Ciekawy wywiad z Edgarem Froese dla „Record Collector” z 2007 roku

Pete Feen : Po tym czasie długiej kariery ,czy ty Edgar siebie widzisz jeszcze w czołówce elektronicznej muzyki?

Edgar Froese : W pewnym sensie tak lecz ja nigdy świadomie nie przyjmowałem do tego wagi.Tak samo jest jak np. wyprodukowanie Boeninga 747 i kiedy ty dostajesz miejsce w pierwszej klasie Boeninga niekoniecznie myślisz o wcześniejszych pionierach lotnictwa, którzy istnieli przed tobą.Ty jedynie tak to czujesz i właśnie to jest to.Ty nigdy tak naprawdę nie możesz myśleć w ten sposób o swojej sztuce.Oczywiście to twój produkt wydany w czasie lecz po drodze może stać się ponadczasowy.
Po chwili ty stajesz się świadomym dziedzictwem, tak przypuszczam – ja ,który jestem przecież rodowitym Niemcem,staram się nim być uczciwy, który z szacunkiem odnosi się do istoty rock’n’rolla i wiem, że naprawdę mam zaszczyt dla was nadal to czynić.Lecz faktem jest jak bardzo wybiegłem poza Niemcy, zaczynając od początku i to w sposób nowatorski i czuje szacunek do tego jako najlepsze posunięcie w czasach zmian na nową muzyczną branżę, w całym tym muzycznym interesie posunięcie to spowodowało także przyjęcie TD do wytwórni Virgin Records.
To był jeden krok prowadzący do następnego i jest naprawdę konsekwencją przemyśleń mojego wewnętrznego ego. Istota strony formalnej sztuki i tworzeniu tej muzyki w sposób świadomy jest ważniejszy niż rozmyślanie czy jestem w czołówce muzyki elektronicznej.
Pete Feen : Powiedz mi jaką rolę na albumie ,,Madcap’s Flaming Duty” odegrał Chris Hausl ?

Edgar Froese: Chris jest względnie nieznanym wokalista działającym w podziemnych klubach Berlina.Sądzę, że jego praca w połączeniu z ciekawym głosem wiele wniosła do naszej muzyki.Jest bardzo trudno śpiewać w el grupie, jednak pomyślałem, że wyciągnę jemu pomocną dłoń w końcu mając tak ciekawy głos i w ogóle talent muzyczny. Szkoda by się zmarnował. Wcześniej miałem okazję pracować z ludźmi takiego formatu jak Jon Anderson, który był dla mnie takim wzorem wokalisty i było ich jeszcze kilku, ale to odległe czasy.Sądzę, że Chris wykonał na tym albumie dobrą robotę.

Pete Feen : Dlaczego zadedykowałeś Sydowi ten album?
Edgar Froese : ,, Madcap’s Flaming Duty”  jest muzycznym hołdem dla Syda, jest to moje osobiste uznanie dla Syda i jego wpływu na mnie i w  ogóle do wczesnej muzyki Pink Floyd oraz generalnie raczej do tego czego prasa brukowa omija ,to ….malarstwo Syda,nie wszyscy o tym pamiętają.
Kiedy Tangerine Dream grało w klubach /lata 60-te/ w Niemczech my bardzo często wykonywaliśmy ,,Interstellar Overdrive” z pierwszego albumu Pink Floyd ,,Piper Gates…..,, z tego co pamiętam właściwie każdej nocy.
Wczesny Pink Floyd to dziwna formacja i różniła się od wszystkiego w tym czasie. Dedykując Sydowi ten cd, tak naprawdę zamierzałem dać wiarę w tamte odległe dni, pełne uduchowionej muzyki oraz w jej role w tym czasie- raczej jest to następna droga do tego aby pokazać to mojej publiczności.
Pete Feen : Co ty na to , jak fani zareagują na ten nowy album?
Edgar Froese: Pomimo tego, że muszę się liczyć z głosem publiki – jestem tego jak najbardziej świadomy, oczywiście to jest ważne co fani myślą o twojej muzyce i ..to koniec, ty słuchasz co ludzie mówią i jak to odbierają lecz tak naprawdę jest ważne aby postawić sobie myśl przewodnią – jak to ma wyglądać itd.
W moim przypadku mój wewnętrzny głos mówi ,że zawsze istotna jest uczciwość wobec siebie samego i ostatecznie zatrzymać się i coś z tym zrobić.Następny album może być przykładowo ekstremalnie eksperymentalny, tego ja nie wiem- nie chcę stać się aktorem grającym ciągle tę samą rolę bez końca,
Takie myślenie artysty jest niebezpieczne, gdyż można się zatracić w swojej sztuce .Myślę, że zawsze jest potrzeba zmian, co na to fani,którym naprawdę nie spodoba się ten album, no cóż w istocie zostanie ta muzyka dla…….nas /śmiech/, życzę miłego dnia/śmiech/.

Pete Feen : Edgar, czy ty w taki czy inny sposób wciąż jeszcze możesz zaskoczyć swoimi kompozycjami, czy też koncertami tak jak 40 – lat temu?

Edgar Froese : Tak – jestem najzwyklej o to spokojny, to w przeciwnym razie robię ….dla siebie/śmiech/. Po całym czasie grania, produkowania i komponowania nie ma innej drogi. Do tego ja wsłuchuje się w artystyczny świat i to wszystko studiuje i to na własny sposób odbieram lecz na zawsze najważniejsza jest muzyka ,którą wcześniej staram się uporządkować. W rzeczywistości staje się poza tym muzycznym pośrednikiem, czy też sługa, element czasu nie jest tu istotny – najważniejszy jest bieżący stan mojej artystycznej egzystencji.
Pete Feen : „Madcap’s Flaming Duty” jest wokalno instrumentalnym albumem, jest to subtelna przepaść E.Froese a głosem Chrisa Hausla. Dlaczego dzieli tak długa przepaść pomiędzy ostatnim takim projektem „Tyger”, a tym ostatnim?
Edgar Froese : Pragniesz jak każdy wykonać to na scenie i posłuchać czyjejś rady z tego muzycznego biznesu w kwestii nagrania, lecz ja czuję się tu niewygodnie, a specjalnie słuchając czyjejś rady z wytwórni płytowych. Musisz to zakończyć i pójść na kompromis, ponieważ wiem, że oczekiwania twoje są na muzykę instrumentalną, jednak ja mam własną koncepcję po tych wszystkich latach eksperymentów i istotnie myślę,że takie podejście jest OK- idę tam gdzie chcę, i to daje w rezultacie coś nowego, lecz jest to wciąż Tangerine Dream.
Pete Feen : Jak się współpracowało z Chrisem ? Jakie ma kwalifikacje jako muzyk? Co o tym sądzisz?
Edgar Froese : Ja od zawsze komponuje na klawiszach i wedle mnie pewną prawidłowością jest wracanie do grania na pianinie, a dalej szukanie harmonii,tonów itd potem to wszystko przenoszę na różne basowe dźwięki. I dalej wracam do oryginalnej właściwej muzyki,ostatecznie odwracam się od tego co można nazwać produkcja Tangerine Dream.Moja rola jest wyciągnięcie tych dźwięków i użycie ich przy produkcji albumu. Ja mam zmodyfikowany laptop i często rano siadam sobie i zapisuję pewne pomysły muzyczne,które potem są realizowane w studio. Najpierw opracowuję to na piano, a dalej na komputer.Z tym jest jak z dobrym fragmentem budulca dla architekta ,który potrzebuje do wykonania projektu budowli itp, tylko w tym wszystkim powinna być przede wszystkim idea.
Pete Feen : Czy wciąż z taką samą energią i entuzjazmem podchodzisz do pracy jak wiele lat temu?
Edgar Froese : Tak ja wciąż czuję ducha lat 60-ych. Myślę, że mnóstwo ludzi także wciąż żyje tamtym okresem, jest to mój ulubiony okres przeniesienia się w tamte odległe czasy, czasy niesamowitych doświadczeń artystycznych,ja wciąż całkowicie realizuje się jako muzyk- jest różnica pomiędzy oddawaniem siebie samego w muzycznym okresie życia a poszukiwaniem poza przyjemności tego życia.

Pete Feen : Co dalej planujesz robić, czy aktualnie możesz zdradzić nam swoje plany ?

Edgar Froese :Aktualnie jestem związany z paroma projektami.Po zakończeniu promocji ,,Madcap’s…” mam plany zrobienia muzyki do filmu dokumentalnego o Indiach, a dalej w przyszłości zamierzam zwiedzić Parki Narodowe Ameryki Północnej, oczywiście chciałbym wydać solowy album,zamierzam go nagrać w Londynie. Będzie to spojrzenie na Londyn z perspektywy jadącego pociągu.
Pete Feen : Jak sadzisz, jaka jest naprawdę różnica między Edgarem Froese solo a liderem Tangerine Dream ?
Edgar Froese: W rzeczywistości jest tak , że nie ma tu wiele różnic i nie ma co z tym przesadzać z moją rolą w zespole.
Pete Feen: Jak będzie wyglądało wasze świętowanie rocznicowe w Astorii, jak to widzisz?
Edgar Froese: Myślę, że koncert ten będzie odmienny niż te z przeszłości. Wciąż będzie to el show.
Pete Feen Record Colllector, Styczeń 2007.
Mariusz Wójcik
Całość możecie poczytać tutaj.

Jedna myśl nt. „Ciekawy wywiad z Edgarem Froese dla „Record Collector” z 2007 roku

  1. Pingback: One Night In Space [2007] | phaedra

Możliwość komentowania jest wyłączona.