesłuchałem wszystkie utwory, które były dostępne na stronie themotyw.bandcamp.com Zauważyłem, że Twoje pierwsze nagrania są z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Jak to się wszystko zaczęło ?

wojtek2Wow! Podziwiam Cię za cierpliwość! 🙂 Zaczęło się dawno, to fakt. Sam początek był trywialny. Mój kolega ze szkoły pożyczył mi swoje „klawisze” tzw. fudżitonki 🙂 Tak mnie te klawisze zafrapowały, były takie fajne, mogłem zagrać z podkładem każdą melodię jaką usłyszałem w radiu czy telewizji i to było wspaniałe!!! Połknąłem „bakcyla” grania, tym bardziej, że przychodziło mi to łatwo. Dalej było tylko „ciułanie”, każdego grosza na nowe klawisze i tak się to wszystko rozkręciło. Jak tylko odpowiednio wytrenowałem solówki i akordy, założyłem dwuosobowy skład i graliśmy w szkole na oficjalnych imprezach. Potem przyszedł czas na zespół weselny. Dalej była Górnicza Orkiestra Dęta KWB Bełchatów, gdzie pobierałem nauki czytania nut i gry na klarnecie u mojego wspaniałego nauczyciela i człowieka już niestety ś.p. Pana Zdzisława Bukowieckiego. W końcu trafiłem do wojska, a tam do Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, gdzie doskonaliłem swoje umiejętności muzyczne i już komponowałem ale głównie do szuflady. Będąc muzykiem ORWP dane mi było odwiedzić z koncertami wiele krajów Europy Zachodniej co wywarło na mnie duży wpływ jako na człowieka. W efekcie dostałem propozycję pracy w ORWP, z której nie skorzystałem, do dzisiaj nie wiem dlaczego?! Później dużo komponowałem, a moje utwory były często grane w lokalnym radiu. Kolejne dziesięć lat to granie w zespole weselnym. Z artystycznego punktu widzenia i nie tylko był to dla mnie czas stracony. Do komponowania i nagrywania powróciłem w 2010 roku głównie za namową mojej żony Kasi, która jest moją muzą, podporą i motywacją w poczynaniach. Dziękuję Kasiu!. Tak w telegraficznym skrócie wygląda moje dotychczasowe muzyczne życie.

Skąd czerpiesz inspiracje do swoich utworów ?  Czy komponowanie muzyki elektronicznej to Twoje hobby ?

wojtek3Moją inspiracją jest w głównej mierze suma moich doświadczeń, przeżyć i obserwacji ludzi i świata, czyli krótko mówiąc moje życie. Gdybym miał wymieniać bardziej szczegółowo, to z pewnością inspiracją jest moja rodzina, moja żona Kasia, synek Kacperek, najbliżsi i bliscy mi ludzie. Muzycznie moje inspiracje sięgają do takich twórców jak np: Depeche Mode, OMD, Vangelis, Biliński, współcześni polscy twórcy el-muzyki. Tworzenie muzyki towarzyszy mi jak wspomniałem od dzieciństwa i tak pozostało do dziś. A całkiem niedawno odkryłem możliwości jakie niesie ze sobą Internet i postanowiłem pokazać swoje hobby światu. Tak tworzenie muzyki jest zdecydowanie moim hobby i jedyną formą sztuki, w której chcę zamknąć to wszystko czym jestem.

Komponujesz muzykę elektroniczną w różnych stylach. Od spokojnego chill-out’u, synth-pop, trance, po typową klasyczną  muzykę elektroniczną. Czy któryś z muzyków klasycznej muzyki elektronicznej jest dla Ciebie wzorem ? 

wojtek4Tak to prawda. Zdecydowana większość utworów i albumów jakie przez ostatnie dwa lata opublikowałem to taki swoisty elektroniczny „misz-masz”. To wynik moich fascynacji muzycznych i pomysłów na zmierzenie się z różnymi gatunkami muzyki elektronicznej, w wielu przypadkach utwory te można nazwać wprawkami do czegoś, co ma nastąpić w przyszłości. Ale sam nie wiem, jaka to będzie muzyka. Co do inspiracji tzw. „klasykami” muzyki elektronicznej, no cóż muszę się szczerze przyznać, że nie mam szczególnych inspiracji którymkolwiek z muzyków klasyków elektronicznych, może właśnie dlatego poszukuję i błądzę po przestrzeniach zapełnionych dźwiękami i nutami w poszukiwaniu własnej drogi. Muszę jednak szczerze przyznać, że to co można już usłyszeć w mojej muzyce jest z pewnością po części również przetworzeniem tych wszystkich wykonawców i utworów które kiedyś w życiu już słyszałem.

Jakim sprzętem obecnie dysponujesz ?

Tak. Kiedyś miałem nawet sporo tzw. „Klawiszy”, lecz obecnie korzystam z dobrodziejstwa instrumentów wirtualnych i dźwięków samplowanych. Mimo to na wyposażeniu posiadam dwie klawiatury sterujące firmy M-AUDIO. Dodatkowo posiadam gitarę akustyczną, mikrofon, komputer i program do rejestracji moich utworów. Aha jeszcze korzystam z rejestratora audio Creative, na który często nagrywam swoje pomysły, nucąc gdzieś po cichu w kącie melodie, które mi przyjdą do głowy :-). Jestem wygodnickim minimalistą można by rzec, zwyczajnie instrumenty wirtualne nie zajmują miejsca w domu, a klawiatury leżą na regale i nikomu nie przeszkadzają 🙂

Twoje okładki są fantastyczne. Sam je projektowałeś ?

Dziękuję! 90% okładek moich albumów jakie widać np. w BandCamp, są to grafiki publikowane na licencjach Creative Commons. Przeszukuję zasoby Internetu pod kątem grafiki, która odpowiada mojej wizji muzyki, wybieram takową, następnie modyfikuję ją mniej lub bardziej przy pomocy programu GIMP i tak właśnie powstaje nowa okładka do albumu. Aby zachować wszystkie postanowienia licencji CC, umieszczam w opisie albumu również informację o autorze tej pracy, wraz z podziękowaniami. Jednak przy ostatnim projekcie pt: „Unless you have man in a man”, grafikę opracował dla mnie, zaprzyjaźniony profesjonalny grafik Marek Woźniak, za co mu jeszcze raz serdecznie dziękuję! Mogę powiedzieć również, że okładka najnowszego albumu, najprawdopodobniej będzie dziełem Marka Woźniaka.

Oprócz nagrań solowych nagrywasz muzykę z innymi artystami. Nagrałeś muzykę z Jakubem Fijakiem, Jackiem Rozwadowskim.  Czy uważasz, że to dobry pomysł ?

To prawda. Współpracuję z różnymi muzykami, szczególnie jest to widoczne na albumie „Unless…”. Moje kompozycje zinterpretowało kilkunastu Polskich el-muzyków 🙂 Takie kooperacje uważam za bardzo dobry pomysł i ideę samą w sobie. W moim fakt, że inni twórcy i artyści interpretują twoje pomysły i sposób w jaki to robią, daje szerokie spektrum doświadczeń na polu muzycznym, dostarcza inspiracji i pozwala na zadumanie się nad sednem kompozycji pierwotnych, nad głębszym ich poznaniem. Dodatkowym atutem i nie do przecenienia jest możliwość poznania wielu ludzi, posłuchania tego co myślą o muzyce i o życiu w ogóle. To jest wspaniałe i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie, choć wymagające cierpliwości i wyrozumiałości wszystkich stron takiej kolaboracji artystycznej. Uważam, że jest to zdecydowanie dobry pomysł na rozwijanie siebie i swojej wrażliwości artystycznej.

Bardzo ciekawy jest ostatni Twój album „Unless you have a man in a Man”. Czy mógłbyś opowiedzieć kulisy powstania tego albumu ?

unless Z przyjemnością! Otóż pewnego dnia dowiedziałem się o małej chorej dziewczynce i o akcji zbierania nakrętek po butelkach PET, tak aby za zebrane środki można było zakupić dla niej protezę i sfinansować rehabilitację. Więc razem z żoną i naszymi przyjaciółmi zaczęliśmy gromadzić nakrętki. Jednak w międzyczasie wpadłem na pomysł żeby jakoś tym moim graniem pomóc w akcji. Rozesłałem wiadomości e-mail do wielu muzyków z prośbą i pytaniem o interpretację jednego z dowolnie wybranych moich utworów. I o dziwo otrzymałem wielkie wsparcie i zapewnienie o swojej pomocy ze strony twórców. Dosłownie tylko kilku artystów zlekceważyło lub zignorowało moją prośbę, pozostali spisali się doskonale i tak właśnie powstał ten album. Dzięki tej akcji poznałem wielu wartościowych i bratnich artystycznych dusz. Otrzymałem pomoc od firmy VISIONSOFSOUNDS (Maciej Braciszewski) z Gniezna, która wykonała mastering całości albumu oraz klip promocyjny. Mój przyjaciel z grupy GOTARD (Jacek Kul) zrobił wspaniały teledysk do utworu promującego całość przedsięwzięcia pt. „Nostalgia(Dorian Remix)” – utwór wykonał Dorian Przystalski. Okładkę wykonał grafik Marek Woźniak. Album jest w tej chwili do pobrania w całości za darmo z portalu BandCamp. W ten sposób my ludzie muzyki przyczyniliśmy się do pomocy małej Klaudii, za co jeszcze raz pragnę im serdecznie podziękować!

Jaka będzie Twoja następna płyta? Czy to będzie nowa muzyka ? Nowa współpraca ?  czy będziemy długo czekać na Twoją nową muzykę ? 

wladekHmm. Będzie to muzyka elektroniczna z całą pewnością. Myślę, że nieco inna od tego co do tej pory opublikowałem. Lecz tak naprawdę ocenią to słuchacze. Płyta jest wyobrażeniem, życia normalnego człowieka od momentu poczęcia, aż do śmierci, w ujęciu świadomości swojego istnienia. Utwory mają oddawać właśnie te stany emocjonalne, stąd tytuły takie jak: „Przed świadomość”, czy „Poza świadomością”. Jest to mój wspólny projekt z Władysławem Komendarkiem, ale na zupełnie innych zasadach jakby można było sobie wyobrażać. Każdy z nas ma przedstawić na tym albumie własną wersję stanów świadomości. Ma być to swego rodzaju konfrontacja dwóch stylów muzyki elektronicznej, dwóch osobowości, dwu różnych ludzi, dwóch twórców z odmiennym widzeniem muzyki elektronicznej i wreszcie dwóch twórców z których pierwszy jest „legendą” polskiej muzyki elektronicznej, a drugi nikomu nie znanym hobbystą muzycznym 🙂 Nie ukrywam, że dla mnie to wielkie wyzwanie muzyczne, czy mu podołam? Czas pokaże, a ocenią odbiorcy. Chciałbym dodatkowo, aby płyta ta ukazała się jako tłoczone cd extra, czyli w skrócie coś więcej niż zwykły krążek CD. Płyta ma zawierać utwory, remiksy, wywiady, zdjęcia i utwory bonusowe. Taki jest plan i mam nadzieję, że dojedzie on do skutku w ciągu najbliższych dwóch miesięcy.

Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu oraz życzę samych sukcesów ! 

Marcin, serdecznie dziękuję za zaproszenie i miłą rozmowę!

Marcin Melka