Ocean Electro Festival, Władysławowo

Niebawem zbliża się koniec I edycji Ocean Electro Festival we Władysławowie. Chciałbym przypomnieć wszystkim stałym czytelnikom bloga, że do tej pory wystąpili następujący wykonawcy:

Następne, planowane koncerty, to występ:

Z powodu zdarzeń losowych nie mógł wziąć udziału Przemysław Rudź. Serdecznie zapraszam  czytelników na pozostałe koncerty do Władysławowa. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku odbędzie się kolejna, II edycja Festiwalu. Na pewno nie zabraknie świetnych koncertów. O tym, jakie są główne cele Festiwalu, opowie czytelnikom Dyrektor Artystyczny Festiwalu, Robert Kanaan:

Marcin Melka

Ocean Electro Festival 29.06.2013-23.08.2013, Władysławowo

ocean

W tym roku nadbałtyckie Władysławowo zaleje fala świetnej muzyki. Ocean Electro Festival to nowa cykliczna impreza, której celem jest prezentacja polskiej klasycznej muzyki elektronicznej. Wyjątkowość festiwalu polega na tym, że trwa on całe lato! Na koncerty zapraszamy w każdy piątek w okresie 28 czerwca – 23 sierpnia. W programie koncerty zarówno młodych talentów, jak i już uznanych twórców. Swoją obecność potwierdzili: Marek Manowski, Mr Smok, Łukasz Sobczak Soundwalker, Maciej Braciszewski, Ania Sójkowska, duet Equinoxe. Dyrektorem festiwalu i przewodniczącym jury jest uznany twórca muzyki elektronicznej – Robert Kanaan. Usłyszymy go na koncercie finałowym wraz z laureatem festiwalu. Koncerty będą się odbywać w urokliwym Ocean Parku na plenerowej scenie przy wielorybie. Towarzyszyć im będą wizualizacje, a w koncercie finałowym pokazy laserowe i pirotechnika.

Program koncertów:

W imieniu organizatorów, serdecznie zapraszam !

Marcin Melka 

 

Ania Sójkowska : „Proces tworzenia to uzewnętrznienie emocji”

ania_sojkowska– W którym momencie  zadecydowałaś że będziesz zajmować się muzyką elektroniczną na poważnie? Czy stało się to podczas koncertu w ramach  „VI Ogólnopolskiego Konkursu Muzyki Elektronicznej – Tuchola 2008” a może wcześniej?

A.S.: Muzyka towarzyszy mi od czasu kiedy skończyłam 7 lat, a z konkursami mam styczność od 2004 roku. To jednak zupełnie coś innego, takiego konkursy to granie typowo keyboardowe: styl plus melodia, a nazwa z repertuarem ma wspólne jedynie to, ze wykonawcy grają na instrumentach elektronicznych. Fascynacja muzyką typowo elektroniczną zaczęła się w roku 2007 od muzyki Jean Michel Jarre’a. Jeszcze w tym samym roku pojawił się mój pierwszy syntezator, Roland D50. Właściwa decyzja zapadła, kiedy zdecydowałam się podjąć studia muzyczno-pedagogiczne (kierunek Edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej z pedagogiką wczesnoszkolną i przedszkolną), czyli w ostatniej klasie liceum w 2008r. Wtedy nawet nauka do matury odeszła na drugi plan. Zaczęło się inwestowanie, pojawił się Fantom, oraz pierwsze próby komponowania. W tym momencie odstawiłam keyboard na bok na rzecz syntezatorów.
  –  Rok 2010 obfitował dla Ciebie co najmniej w dwa ważne wydarzenia. W lutym zaczynasz grać na thereminie. To widowiskowe ale z pewnością i niełatwe zajęcie. Możesz przybliżyć jak do tego doszło?
A.S.: Fascynacja tym instrumentem pojawiła się wraz z zapoznaniem z muzyką Jarre’a. Oczarował mnie nietypowy dźwięk tego instrumentu oraz fakt, że aby na nim grać, nie trzeba kompletnie niczego dotykać. Wtedy nawet na myśl mi nie przyszło, że na tym dziwadle można zagrać jakąkolwiek melodię. Zaczęłam przeszukiwać internet i jednym z pierwszych znalezionych filmów z grą na tym instrumencie był fragment koncertu Lydii Kaviny, na którym grała „Claire de Lune” Cloude’a Debussy’ego. To było coś, co jeszcze bardziej zaciekawiło mnie i pogłębiło fascynację. Wraz z przeszukiwaniem innych materiałów na ten temat pojawiła się chęć kupna tego instrumentu. Z pomocą znajomych z forum Jarre’a w 2008 roku udało mi się kupić pierwszy instrument, theremin model B3, sprowadzony  zza oceanu, którym nie nacieszyłam się zbyt długo, ponieważ zepsuł się i po próbach naprawy nie wrócił do stanu w jakim powinien być. Grało się na nim fatalnie. Właściwie nie dało się na nim grać, a dźwięki, które produkował były niesamowicie wysokie i irytujące. Jednak to mi nie wystarczyło. Od lutego 2010 jestem szczęśliwą posiadaczką thereminu firmy Moog i tak naprawdę od tego momentu liczę moją przygodę z tym instrumentem i faktyczną naukę gry. Przesiadka z mizernego B3 na Etherwave była jak przejście z Malucha do Mercedesa A. Oczarował mnie ten instrument i najchętniej na nim właśnie gram. Aczkolwiek początki były ciężkie i pojawiały się chwile zwątpienia…
– W maju ub. roku dałaś koncert w Mogilnie. Mam wrażenie że wyjechałaś stamtąd  bogatsza o parę przyjaźni.
A.S.: O tak, szczególnie jedna znajomość w dniu dzisiejszym jest dla mnie bardzo ważna. Każde spotkanie w jakimś stopniu zbliża ludzi, tym bardziej, że zazwyczaj ekipa jest stała, lub są małe zmiany. Miło było nie tylko spotkać się na obiedzie i porozmawiać, ale także stanąć na scenie i zagrać. Z Mogilna wyjechałam nie tylko bogatsza w przyjaźnie, ale także nowe doświadczenia, z których najważniejszym jest wspólne jam session, które grałam pierwszy raz w życiu.
– Pośród wykonywanych i reklamowanych przez Ciebie w Internecie kompozycji obok szkolnych klasyków coraz więcej jest  utworów Twojego autorstwa. Najbardziej znany, przebojowy The Sunny Day, dynamiczny  Running, pełen  energii The Gravity. Ale też i egzotyczne: Night in Egypt,  Antique world i poważniejszy w klimacie Przebudzenie. Czy w przyszłości zamierzasz komponować dłuższe, bardziej skomplikowane utwory?

A.S.: Myślałam nad tym, mam plany, które w końcu przydałoby się zrealizować. Chciałabym zrobić coś w klimacie totalnie innym niż ten, z którego jestem znana i przede wszystkim użyć thereminu. Co mi z tego wyjdzie, nie mam pojęcia. Mam już plan, koncepcję, jednak zakręty życiowe zamroziły na jakiś czas moją muzykę. Pomału na szczęście lody topnieją, więc niebawem zabieram się do pracy nadrobić zaległości.
–  Na najnowszych Twoich zdjęciach  zauważyłem że powiększyło Ci się  instrumentarium, to już nie 2-3 klawiatury, ale wręcz mini studio!  Możesz pochwalić się ostatnimi nabytkami?
A.S.: Jako pierwszy pojawił się Roland D 50. Potem pojawiły się organy kościelne Yamaha Electone B55 z ’78 roku, Fantom G8, który jest dla mnie podstawą, oraz mój wymarzony Moog Micromoog i theremin Moog Etherwave Standard. W roku 2010 zajęłam II miejsce na konkursie w Cekcynie, gdzie wygrałam syntezator softwarowy Omnisphere. Oczywiście niezmiennie od 2005 roku mam moją Yamahę PSR 1500, a do tego flet poprzeczny, na którym sama uczę się grać, oraz dość nietypowy i niespotykany w Europie instrument: Morin Huur. Morin Huur jest narodowym instrumentem mongolskim, a z racji, że miałam przyjemność w wakacje pracować z zespołem Nuudelchin Ayalguu z Mongolii, to przeżywam sporą fascynację tradycyjną muzyką mongolską. Właśnie od nich odkupiłam morin huur i uczę się na nim grać. Jest to instrument składający się z 2 strun z włosia końskiego, którego brzmienie jest podobne do skrzypiec. Może wykorzystam to w jakiś sposób w elektronice…
– Deklarujesz fascynację muzyką klasyczną, rockiem, jazzem i ciepłe uczucia do muzyki Marka Bilińskiego, Dietera Wernera oraz J.M.Jarre’a. Czy masz w planach poznać nagrania innych klasyków tego gatunku np. Klausa Schulze czy Tangerine Dream?

A.S.: Oczywiście, że znam wymienionych artystów, ponadto bardzo lubię Frederica Rousseau album ‚Travels’, który jest mieszanką elektroniki i muzyki etnicznej, uwielbiam Marka Shreeva i Redshift, Vangelisa, czy Sławomira Łosowskiego. Mogłabym wymieniać i wymieniać, ale myślę, ze wciąż znajdzie się coś nowego, coś co mnie zainteresuje, co mnie pochłonie totalnie. Tego nie można zaplanować, to wychodzi samo z siebie, spontanicznie. A to coś pod słyszę, ktoś ciekawy pojawi się w El-Stacji, a to ktoś podzieli się ciekawym linkiem, czy poleci zespół, lub wykonawcę. Ciężko w tym momencie zaplanować, że np z dniem 25 września zaczynam zagłębianie się w muzykę Klausa Schulze. Mi się wydaje, że to jest inaczej. Człowiek zmienia się, zmienia swoje gusta i przyzwyczajenia. Nieraz do czegoś musimy dorosnąć, a z czegoś innego z kolei wyrastamy. Ten mechanizm jest nieprzewidywalny i nie wiem kto mnie w przyszłości zainteresuje, zafascynuje, a kto mi się znudzi. Wszystko pokaże czas.
– Lubisz naturę, czy jest ona dla Ciebie źródłem inspiracji?
A.S.: Oczywiście, ze tak. Od zawsze interesowałam się zarówno zwierzętami, jak i elementami nieożywionymi, zwłaszcza pogodą i geologią. Tytuł mojej pierwszej płyty i okładka jest między innymi nawiązaniem do ulubionej pogody chyba nas wszystkich, czyli pięknego, słonecznego dnia. Również pojedyncze utwory są inspirowane naturą, np Volcano, Night in Egypt, wspomniany The Sunny Day. Natura, to takie coś, co otacza wszystkich, na każdego ma jakiś wpływ, większy, mniejszy ale ma. Nie da się żyć bez natury i przyrody, można powiedzieć, że jesteśmy na siebie skazani. Jeśli chodzi o inspirację, to podejrzewam, że wiele osób czerpią ja właśnie z natury. A dlaczego tak jest? Tutaj rządzą nami emocje. Inne, kiedy podziwiamy piękną tęczę nad wodospadem, a inne, kiedy widzimy potężna falę niszczącą wszystko na swojej drodze, inne, gdy widzimy w oddali spektakularne wyładowania atmosferyczne, a inne, kiedy widzimy potężną erupcję wulkaniczną. Każdemu zdarzeniu towarzyszą emocje, a proces tworzenia to w pewien sposób uzewnętrznienie emocji, które nam towarzyszą. Ja staram się przekładać to na dźwięki, jak malarze na kolory. Inny charakter ma Sunny Day, a inny Volcano.
 – Uczysz się, nagrywasz, grasz w zespole rockowym jako basistka, jak znajdujesz na to czas?
A.S.: Z zespołem rockowym już nie współpracuję, każdy poszedł w swoją stronę. Mam jednak inny zespół, w którym gram już drugi rok, studiuję, pracuję jako nauczycielka angielskiego w przedszkolu, ostatnio dostałam rolę w spektaklu muzycznym „Apokryf kołobrzeski”, oczywiście jako ‚syntezatorzystka’, a także jako nauczyciel w szkole Yamaha. Oczywiście uczę keyboardu. Mam swoich uczniów, z którymi jeżdżę na konkursy, mam swój zespół keyboardowy, zdolne dzieci wymagają więcej czasu, trudniejszego repertuaru i większej ilości pracy. Ale efekty są, staram się oczywiście zaszczepić elektronikę i na szczęście mi się to udaje. Ostatnio mój uczeń zapytał mnie, czy znam Kraftwerk, bo on bardzo lubi ten zespół. Myślę, że warto dodać, ze ma 10 lat, a ja nie mówiłam mu nigdy o nich. Dla mnie to dobry znak, ze dzieciaki chcą same i grać i poznawać tę muzykę. A jak znajduję czas? Dla chcącego nic trudnego, aczkolwiek bywają momenty, ze jestem wyczerpana totalnie, ale za to satysfakcja jest nieziemska.
 – Masz na pewno wsparcie swoich rodziców,  nowego chłopca i znajomych z EL-Stacji. Twoje muzyczne plany na przyszłość?
  A.S.; Mam wsparcie bardzo duże, rodzice choć nie muzyczni (mama księgowa, tata stolarz) to w pełni rozumieją moją pasję, wspierają i popierają to co robię. Od niedawna jestem w szczęśliwym związku z Łukaszem, z którym znam się co prawda od dawna, bo od koncertu coverów Jarre’a w Lęborku w 2008 roku. Wiem, ze on mnie będzie również wspierał, ponieważ tak jak i ja jest zafascynowany elektroniką, był nawet w Mogilnie na moim koncercie, więc o to z jego strony jestem spokojna. Znajomi z El-Stacji są moimi pierwszymi (poza oczywiście rodzicami) odbiorcami mojej muzyki, wiele razy się spotykaliśmy na różnych koncertach i zlotach, gdzie mieliśmy okazje poznać się bliżej i porozmawiać. Muzyczne plany na przyszłość? Przygotowanie moich uczniów do koncertów i konkursów, zaszczepianie w nich pasji i miłości do muzyki, a także doskonalenie swojej warsztatu zarówno dotyczącego techniki gry na wszystkich instrumentach (klawiszowych, flecie poprzecznym, thereminie i morin huurze), a także rozwijanie umiejętności kompozytorskich. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko pogodzić i zrealizuję wszystkie plany i marzenia.
– Czego serdecznie Ci życzę i dziękuję za wywiad 😉
A.S.: To ja dziękuję za to, że chciałeś go ze mną przeprowadzić.
                                                                                                               Damian Koczkodon

Anna Sójkowska : „Muzykę kocham najbardziej”

Polecam ciekawy wywiad Mariusza Wójcika z Anią Sójkowską. Ania jest jedną z nielicznych kobiet w naszym kraju grających na syntezatorach i thereminie !.
ania_sojkowskaM.W.: Od pewnego czasu obserwuję Twoją muzyczną twórczość i przyznam, że podziwiam Twoją pasje w tworzeniu muzyki. Oboje dobrze wiemy jak ciężko w tych czasach trwać w swojej fascynacji, nie dotyczy to tylko muzyki, ale innych sfer. Wiem że jesteś uparta w dążeniu do spełnienia się jako kompozytorka El muzyki, ale wyczuwam tu autentyczną miłość do muzyki. Czy w tych zakręconych czasach twoja muzyczna pasja to odskocznia od tej szarości dnia codziennego czy może jest to sposób na życie?A.S.: Przyznaję, że jestem uparta, ale tylko jeśli czegoś chcę i to kocham. Muzykę kocham najbardziej i to ona zajmuje u mnie pierwsze miejsce. Czasy w jakich żyjemy, sprzyjają rozwojowi elektroniki ze względu na rozwój instrumentów, oraz programów przeznaczonych do tworzenia i obróbki muzyki. Tworzenie muzyki jest dla mnie odskocznią, rodzajem portalu, który przenosi mnie w mój własny świat, świat, który sama kreuję tworząc muzykę. Poza tym jestem niesamowitą szczęściarą. Muzyka jest także moim sposobem na życie, ponieważ pracuję jako nauczycielka keyboardu oraz elementarnego wychowania muzycznego (Dźwiękoludki) w szkole Yamahy w Słupsku, a także uczę keyboardu oraz języka angielskiego w przedszkolu muzycznym w Słupsku. Kocham dzieci, uwielbiam pracę z dziećmi, przebywać z nimi, bawić się. Dla mnie jest to nieopisana radość, że mogę na chwilę być taka jak one, bo żeby pracować z dziećmi trzeba wejść w ich świat, ‚zniżyć’ się do ich poziomu, zmienić sposób myślenia i postrzegania, a dzięki temu również oderwać się od rzeczywistości. Po wejściu do sali czy klasy trzeba swój świat zostawić za drzwiami i wejść w zupełnie nową rzeczywistość. Jest nieraz ciężko, bo dzieci mają niespożyte siły i 20 osobowa gromadka 5 latków jest w stanie wycisnąć ze mnie wszystkie soki. Po takich zajęciach jestem padnięta, a dzieciaki dalej szaleją. Zajęcia z dziećmi, zwłaszcza muzyczne są niesamowitym doświadczeniem: kontakt z nimi, przejście w ich świat oraz przekazanie swojej wiedzy i zarażanie miłością do muzyki jest czymś wspaniałym! Kiedy patrzę jak moi 10 letni uczniowie grają takie utwory jak „Fontanna Radości”, „Ucieczka z Tropiku”, „Magnetic Fields II”, R”endez-Vous IV”, czy „Das Model”, to nie tylko czuje się spełniona jako nauczyciel, ale również cieszę się, że udało mi się ukierunkować gusta muzyczne tak młodych ludzi w stronę Dobrej Muzyki. Pomagam także w tworzeniu osobowości i wyrabianiu asertywności, bo nie boją się powiedzieć ‘nie lubię i nie słucham hip hopu’, którego słucha 90% szkoły. Niestety umiejętność odmawiania jest dużym problemem wśród dzieci. Ta praca pozwala mi łączyć moje pasje i rozwijać siebie jako muzyka i jako nauczyciela. Robię to co kocham i jeszcze dostaje za to pieniądze! M.W.:  Miałem przyjemność wysłuchać Twojej jeszcze niewydanej płyty „In the World of Signs”. Utwór „See Shore”  to dla mnie nostalgia za naszym pięknym Bałtykiem, piski mew i szum morskich fal sugeruje, że jesteś mocno związana z rodzinnymi stronami. Myślę że jesteś emocjonalną osobą i z drugiej strony pewnie Twoje przeżycia duchowe są inspiracją do tworzenia muzyki, ale powiedz mi Aniu, jak w Twoim przypadku emocje wpływają na inspiracje muzyczne?A.S.: Ja jestem typem,  który nie lubi zmian, całe życie mieszkam 20km od morza, kocham morze. Jestem silnie związana emocjonalnie ze Słupskiem, tu się urodziłam, mieszkam, skończyłam studia i mam pracę. Uwielbiam spacery brzegiem morza, widok za równo spokojnego błękitu jak i rozszalałych fal. A emocje pełnią ogromną rolę, od nastroju w jakim jestem, zależy w znacznej części charakter utworu. Muzyka jest odzwierciedleniem emocji, tego co siedzi w środku. Czasami na pytanie „Co ci jest?” odpowiadamy „nic” i nie mamy ochoty mówić. Z muzyką jest inaczej. Jak jestem szczęśliwa, to zazwyczaj powstają utwory energiczne, szybkie, a kiedy dopada mnie smutek, to wtedy coś bardziej nostalgicznego. Często inspiracją jest rzecz z pozoru zwykła, nie mająca dla kogoś innego większego znaczenia. Tak było w przypadku utworu „A World of Signs”. M.W.: Na tym nowym materiale słyszę dźwięki z dość odległych kulturowo krain muzycznych np. utwór „Night Egipt”  zaskakuje podejściem do warstwy brzmieniowej, jest tu sporo ozdobników dźwiękowych, które miło mnie zaskoczyły. Elementy orientalizmu, partie orkiestracji elementy techno – beatu są fajnym urozmaiceniem w twojej el-muzyce. Wiem, że nie jest to do końca oryginalne, bo jest sporo muzyków wykorzystujących ten sposób wykorzystywania bogatej biblioteki dźwięków . Skąd w twoim przypadku czerpiesz wspomnianą paletę barw syntetycznych i nie tylko tych dźwięków?A.S.: Myślę, że znaczną rolę odegrały studia. Skończyłam I stopień studiów kierunku „Edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej z pedagogiką wczesnoszkolną i przedszkolną”, gdzie mieliśmy mnóstwo muzyki klasycznej zarówno do słuchania jak i grania. Osłuchanie z klasyką otworzyło mnie też na brzmienia klasyczne, dzięki temu sama zaczęłam się uczyć grać na flecie poprzecznym. Moje upodobania co do muzyki orientalnej, miłość do elektroniki sprawiła, że postanowiłam zrobić taki miks: etniczne, ale współczesne.

 M.W.: Zainteresował mnie utwór „Last Flight”, czy ta melancholijna muzyka z dzwonami w tle to  hołd dla poległych w katastrofie Tupolewa w 2010 roku?

A.S.: Dokładnie tak, utwór ten powstał specjalnie na składankę El Stacji, która jest hołdem dla ofiar. Postanowiłam go umieścić na tej płycie ze względu na tematykę, ponieważ cała płyta odnosi się w pewien sposób do podróży (Night In Egypt, See Shore). Samolot jest jednym ze środków transportu, ale niestety zdarza się, że coś pójdzie nie tak i dochodzi do katastrofy. O tym nie należy zapominać, nie chodzi tu już tylko o kwestie Tupolewa, ale ogólnie o te mniej przyjemne strony podróży. Niedawno mieliśmy kolejną katastrofę, tym razem doszło do zderzenia pociągów. Czasami myślę, że takie sytuacje są jakimś znakiem, los wysyła w tak drastyczny sposób sygnał, aby zwrócić na coś uwagę, bo niestety ludzie nie dostrzegają problemów i zajmują się naprawianiem tego dopiero po tragedii. Smutne jest to, że żeby na poważnie zająć się jakimś problemem trzeba śmierci ludzi: wtedy wszystkim otwierają się oczy.

M.W.: Jesteś młodą osobą i myślę że nasze pierwsze spotkania z muzyka są rożne, jednak różnica wieku (smile) robi swoje. Ciekawi mnie jak wyglądała Twoja percepcja muzyki w okresie jej poznawania, jakie media ci towarzyszyły? W moim przypadku, kilka dekad temu, radio tworzyło radiowy teatr wyobraźni…
Jak ty i twoje pokolenie odbiera słuchanie muzyki przez radio, czy według ciebie te medium ma szanse wabić artystyczne dusze?

A.S. Jak ja byłam mała, to u mnie leciała głównie muzyka z lat 60-80. Na początku poznawałam właśnie taką muzykę. W roku 2007 odkryłam elektronikę poprzez J.M. Jarre’a i wtedy właściwie zaczęło się moje ukierunkowanie w muzykę elektroniczną. Ciagle mimo wszystko preferowałam muzykę instrumentalną, na słowa i tekst w ogóle nie zwracałam uwagi. Głos wokalisty, owszem, interesował mnie, ale to co on, czy ona śpiewała, to już było kwestią dalszoplanową. Pewnie dlatego uwielbiam muzykę włoską, piosenkę francuską i tradycyjną muzykę mongolską. Interesowała mnie zawsze warstwa brzmieniowa utworu. Stąd pewnie ukierunkowanie w stronę elektroniki, która ma chyba nieograniczone możliwości kreowania brzmień. Radio i telewizja są potężnym medium. Szkoda, że wartość muzyki jaką prezentują jest najczęściej mizerna… Wśród młodzieży królują utwory właśnie te, które są wszędzie, w większości stacji radiowych, w telewizji, które są łatwo dostępne, nie trzeba ich szukać. Do muzyki bardziej wartościowej często trzeba samemu docierać, szukać jej, co wiąże się z wysiłkiem i poświeceniem czasu. Szkoda, że młodzież z tego nie korzysta, bo wiele traci.

M.W.: Dość oryginalnym przyznam tematem Twojej pracy licencjackiej  był temat niezwykłego instrumentu – Thereminu. Kiedy słucham tych niesamowitych dźwięków, mam wrażenie uczestnictwa w muzykoterapii. Coś musi być w tych dźwiękach. Mam wrażenie, że one mnie uspokajają. Powiedz, czy w ogóle muzyka jest taką muzykoterapią . Albo medium, które ma właściwości lecznicze? Jak Ty odbierasz wlaściwości muzyki w ogóle?

A.S.: Każda muzyka ma wpływ na człowieka, tak więc samo słuchanie muzyki można uznać za muzykoterapię. Ludzie będący weseli słuchają wesołej muzyki, który podnosi ich radość, natomiast ci, którzy są smutni, słuchają smutnej muzyki, aby pogłębić tak zwany ‘dołek’. To tylko 2 najbardziej popularne przykłady na to, że muzyka ma wpływ niezależnie od gatunku. Muzyka jest w stanie uspokoić i pobudzić, nie na darmo jest podział na muzykę taneczną, relaksacyjną, filmową itd. Muzyka taneczna musi mieć wyraźny i charakterystyczny rytm, aby można było tańczyć, relaksacyjna pomaga w wyciszeniu i pomaga zasnąć, czy zrelaksować się, a muzyka filmowa ma podkreślać nastrój danej sceny w filmie. Muzyka jest potężnym medium, które można wykorzystać w celach leczniczych, nie tylko w kwestii słuchania, a także grania. W swojej pracy opisywałam Theremin jako narzędzie służące do terapii dzieci niepełnosprawnych. Według mnie instrument ten ma szansę otworzyć drogę do muzyki wielu dzieciakom, które z powodów niezależnych ani od siebie, ani od rodziców po prostu nie mogą grać. Theremin posiada cechę, która z jednej strony utrudnia grę: niczego się nie dotyka, nie ma punktu odniesienia, nie wiadomo gdzie dokładnie leży dźwięk (jak np. klawisz fortepianu, czy struna w gitarze), więc precyzyjne granie jest bardzo trudne. Ale niczego się nie dotyka, więc grający nie musi mieć sprawnych palców, aby w ogóle grać! To jest szansą dla dzieci, które np. doznały urazów rąk, czy dłoni i nie mogą np. złapać smyczek, czy uderzyć w klawisz. Ja osobiście nie tylko grę na instrumencie, ale wszelką działalność muzyczną odbieram jako przejaw ekspresji, rozwój własnej osobowości, sposób wyrażenia siebie, swoich upodobań. Właściwości muzyki są ogromne: od wyrażenia swoich poglądów, przedstawienia upodobań, nastroju, przekazanie emocji, po wpływ na stan emocji, kształtowanie osobowości, a nawet zmiany fizyczne. Kwestia tylko odpowiedniego dobory środków i metod, a możliwości są ogromne!

M.W.: Wiem że słuchasz rożnej muzyki,  czy masz jakieś marzenie odnośnie komponowania muzyki z zupełnie innej półki,  chodzi mi o rock progresywny? Utwór „Przebudzenie” z Twojego jeszcze nie wydanego albumu „Signs Of World”  to utwór z wokalem twojej koleżanki, stąd moje zapytanie czy jest szansa wysłuchać kiedyś Anny Sójkowskiej w materiale pop rockowym albo progresywnym?


A.S.: Szczerze? Nie wyobrażam sobie siebie w roli kompozytorki rocka. Grałam w zespole rockowym, fakt, co najśmieszniejsze jako basistka, ale nie jest to moja muzyka, rocka lubię bardzo wybiórczo. Piosenka powstała pierwotnie w wersji instrumentalnej. Po opublikowaniu nagrania na forum jeanmicheljarre.pl koleżanka o nicku Nina postanowiła dopisać słowa. Długo się zbierałam do nagrania tego utworu w formie wokalnej, aż w końcu jak postanowiłam stworzyć nowy projekt, umieściłam na nim kilka utworów powstałych wcześniej, dokomponowałam kilka, a także zrobiłam piosenkę z utworu „Przebudzenie” no i dzięki Patrycji Baczyńskiej udało się. Czy jest szansa wysłuchać mojego albumu pop – rockowego? Nie wiem, na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie siebie w tej roli, ale nie wiem co będzie za rok, dwa trzy, tak więc nie wykluczam takiej opcji oczywiście, tym bardziej, że chcę spróbować nagrać utwór z gitarą, a pomoże mi w tym kolega, który jest gitarzystą, Maciek Cichosz.


M. W.:  W wywiadzie dla Damiana Koczkodona znalazłem kilka istotnych informacji odnośnie Twojego instrumentarium. Powiedz, czy udało ci się zdobyć nowe instrumenty, czy jest coś coś co Ciebie w tej kwestii frapuje i zadziwia, choć technologia wciąż idzie do przodu.  Masz jakieś marzenie odnośnie nowego syntezatora?

A.S.: Jedynym nowym instrumentem jest mongolski morin khuur. Nie planuję jak na razie kupna nowego instrumentu. Mnie zadziwiają elektroniczne instrumenty ze względu na brzmienie. Instrumenty akustyczne mają małe możliwości sonorystyczne, natomiast syntezatory dają możliwości ogromne! Nie tylko w kwestii kreowania brzmienia, ale nawet modulacji, regulacji, filtrów, obwiedni, wiele rzeczy można robić w czasie rzeczywistym i na bieżąco regulować brzmienie, tworzyć arpeggia… Tyle brzmień w jednym, czasami nie dużym urządzeniu. Marzenie co do nowego syntezatora? Moje marzenie syntezatorowe jest realne od roku 1973 i nazywa się Minimoog, ale na dzień dzisiejszy cena dla mnie (niestety) zaporowa…

M.W.: Życzę Ci więc dobrego odbioru przez słuchaczy nowej płyty i realizacji cyfrowych marzeń. Dziękuję serdecznie za wywiad!

Mariusz Wójcik 

Całość możecie przeczytać tutaj.