Informacja o Festiwalu The Day of Electronic Music Cekcyn 2013

plakat_cekcyn

Poniżej informacja od organizatorów VIII edycji Festiwalu „The Day Of Electronic Music” :

Miło nam poinformować, że w dniu 20 lipca 2013 odbędzie się ósma już edycja festiwalu:
 

The Day of Electronic Music Cekcyn 2013

Niestety, Festiwal będzie trwał w tym roku tylko 1dzień 🙁
Koncerty odbywać się będą w amfiteatrze nad jeziorem, a nie na plaży, jak w ubiegłych latach. W razie nie pogody, impreza odbędzie się na w hali widowiskowo-sportowej.
Rozpoczęcie imprezy planowane jest na godzinę 19:30 a wystąpią w kolejności:

1. Soundwalker
2. Endorphine
3. VANDERSON
4. OPERATORS
5. Electronic Revival
6. Beside Logic

W imieniu organizatorów serdecznie zapraszam !

Marcin Melka

 

Wielki powrót „Endorphine” !

endorphine

Miło mi poinformować, że grupa „Endorphine” wraca do grania ! Na Facebooku lider zespołu Adam „Smok” Bórkowski utworzył  profil grupy. O grupie „Endorphine” wspominałem już w listopadzie ubiegłego roku w wywiadzie przeprowadzonym przez Damiana Koczkodona. Oto garść informacji z profilu grupy (źródło : Facebook) :

Co by nie zapomnieć 😉 20 lipca 2013 na festiwalu The Day of Electronic Music w Cekcynie będziemy mieli pierwszy raz zaprezentować się całą trójką (Piter,Kenny i Smok) oraz wykonać troszkę muzyki którą mieliśmy okazję razem skomponować. Pozdrawiamy i do zobaczenia.

Marcin Melka 

Laura Lewicka : „Dalej będę robiła to, co kocham”

laura_lewicka18 sierpnia 2012 roku w Cekcynie odbył się charytatywny koncert muzyki elektronicznej pt. „Zagrajmy na rzecz poszkodowanych w gminie Cekcyn”, o czym wspomniałem wcześniej tutaj. W godzinach wieczornych wystąpił Aleksander Lasocki, który zaprezentował jedną z odmian elektronicznej muzyki : trance. Powiem, że taka muzyka o tej porze dobrze wpłynęła na pozostałych uczestników koncertu w Cekcynie. Po bardzo spokojnych utworach było dużo dynamicznej muzyki. Na scenie, oprócz Aleksandra Lasockiego  pojawiła się Laura Lewicka, która zaśpiewała kilka wokaliz w jego utworach.  Swoim śpiewem nadała tym utworom wiele pozytywnej energii oraz pięknych barw. Dodam, że w głosie Laury jest coś, co przyciąga słuchaczy, a mianowicie barwa. Jeśli tak dalej pójdzie, to Laura ma szansę stać się polską Julią Messenger lub Lisą Gerrard w klasycznej muzyce elektronicznej i nie tylko :-). Trzymajmy kciuki za dalszą karierę Laury ! Tymczasem zapraszam czytelników do przeczytania wywiadu oraz posłuchania śpiewu Laury.

 

Marcin Melka    

Dariusz Pielaciński : „Trzeba zrozumieć istotę muzyki elektronicznej”

ddddddPolecam wywiad Damiana Koczkodona z Dariuszem Pielacińskim :

– Termin El-muzyka Ci nie leży, jak ją więc definiujesz?

D.P.: Space music.

– Czy wśród muzyków grających space music przyjaźnisz się z kim szczególnie?

D. P.: Tak, szczególnie ze wszystkimi z którymi kiedykolwiek grałem na scenie.

– Czy utrzymujesz się z grania muzyki, a jeśli nie, jak godzisz te pasję z resztą spraw?

D.P.: Dobre pytanie. I tak i nie, to kwestia zrozumienia czego oczekujemy i co chcemy osiągnąć. Jestem na etapie poszukiwania pracy. Muzyka z kolei, daje mi dodatkowy dochód do renty socjalnej, a renta jest głodowa.

– Jednym wystarczy nagranie kilku utworów, innym płyty, innym zorganizowanie koncertu. Jaka jest Twoja wizja? Kiedyś chciałeś zrobić widowisko multimedialne w centrum Paryża.

D.P.: Za darmo?

– A tego to nie wiem.

D.P.: No właśnie, to jest pasja i zawsze będzie pasja, niezależnie od tego czy będę na tym zarabiał czy nie.

– Ok. Jak ona determinuje Twoje życie, ile czasu Ci zabiera?

D.P.: Jest taka przypowieść:
Pewna dama podchodzi do Rubinsteina po koncercie i mówi:
– Ach, oddałabym życie żeby grać na fortepianie tak jak Pan…
Na to Rubinstein odpowiada:
– Właśnie tak zrobiłem.

Jeżeli nie jesteś w stanie poświęcić życia swojej pasji, pozostaniesz tylko zwykłym rzemieślnikiem.

– Mieszkasz w stolicy, dużym mieście, gdzie jest paru innych kolegów parających się El-muzyką. Spotykacie się na piwie, jammujecie, planujecie jakieś koncerty, czy to nie ma znaczenia?

D. P.: Prędzej zagrasz koncert w małym mieście niż w stolicy. El-muzyka, choć nie uznaje tej nazwy, ponieważ kojarzy się bardziej z disco polo, muzyka elektroniczna przechodzi pewne ewolucje. Trzeba zrozumieć istotę muzyki elektronicznej, a nie próbować na siłę ją zaszufladkować, jak to zrobiono w Polsce. Nigdzie na świecie nie jest znany gatunek muzyki określany jako El-muzyka, a takie metropolie jak Warszawa nie lubią czegoś, co tak naprawdę nigdy nie istniało w znaczeniu międzynarodowym, poza tym Warszawa lubi rock i zabawę. Jeżeli elektronika – to musi być w najlepszym wykonaniu lub odpowiednie bity. Jak powiem ze gram El-muzykę, to wszyscy robią kwaśne miny, albo mówią ze to bardzo niszowe. Electro, downtempo, ambient, to już jest prędzej przyswajalne.

– Czy po albumie „Future Eye” (2004) wydałeś coś jeszcze, czy satysfakcjonuje Cię fakt że Twoja muzyka krąży po Internecie i to wystarczy.

D.P.: Oczywiście ze nie, ale od czegoś trzeba zacząć a inaczej nie ma możliwości dotarcia do słuchacza w sposób bezpośredni jak przez Internet, tutaj masz możliwość wyboru. W 2006 roku ukazała się „Magia życia” a dwa lata później „Intymność”. „Intimacy” była puszczana w Holandii i w Anglii.  Jedną z moich płyt posiada J.M.Jarre i prezentował ją w swoim radio.

– (Właśnie się dowiedziałem że J.M.Jarre ma swoją stację radiową). Interesujesz się filozofią, psychologią, jak uważasz – w jakim kierunku zmierza muzyka.. Czy granie z laptopa zastąpi klasyczne instrumenty, czy to przejściowa moda?

D.P.: Nic nie zastąpi klasycznych instrumentów, przynajmniej strunowych, zbyt skomplikowany algorytm.

– Czego słuchasz w wolnej chwili?

D.P.: Klasyki i wszystkiego po trochu, nie mam określonych preferencji, jak jest dobry metal to też posłucham.

– Na czym teraz grasz?

D.P.: Jeżeli chodzi o instrumentarium to Korg N5ex i laptop z całą masą wtyczek VST i sterownik midi M-Audio, oraz czasem używam Wii od Nitendo jako sterownika midi. Planuję zakup gitary, to jednak instrument niezbędny w pracy kompozytora.

– Piszesz sztuki teatralne, ktoś już jakąś wystawił, czy to tylko do szuflady?

D.P.: Nie, sztuki były wstawiane w kilku teatrach.

– Jaka tematyka?

D.P.: Ludzka, ukryte marzenia, pragnienia, troski, decyzje, to co nas otacza.

– Powiedziałeś kiedyś że nie lubisz okazywania litości, dalej tak uważasz?

D.P.: Tak, litość to pewna forma upokorzenia.

– Myślę że to zależy od kontekstu sprawy, ale OK. Podobno lubisz poezję, czy zdarzyło Ci się skomponować muzykę pod wpływem jakiegoś wiersza?

D.P.: Owszem, nie tylko wierszy, ale całej prozy i powieści, tak jak np. napisałem cala sztukę, łącznie z muzyką i scenografią do własnego wiersza. Wiersz był tak skomplikowany w deklamacji, że nie dało się jego przedstawić w żaden inny sposób. Następnym krokiem było umuzycznienie prozy Stanisława Lema: Future Eye.

– Czy Twoja narzeczona Monika również podziela tę pasję?

D. P.: Tak, ma dużo wspólnego z muzyką.

– To miłe że muzyka łączy ludzi…

D.P.: I nie tylko.

– Piszesz wiersze, komponujesz muzykę, jesteś fanem prozy Lema.. co jeszcze warto o Tobie wiedzieć?

D. P.: Jestem grafikiem i informatykiem.

– I znasz kilka języków. Nad czym teraz pracujesz?

D. P.: Ostatnio siedzę nad nowym materiałem, roboczy tytuł „Earth!”. Tym razem podjąłem temat: Ziemia, i jej istnienie, historia i życie, przyszłość, przeszłość i teraźniejszość, będzie trochę downtempo, electro, ambientu i space.

– Ostatnie pytanie Darku: Co lubisz, co kochasz, czego nienawidzisz?.

D.P.: Lubię gotować, kocham piękno Sztuki, nienawidzę głupoty.

Dziękuję Ci za wywiad.

D.P.: Ja również dziękuję.

Damian Koczkodon

Ania Sójkowska : „Proces tworzenia to uzewnętrznienie emocji”

ania_sojkowska– W którym momencie  zadecydowałaś że będziesz zajmować się muzyką elektroniczną na poważnie? Czy stało się to podczas koncertu w ramach  „VI Ogólnopolskiego Konkursu Muzyki Elektronicznej – Tuchola 2008” a może wcześniej?

A.S.: Muzyka towarzyszy mi od czasu kiedy skończyłam 7 lat, a z konkursami mam styczność od 2004 roku. To jednak zupełnie coś innego, takiego konkursy to granie typowo keyboardowe: styl plus melodia, a nazwa z repertuarem ma wspólne jedynie to, ze wykonawcy grają na instrumentach elektronicznych. Fascynacja muzyką typowo elektroniczną zaczęła się w roku 2007 od muzyki Jean Michel Jarre’a. Jeszcze w tym samym roku pojawił się mój pierwszy syntezator, Roland D50. Właściwa decyzja zapadła, kiedy zdecydowałam się podjąć studia muzyczno-pedagogiczne (kierunek Edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej z pedagogiką wczesnoszkolną i przedszkolną), czyli w ostatniej klasie liceum w 2008r. Wtedy nawet nauka do matury odeszła na drugi plan. Zaczęło się inwestowanie, pojawił się Fantom, oraz pierwsze próby komponowania. W tym momencie odstawiłam keyboard na bok na rzecz syntezatorów.
  –  Rok 2010 obfitował dla Ciebie co najmniej w dwa ważne wydarzenia. W lutym zaczynasz grać na thereminie. To widowiskowe ale z pewnością i niełatwe zajęcie. Możesz przybliżyć jak do tego doszło?
A.S.: Fascynacja tym instrumentem pojawiła się wraz z zapoznaniem z muzyką Jarre’a. Oczarował mnie nietypowy dźwięk tego instrumentu oraz fakt, że aby na nim grać, nie trzeba kompletnie niczego dotykać. Wtedy nawet na myśl mi nie przyszło, że na tym dziwadle można zagrać jakąkolwiek melodię. Zaczęłam przeszukiwać internet i jednym z pierwszych znalezionych filmów z grą na tym instrumencie był fragment koncertu Lydii Kaviny, na którym grała „Claire de Lune” Cloude’a Debussy’ego. To było coś, co jeszcze bardziej zaciekawiło mnie i pogłębiło fascynację. Wraz z przeszukiwaniem innych materiałów na ten temat pojawiła się chęć kupna tego instrumentu. Z pomocą znajomych z forum Jarre’a w 2008 roku udało mi się kupić pierwszy instrument, theremin model B3, sprowadzony  zza oceanu, którym nie nacieszyłam się zbyt długo, ponieważ zepsuł się i po próbach naprawy nie wrócił do stanu w jakim powinien być. Grało się na nim fatalnie. Właściwie nie dało się na nim grać, a dźwięki, które produkował były niesamowicie wysokie i irytujące. Jednak to mi nie wystarczyło. Od lutego 2010 jestem szczęśliwą posiadaczką thereminu firmy Moog i tak naprawdę od tego momentu liczę moją przygodę z tym instrumentem i faktyczną naukę gry. Przesiadka z mizernego B3 na Etherwave była jak przejście z Malucha do Mercedesa A. Oczarował mnie ten instrument i najchętniej na nim właśnie gram. Aczkolwiek początki były ciężkie i pojawiały się chwile zwątpienia…
– W maju ub. roku dałaś koncert w Mogilnie. Mam wrażenie że wyjechałaś stamtąd  bogatsza o parę przyjaźni.
A.S.: O tak, szczególnie jedna znajomość w dniu dzisiejszym jest dla mnie bardzo ważna. Każde spotkanie w jakimś stopniu zbliża ludzi, tym bardziej, że zazwyczaj ekipa jest stała, lub są małe zmiany. Miło było nie tylko spotkać się na obiedzie i porozmawiać, ale także stanąć na scenie i zagrać. Z Mogilna wyjechałam nie tylko bogatsza w przyjaźnie, ale także nowe doświadczenia, z których najważniejszym jest wspólne jam session, które grałam pierwszy raz w życiu.
– Pośród wykonywanych i reklamowanych przez Ciebie w Internecie kompozycji obok szkolnych klasyków coraz więcej jest  utworów Twojego autorstwa. Najbardziej znany, przebojowy The Sunny Day, dynamiczny  Running, pełen  energii The Gravity. Ale też i egzotyczne: Night in Egypt,  Antique world i poważniejszy w klimacie Przebudzenie. Czy w przyszłości zamierzasz komponować dłuższe, bardziej skomplikowane utwory?

A.S.: Myślałam nad tym, mam plany, które w końcu przydałoby się zrealizować. Chciałabym zrobić coś w klimacie totalnie innym niż ten, z którego jestem znana i przede wszystkim użyć thereminu. Co mi z tego wyjdzie, nie mam pojęcia. Mam już plan, koncepcję, jednak zakręty życiowe zamroziły na jakiś czas moją muzykę. Pomału na szczęście lody topnieją, więc niebawem zabieram się do pracy nadrobić zaległości.
–  Na najnowszych Twoich zdjęciach  zauważyłem że powiększyło Ci się  instrumentarium, to już nie 2-3 klawiatury, ale wręcz mini studio!  Możesz pochwalić się ostatnimi nabytkami?
A.S.: Jako pierwszy pojawił się Roland D 50. Potem pojawiły się organy kościelne Yamaha Electone B55 z ’78 roku, Fantom G8, który jest dla mnie podstawą, oraz mój wymarzony Moog Micromoog i theremin Moog Etherwave Standard. W roku 2010 zajęłam II miejsce na konkursie w Cekcynie, gdzie wygrałam syntezator softwarowy Omnisphere. Oczywiście niezmiennie od 2005 roku mam moją Yamahę PSR 1500, a do tego flet poprzeczny, na którym sama uczę się grać, oraz dość nietypowy i niespotykany w Europie instrument: Morin Huur. Morin Huur jest narodowym instrumentem mongolskim, a z racji, że miałam przyjemność w wakacje pracować z zespołem Nuudelchin Ayalguu z Mongolii, to przeżywam sporą fascynację tradycyjną muzyką mongolską. Właśnie od nich odkupiłam morin huur i uczę się na nim grać. Jest to instrument składający się z 2 strun z włosia końskiego, którego brzmienie jest podobne do skrzypiec. Może wykorzystam to w jakiś sposób w elektronice…
– Deklarujesz fascynację muzyką klasyczną, rockiem, jazzem i ciepłe uczucia do muzyki Marka Bilińskiego, Dietera Wernera oraz J.M.Jarre’a. Czy masz w planach poznać nagrania innych klasyków tego gatunku np. Klausa Schulze czy Tangerine Dream?

A.S.: Oczywiście, że znam wymienionych artystów, ponadto bardzo lubię Frederica Rousseau album ‚Travels’, który jest mieszanką elektroniki i muzyki etnicznej, uwielbiam Marka Shreeva i Redshift, Vangelisa, czy Sławomira Łosowskiego. Mogłabym wymieniać i wymieniać, ale myślę, ze wciąż znajdzie się coś nowego, coś co mnie zainteresuje, co mnie pochłonie totalnie. Tego nie można zaplanować, to wychodzi samo z siebie, spontanicznie. A to coś pod słyszę, ktoś ciekawy pojawi się w El-Stacji, a to ktoś podzieli się ciekawym linkiem, czy poleci zespół, lub wykonawcę. Ciężko w tym momencie zaplanować, że np z dniem 25 września zaczynam zagłębianie się w muzykę Klausa Schulze. Mi się wydaje, że to jest inaczej. Człowiek zmienia się, zmienia swoje gusta i przyzwyczajenia. Nieraz do czegoś musimy dorosnąć, a z czegoś innego z kolei wyrastamy. Ten mechanizm jest nieprzewidywalny i nie wiem kto mnie w przyszłości zainteresuje, zafascynuje, a kto mi się znudzi. Wszystko pokaże czas.
– Lubisz naturę, czy jest ona dla Ciebie źródłem inspiracji?
A.S.: Oczywiście, ze tak. Od zawsze interesowałam się zarówno zwierzętami, jak i elementami nieożywionymi, zwłaszcza pogodą i geologią. Tytuł mojej pierwszej płyty i okładka jest między innymi nawiązaniem do ulubionej pogody chyba nas wszystkich, czyli pięknego, słonecznego dnia. Również pojedyncze utwory są inspirowane naturą, np Volcano, Night in Egypt, wspomniany The Sunny Day. Natura, to takie coś, co otacza wszystkich, na każdego ma jakiś wpływ, większy, mniejszy ale ma. Nie da się żyć bez natury i przyrody, można powiedzieć, że jesteśmy na siebie skazani. Jeśli chodzi o inspirację, to podejrzewam, że wiele osób czerpią ja właśnie z natury. A dlaczego tak jest? Tutaj rządzą nami emocje. Inne, kiedy podziwiamy piękną tęczę nad wodospadem, a inne, kiedy widzimy potężna falę niszczącą wszystko na swojej drodze, inne, gdy widzimy w oddali spektakularne wyładowania atmosferyczne, a inne, kiedy widzimy potężną erupcję wulkaniczną. Każdemu zdarzeniu towarzyszą emocje, a proces tworzenia to w pewien sposób uzewnętrznienie emocji, które nam towarzyszą. Ja staram się przekładać to na dźwięki, jak malarze na kolory. Inny charakter ma Sunny Day, a inny Volcano.
 – Uczysz się, nagrywasz, grasz w zespole rockowym jako basistka, jak znajdujesz na to czas?
A.S.: Z zespołem rockowym już nie współpracuję, każdy poszedł w swoją stronę. Mam jednak inny zespół, w którym gram już drugi rok, studiuję, pracuję jako nauczycielka angielskiego w przedszkolu, ostatnio dostałam rolę w spektaklu muzycznym „Apokryf kołobrzeski”, oczywiście jako ‚syntezatorzystka’, a także jako nauczyciel w szkole Yamaha. Oczywiście uczę keyboardu. Mam swoich uczniów, z którymi jeżdżę na konkursy, mam swój zespół keyboardowy, zdolne dzieci wymagają więcej czasu, trudniejszego repertuaru i większej ilości pracy. Ale efekty są, staram się oczywiście zaszczepić elektronikę i na szczęście mi się to udaje. Ostatnio mój uczeń zapytał mnie, czy znam Kraftwerk, bo on bardzo lubi ten zespół. Myślę, że warto dodać, ze ma 10 lat, a ja nie mówiłam mu nigdy o nich. Dla mnie to dobry znak, ze dzieciaki chcą same i grać i poznawać tę muzykę. A jak znajduję czas? Dla chcącego nic trudnego, aczkolwiek bywają momenty, ze jestem wyczerpana totalnie, ale za to satysfakcja jest nieziemska.
 – Masz na pewno wsparcie swoich rodziców,  nowego chłopca i znajomych z EL-Stacji. Twoje muzyczne plany na przyszłość?
  A.S.; Mam wsparcie bardzo duże, rodzice choć nie muzyczni (mama księgowa, tata stolarz) to w pełni rozumieją moją pasję, wspierają i popierają to co robię. Od niedawna jestem w szczęśliwym związku z Łukaszem, z którym znam się co prawda od dawna, bo od koncertu coverów Jarre’a w Lęborku w 2008 roku. Wiem, ze on mnie będzie również wspierał, ponieważ tak jak i ja jest zafascynowany elektroniką, był nawet w Mogilnie na moim koncercie, więc o to z jego strony jestem spokojna. Znajomi z El-Stacji są moimi pierwszymi (poza oczywiście rodzicami) odbiorcami mojej muzyki, wiele razy się spotykaliśmy na różnych koncertach i zlotach, gdzie mieliśmy okazje poznać się bliżej i porozmawiać. Muzyczne plany na przyszłość? Przygotowanie moich uczniów do koncertów i konkursów, zaszczepianie w nich pasji i miłości do muzyki, a także doskonalenie swojej warsztatu zarówno dotyczącego techniki gry na wszystkich instrumentach (klawiszowych, flecie poprzecznym, thereminie i morin huurze), a także rozwijanie umiejętności kompozytorskich. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko pogodzić i zrealizuję wszystkie plany i marzenia.
– Czego serdecznie Ci życzę i dziękuję za wywiad 😉
A.S.: To ja dziękuję za to, że chciałeś go ze mną przeprowadzić.
                                                                                                               Damian Koczkodon

Dariusz Pielaciński : „Wszystko co nas otacza, jest źródłem inspiracji”

 

ddddddM.Wójcik  : Darek, na stronie  http://daro.mp3.wp.pl/   gdzie można poczytać wiele interesujących informacji o tobie pada słowo Emotronika czyli jeden ze stylów muzycznych   Dariusza Pielacińskiego.  Wyjaśnij mi proszę cóż to za styl i jak widzisz w ogóle szufladkowane muzyki, bo czy czasem to nie jest to  ślepy zaułek artystycznych poszukiwań nie tylko muzyków 21 wieku?

Dariusz  Pielaciński  :   Emotronika to nie jest mój pomysł, jest to gatunek muzyczny powstały już w latach 90 ubiegłego stulecia,jest to połączenie Emo i elektroniki. Aczkolwiek gatunki muzyczne teraz to jeden wielki kocioł, jedne zmieniają nazwy. drugie powstają na bazie kolejnych itd. ogólnie nie jestem zwolennikiem szufladkowania jakiejkolwiek sztuki, ale cóż, media i krytycy lubią mieć wszystko pookładane tematycznie, nie jest to związane w ogóle z jakimkolwiek artyzmem, natomiast trzeba poszukiwać nowych inspiracji, źródeł emocji, nowych rozwiązań, koncepcji i barw, czyli jak to śpiewał Wojciech Młynarski – Róbmy swoje….
M.W :  Co sądzisz o nowej el muzyce, nie jesteś zbytnio aktywny, ale czy ta muzyka ma według ciebie nadal popyt?
D.P  :Moim zdaniem nie ma starej czy nowej el muzyki. o ile w ogóle istnieje. Z całym szacunkiem, ale definicja el muzyki nadal budzi wiele kontrowersji. Chociażby dlatego, że na świecie nie ma takiego gatunku muzycznego. Z tego co słyszałem, el muzyka została stworzona na potrzeby Polskiego Radia, co już wzbudza kontrowersje. Ja kompletnie nie wiem czy ja kiedykolwiek grałem ten gatunek, naprawdę nie wiem. Miałem swego czasu taki przypadek, puściłem utwór el muzyki amerykańskiemu gościowi  informując go przy tym, że jest to el muzyka, on z ciekawości otworzył oczy i uszy, po przesłuchaniu powiedział tak: Derek, to jest bardzo ciekawy chillout!
M.W :  Jak wiem jesteś człowiekiem otwartym na artystyczne wyzwania nie będę pisał o twoich zainteresowaniach, bo kolega Damian Koczkodon wypytał ciebie (http://elmuzyka.blogspot.com/2011/12/dariusz-daro-pielacinski-trzeba.html ) o pozostałe twoje pasje. Ale mam wrażenie, że jesteś facetem w pełni świadomy swych talentów poza muzycznych.Czy nadal poszukujesz swojej oazy intelektualnej?
D.P :  O, tak! W dobie niesamowitego rozwoju technologii i sposobów konfrontacji z odbiorcami, jest niemożliwym, abym przestał się rozwijać. Poszukiwanie nowych bodźców dla stworzenia kolejnych dzieł, to czyni człowieka coraz bardziej atrakcyjnym i ciekawym. To znaczy, że dany człowiek ma dużo do opowiedzenia, przekazania swoich myśli w inny sposób niż konwencjonalny. Kto wie, może powstanie kiedyś muzyka telepatyczna, albo niewidzialny obraz. Wszystko co nas otacza jest źródłem inspiracji.
M.W :  Jak w dobie kryzysu ekonomicznego i utraty wiary Dariusz Pielaciński zamierza znaleźć sobie swój azyl? Czy w tym konsumpcyjnym świecie jest miejsce dla wrażliwych ludzi czy też ludzi dobrej woli?
D.P : Na pewno istnieje takie miejsce i czas, w którym każdy człowiek zatrzymuje i trwa w zachwycie. Kryzys ekonomiczny w ogóle nie ma wpływu na jakakolwiek sztukę. Po to ona jest, żeby wyciszyć pęd tego świata i pomagać przeżyć najgorsze momenty życia.
M.W :  Dziękuję za odpowiedzi.
Mariusz Wójcik
Całość możecie przeczytać tutaj.  Zapraszam do obejrzenia koncertu Darka w Cekcynie.

Polscy muzycy elektroniczni dla Cekcyna – zapis video

trabaNa początku bieżącego miesiąca napisałem o moich wrażeniach z koncertu polskich muzyków dla poszkodowanych podczas lipcowej tragedii, który się odbył w dniu 18 sierpnia br. w Cekcynie. Powróćmy zatem do koncertu jeszcze raz. Przed Państwem   polscy muzycy elektroniczni dla Cekcyna :

 

Marcin Melka

Zaszufladkowano do kategorii Blog | Tagi:

Łódzcy artyści dla Cekcyna !

14 lipca 2012 roku w regionie Kujawsko-Pomorskim i Pomorskim doszło do tragedii. Około godziny 17.00 oczom mieszkańców gminy Cekcyn, Tuchola oraz okolic ukazał się złowrogi widok. Lej wychodzący z chmur dotknął ziemi, niszczył wszystko co napotkał na swojej drodze. Potężny wiatr zrywał dachy z domów, przewracał samochody, łamał drzewa, odebrał jedno życie ludzkie. W wyniku trąb powietrznych rannych zostało 10 osób, ponad 100 rodzin zostało pozbawionych dachów nad głową, niektórzy potracili całe dobytki, ich domy zostały zrównane z ziemią. 400 ha lasów zostało zniszczonych, wiatr łamał 70 letnie sosny jak zapałki. Zniszczone zostały domy, szkoły, pola, lasy. Gmina Cekcyn jest jedną z najbardziej poszkodowanych gmin. Właśnie dlatego nasz pomysł i organizacja koncertu – pomóżmy mieszkańcom gminy Cekcyn, Tuchola i okolicom. Łódzcy Artyści, Drodzy Łodzianie łączmy się! Wspólnie pomóżmy ofiarom trąb powietrznych! Stwórzmy wspólnie wspaniały koncert, zagrajmy dla Cekcyna! Muzyka łagodzi obyczaje, niech zatem załagodzi ból spowodowany tragedią. Zabrzmi dla nas m.in.: Jazz, Rock, Elektronika, Pop, Funk i wiele innych, niech nasza pomoc jak muzyka i sztuka nie znają granic. Zagrajmy na rzecz poszkodowanych w Gminie Cekcyn i okolicach, razem w koncercie pt. „Żegnaj Lato Na Rok – Łódzcy Artyści Grają Na Rzecz Poszkodowanych w Gminie Cekcyn” w dniu 22 września 2012 na terenach zielonych przy Bałuckim Ośrodku Kultury LUTNIA w Łodzi.Poniżej przesyłam link to akcji, którą w tej chwili koordynuję wraz z Mateuszem Błażejewskim z BAŁUCKIEGO OŚRODKA KULTURY LUTNIA. Jeśli chcielibyście zagrać, bądź wspomóc poniżej przedstawioną akcję, Możecie bez problemu do tych dwóch osób powyżej się kierować. Numery telefonów poniżej:
* Piotr Wojciechowski – 513-399-053
* Mateusz Błażejewski – 607-719-201 bądź 042/ 652-62-27
Jeśli nie telefon to FB. Zależy nam by była jak największa różnorodność wykonawców i artystów, by nie była to jedynie jednowymiarowa impreza. Muzyka, sztuka, taniec nie znają swoich granic i pomoc ludziom potrzebującym tych granic również nie powinna znać. Stąd też jeśli tańczycie i chcielibyście wystąpić w pokazach na koncercie, bądź zaprezentować swoje zdjęcia, prace artystyczne, bądź wystawić je na aukcję (pracę, płytę z muzyką, bądź zdjęcia na aukcje najlepiej podpisać, autograf wspaniała rzecz), bądź też Macie zespół, projekt muzyczny – nie ważny gatunek – to zapraszam do wspólnej akcji. Cel szczytny więc mam nadzieję, że nie ma się nad czym zastanawiać. Sam w tym czasie byłem w tamtych okolicach wraz z Markiem Olczykiem i widzieliśmy na własne oczy co się działo. Kieruję swoją prośbę do każdego z osobna jak i do Was Wszystkich. Potrzebujemy również sponsorów, zatem ślijcie tę wiadomość gdzie się da. Pomóżcie i Dołączajcie. Wiecie gdzie mnie szukać. Kochani, zbieramy pieniądze na rzecz poszkodowanych osób w Gminie Cekcyn, Tuchola oraz okolic. Z muzycznymi pozdrowieniami.
Marcin Melka 
Zaszufladkowano do kategorii Blog | Tagi:

Cekcyn, 18.08.2012 – moje wrażenia

traba18 sierpnia 2012 roku był pięknie zapowiadającym się dniem. Nie spodziewałem się tego, że będzie to tak udany dzień. Najbardziej ucieszyłem się, że jest ciepło i słonecznie. To był dobry prognostyk. Nic jednak nie zapowiadało, że koncert na który jechałem z Torunia, będzie jednym z moich ulubionych koncertów klasycznej muzyki elektronicznej. I nie tylko elektronicznej :-). Wiele razy słyszałem dobrego o Cekcynie. O tym, że jest to piękna miejscowość, położona w Borach Tucholskich, niedaleko Tucholi. Słyszałem też od moich znajomych z forum klasycznej muzyki elektronicznej, że odbywają się tam interesujące koncerty.

Przyznam się szczerze, że kiedyś miałem zawsze ochotę przyjechać na koncerty do Cekcyna, ale zawsze na drodze stawały inne sprawy. Zmieniło się to nagle, kiedy zobaczyłem na Facebooku informację, że w połowie lipca br., kiedy odbywały się koncerty w plenerze, nastąpiło gwałtowne załamanie pogody. Była okropna trąba powietrzna, która pozbawiła ludzi w Cekcynie i w jego  okolicach utratę całego dorobku życia. Postanowiłem, że koniecznie muszę pomóc poszkodowanym. Dosłownie na tydzień przed terminem podjąłem ostateczną decyzję o wyjeździe. W duchu modliłem się o dobrą pogodę. I stało się ! Wyjechałem do Cekcyna wcześnie rano z Torunia. Dojechałem do Bydgoszczy i czekałem na Mariusza Wójcika, który jechał do Cekcyna z Piły. Kiedy się spotkaliśmy, od razu wymienialiśmy się uwagami na temat koncertu oraz rozmawialiśmy ogólnie o muzyce.

 Podczas jazdy podziwialiśmy piękne krajobrazy. Nazajutrz, około godz. 10.30 przyjechaliśmy do Cekcyna. Kiedy wysiadłem, dopadła mnie nostalgia. Poczułem się, jakbym cofnął się do roku 1992, kiedy wyprowadzałem się z Więcborka do Torunia. Fajnie było poczuć  spokój, błogą wręcz ciszę. Ona niesamowicie uspokoiła mnie. Zero ulicznego hałasu, zgiełku, ulicznych korków, które przeżywam na co dzień. Inny klimat, atmosfera oraz krajobrazy. Jednym słowem po prostu cudowna atmosfera od momentu przyjazdu do tej malowniczej miejscowości. Wspólnie z moim przyjacielem szliśmy w kierunku szkoły – miejsca, w którym spotkali się wszyscy fani klasycznej muzyki elektronicznej. Po drodze podziwialiśmy uroki Cekcyna. Wszystko pięknie wyglądało. Zadbane ulice, domy, czystość na każdym kroku. I ten niesamowity  klimat spokoju, który tak rzadko na co dzień się przeżywa.

Kiedy już byłem z kolegą w szkole, przywitała nas serdecznie Anna Filipska, charyzmatyczna organizatorka tego koncertu. Wkrótce dołączył do nas Jarek Starybrat, a za chwilę poznałem jedną z wspaniałych wolontariuszek, Magdę Filipską, która wraz z pozostałymi osobami pomogła w organizacji tak wielkiego przedsięwzięcia. Wkrótce wybrałem się do hali, w której miały odbyć się koncerty. Byłem pod wielkim wrażeniem rozmiarów hali sportowej oraz jej wnętrza. Przed wejściem znajdowały się punkty gastronomiczne, stoiska z przepysznymi ciastami, płytami oraz dobrą kawą i herbatą. Cieszę się, że poznałem wiele fajnych i interesujących ludzi. Podziwiam wszystkich organizatorów i wolontariuszy za organizację tak wspaniałej imprezy. Należą im się słowa wielkiego uznania.  To jest wielki szacunek dla tych ludzi, bowiem pomogli innym. Fajnie było spotkać się na żywo z ludźmi, których do tej pory znałem z forum klasycznej muzyki elektronicznej, z wywiadów albo z korespondencji.  Miło było spotkać się z Anią Sójkowską – jedną z czołowych thereministek w Polsce  oraz  poznać Damiana Koczkodona, członków zespołu Electronic Revival, Darka Pielacińskiego, Darka Wilka, Soundwalkera, Kubę Fijaka, Bogumiła Lepę i MuzaOlę, Maćka Braciszewskiego, Michała „Fatum” Kitowskiego i wielu innych, ciekawych ludzi.

Chciałbym teraz przejść do samego koncertu. Sam koncert był naprawdę wspaniały ! Niech żałują Ci, którzy nie byli. To był prawdziwy, muzyczny happening. Ekstrawagancka mieszanina stylów muzycznych ! Każdy słuchacz mógł dla siebie coś znaleźć. Począwszy od rocka, muzyki klubowej, rapu, hip-hopu, klasycznej muzyki elektronicznej, a skończywszy na jednej z odmian muzyki elektronicznej – ambiencie. Tu się pokuszę o określenie całego koncertu. Całe to wydarzenie można nazwać Elektronicznym Woodstockiem. Wszystko trwało,  nie licząc krótkich przerw, licytacji przedmiotów oraz prezentacji poszczególnych muzyków, prawie 11 godzin (!). Prawdę mówiąc, czasu było naprawdę bardzo mało. Nie był to czas stracony.

Koncert rozpoczęła energiczna Ania Sójkowska, która zaprezentowała swoje utwory z pierwszej , jak i najnowszej płyty „In The World Of Signs”. Powiem Wam, że muzyka Ani na żywo brzmi o wiele lepiej niż z płyt. Grała ona bardzo energicznie, niekiedy wręcz finezyjnie. Były to utwory o różnej stylistyce muzycznej. Dominowały spokojne, jak i dynamiczne utwory.  W pamięci zapadło mi niezwykłe wykonanie ostatniego utworu granego na thereminie, którego tytułu teraz nie mogę sobie przypomnieć.  Na uznanie zasługuje bardzo dobra praca inżynierów dźwięku, którzy postarali się o jak najlepsze brzmienie kompozycji granych przez wszystkich artystów.

Drugi wykonawca, Piotr Lewandowski zaprezentował nam kolejną, ciekawą porcję dźwięków. Podobała mi się muzyka Piotra. Dominował w niej  klimat muzyki Jarre’a. Kilka miniatur muzycznych, które przedstawił nam muzyk, opisywały nam obrazy przedstawiające pejzaż cekcyńskiego jeziora. W utworach występowały na przemian świetne melodie oraz sekwencje. Do tej pory nie słyszałem muzyki Piotra żywo. Warte podkreślenia jest to, że ten artysta potrafił zagrać całą swoją energią i przedstawić swój muzyczny kunszt.

Michał „Fatum” Kitowski –  muzyka  w rytmie hip-hop oraz rap* (znawców tego gatunku muzyki przepraszam, jeśli się źle wyraziłem…). Piosenki opowiadały o życiu, o losie ludzi, których dotknęło to nieszczęście. Artysta potrafił się wczuć w atmosferę oraz w klimat tego niecodziennego wydarzenia. W trakcie występu Michała wyświetlały się zdjęcia z laptopa na projektorze. Wyświetlały one fotosy z akcji ratunkowej prowadzonej przez strażaków. Prezentacje oraz teksty śpiewane przez Michała nabierały dramatycznego nastroju i skłaniały do refleksji oraz zadumy. „Życie jak kostka Rubika (…)” – te słowa idealnie opisały tragedię ludzi z Cekcyna i okolic. Wielki szacunek, Michale !

Łukasz „Soundwalker” Sobczak – kolejny solista, który zaprezentował nam interesujący, muzyczny materiał.  To była istna mieszanina stylów klasycznej muzyki elektronicznej. Słychać było echa muzyki Klausa Schulze, Tangerine Dream oraz Jarre’a. „Soundwalker” zagrał bardzo ciekawą suitę, która była podzielona na równe części. Było czuć w tych utworach energię oraz tajemniczy przekaz. Wprawdzie dało się odczuć podczas koncertu „Soundwalkera” klimat mistrzów klasycznej muzyki elektronicznej, to jednak słychać było, że artysta ma wypracowany swój własny styl. Dziękuję za piękną suitę !

Dariusz Pielaciński – to muzyk urodzony z artystyczną duszą. Zagrał piękną muzykę. Chyba dar z Niebios spowodował, że tak Darek pięknie zagrał. Niesamowite klimaty, śliczne melodie oraz udanie zagrane sekwencje i aranżacje. Perfekcjonizm oraz niesamowita wola i energia, to główne cechy tego muzyka. Kto nie był na jego koncercie, niech żałuje. Podczas koncertu Darka można było wyczuć ten mistyczny klimat, który przeniknął do nas z Kosmosu. Wielkie dzięki !

One Apple a Day – zespół zaprezentował standardowy, rockowy materiał.  To była interesująca muzyka z aranżacjami oraz przypomniano nam  znane piosenki. Krótko : grał zespół z rock’n’drollową duszą, który ma szansę zagrać jako support podczas koncertów. Dziękuję !

Maciej Braciszewski – kiedy Maciek grał swoją muzykę, odniosłem wrażenie, że przenieśliśmy się na krótko w klimat muzyki mistycznej. Muzyka Braciszewskiego jest bardzo malownicza. Dźwięki i melodie, które nam zaprezentował, opisywały nam widoki gór, wielkich zamków, walki walecznych  rycerzy oraz świat przyrody. Artysta z Gniezna ma w sobie wielki potencjał i talent, który może być wykorzystany z powodzeniem w filmach, przedstawieniach teatralnych oraz słuchowiskach z historią w tle. Bardzo interesująca muzyka.

 
Jakub Fijak – muzyk z młodszego pokolenia zaprezentował nam dynamiczną i zwartą muzykę elektroniczną rodem z drugiej połowy lat 80-tych. Rytmiczna muzyka, szybko zmieniający się klimat oraz ciekawe solówki to znak rozpoznawczy Jakuba Fijaka. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz usłyszę muzykę Kuby na koncercie w Cekcynie. Dziękuję !

MuzaOla i Bogumił Lepa  – moje muzyczne odkrycie tego dnia i nie tylko moje.  Kiedy Ola grała na skrzypcach, nie mogłem się nadziwić, jak ona potrafi swoją grą na skrzypcach poderwać publiczność. Do tego Bogumił Lepa na elektrycznej gitarze i mamy super muzykę. Publiczność, która bardzo żywiołowo reagowała na muzykę nagrodziła muzyków gromkimi brawami. Rewelacja tego koncertu ! Dziękuję Oli i Bogumiłowi za niezłą muzykę.       

Dariusz Wilk –  na chwilę znów przenieśliśmy się w Kosmos. Muzyka grana przez DaWi jest kolejnym świetnym przykładem  klasycznej muzyki elektronicznej granej przez polskich wykonawców. W sensie klasycznej, tej melodycznej i sekwencyjnej, którą bardzo lubię słuchać. Bardzo zharmonizowane melodie i ciekawe  aranżacje oraz rytmy. Kiedy Darek grał swoją muzykę, można było przenieść się w międzygalaktyczną podróż lub odbyć kosmiczną przejażdżkę na nieznaną planetę. Bardzo dziękuję Darkowi za te kosmiczne wrażenia.

Robert Kanaan –  jeszcze nie ochłonęliśmy po dźwiękowej, kosmicznej podróży granej przez Darka Wilka, a za chwilę mieliśmy kolejną porcję muzycznych wrażeń. Otóż Robert Kanaan zagrał bardzo dobrą analogową muzykę. Można śmiało nazwać, że to był powrót do dobrej, klasycznej muzyki elektronicznej z lat 70-tych i 80-tych. Po wysłuchaniu utworów Roberta odniosłem pozytywne odczucia. Fajny klimat, improwizacje. Tak trzymać.

Electronic Revival –  kolejny zespół, który mnie pozytywnie zaskoczył. Rytmiczna muzyka ponownie tego wieczoru „porwała” publiczność. Choć dużo słyszałem o tym zespole, to po raz pierwszy miałem okazję posłuchać ich na żywo. Muzyka, która prezentuje zespół Electronic Revival jest idealnym połączeniem  klasycznej muzyki elektronicznej z rockiem. Kolejne moje odkrycie tego wieczoru. Dziękuję za pozytywne wibracje.

Piotr Dygasiewicz – Operators – czas na muzykę klubową. Zespól zaprezentował ciekawą odmianę muzyki elektronicznej. Były  utwory w stylu elektro z fajnym vocodorem oraz samplami. Można nawet było potańczyć. Sam jestem ciekaw, kiedy zespół pojawi się w Toruniu. Dziękuję Wam za niezłe klimaty.

Alexander Lasocki – kolejny występ, który tworzy elektroniczną odmianę muzyki klubowej. Świetne rytmy oraz dynamiczne sekwencje plus bardzo ładny śpiew pięknej wokalistki – Laury Lewickiej. Fajna muzyka, która rozluźniła mnie już o tej porze dnia, bowiem był już późny wieczór. Bardzo udana muzyka, Laura i Olek – dziękuję Wam !!!

Łukasz Dyakowski – kolejny solista, który zaprezentował niezłą muzykę J To była interesująca muza, dziękuję !

Adam Bórkowski„Mr. Smok”  oraz Marek  Manowski  na koniec zaserwowali nam ekstra super muzykę. Tego się słowami nie da opisać. „Mr. Smok” zaprezentował nam muzykę, której gatunek bardzo lubię słuchać. Bardzo lubię i cenię sobie ambitne i klimaty w stylu Klausa Schulze oraz wczesnego Tangerine Dream. To była kolejna, muzyczna podróż po nieznanych krajobrazach i obszarach na Ziemi. Markowi dziękuję za niezwykły, nieziemski klimat.

Wszystko dobre, co się szybko kończy. Niestety, aż żal mi było opuszczać Cekcyn. Następnym razem chyba przyjadę na dłużej 🙂 Organizatorom, wolontariuszom oraz wszystkim uczestnikom tego niezwykłego wydarzenia dziękuję i do zobaczenia za rok ! Dziękuję !!!

Marcin Melka  

Zaszufladkowano do kategorii Blog | Tagi: