Deep Blue [2013]

okladka1_300

 

Tracklista:

[1] Welcome (Intro) 01’02”
[2] Into The Depths 03’46’
[3] Coral Reefs 03’32”
[4] Songs Of Humpback Whales 03’20”
[5] Ocean Voyager 03’45”
[6] Deep Blue 04’03”
[7] Thank You for time (Outro) 00’54”

Najnowsza płyta Macieja Braciszewskiego „Deep Blue”, to początek nowej serii w twórczości artysty. Po ciekawej i podniosłej muzycznej opowieści o historii Polski z czasów Piastów przyszedł czas na zmianę atmosfery, którą można   określić jako „Głębia”. Na początku płyty słychać zmianę stylu muzyki. Dźwięki w jego muzyce  stały się cieplejsze. Nie ma już surowego klimatu, który występował w kompozycjach na początku kariery muzycznej. Płytę „Deep Blue” otwiera wokoderowe zaproszenie do muzycznej podróży batyskafem po głębinach mórz i oceanów. Ten temat często pojawia się na wielu płytach i w dyskografiach wielu wykonawców współczesnej muzyki rozrywkowej. Niektórzy grają spokojniej,  inni bardziej dynamicznie. Próby interpretacji morza i oceanów  podjął się też Maciej Braciszewski, który  na swojej nowej płycie połączył obydwa klimaty w jeden monolit. Obok surowych melodii, dominują ciepłe, syntetyczne barwy syntezatorów. Oczami wyobraźni można sobie zobaczyć i usłyszeć dźwiękowe,  przepiękne morskie krajobrazy, przestrzenie, rafy koralowe, wieloryby i różne gatunki ryb. Całość albumu została „podrasowana” przyjemnym beatem i sekwencjami oraz odgłosami morskich stworzeń i szumu fal. Na plus melodie, które są  chwytliwe i łatwo się je zapamiętuje. Można powiedzieć, że  dzieło gnieźnieńskiego kompozytora jest spójne tematycznie. Minusem tej płyty jest to, że utwory są za krótkie.  Podczas słuchania odnosi się wrażenie, że ta podróż wydaje się krótka. Osobiście wolę długie muzyczne podróże, a mimo tych przeciwności, w tym przypadku słucha się  przyjemnie. Sądzę, że „Deep Blue” spodoba się nie tylko wielbicielom twórczości artysty, ale także innym fanom muzyki elektronicznej.

Marcin Melka

Koncert Soundwalker, Cekcyn, 20 lipiec 2013 r.

 

Jednym z wykonawców VIII Festiwalu The Day of Electronic Music Cekcyn 2013 był Łukasz „Soundwalker” Sobczak. Artysta na swojej stronie www.soundwalker.pl. Łukasz tak wspomina początki swojej przygody z klasyczną elektroniczną muzyką:

         Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się w latach 80-tych, kiedy przekroczyłem próg szkoły muzycznej. Ćwiczyłem mozolnie zadane utwory, ale w międzyczasie już od początku tłukłem namiętnie Jarre’a i Bilińskiego na moich pierwszych ORGANACH ELEKTRONOWYCH Estrada 207 AR, które kupili mi rodzice. Tu należą się ogromne podziękowania – Tacie – za to, ze rozpalił we mnie miłość do muzyki poprzez winylowe płyty i akordeon, a Mamie – za to, że mobilizowała mnie (nie zawsze było to miłe 🙂 do ćwiczenia na instrumentach, kiedy miałem trudniejsze chwile i opanowywało mnie lenistwo… W szkołach muzycznych I i II stopnia spędziłem w sumie 9 lat w klasie akordeonu i fortepianu, nauczyciele sugerowali nawet studia muzyczne, ponoć zdolnemu uczniowi. Wybrałem jednak inną drogę zawodową, a muzyka do dziś pozostała moją pasją.
        Jako student dorabiałem sobie grając na weselach i innych imprezach oraz… byłem organistą w kościele. W trakcie studiów śpiewałem tenorem w gdańskim Chórze Akademii Medycznej (choć wcale tam nie studiowałem :-), z którym koncertowaliśmy po całej Europie. Były to piękne czasy… Kiedy tylko był wolny czas na zwiedzanie, zamiast oglądać zabytki i kościoły Zachodniej Europy, zaszywałem się na długie godziny w sklepach muzycznych odpływając w siną dal ze słuchawkami na instrumentach klawiszowych, których w Polsce wtedy nie było. Jakie to robiło wrażenie, te kilka rzędów półek zawalonych keyboardami i syntezatorami! No i nikt nie zabraniał na nich grać 🙂 
      Moim pierwszym bardziej profesjonalnym sprzętem była karta muzyczna ENSONIQ Soundscape, którą zakupiłem za ciężko zarobione studenckie pieniądze za równowartość prawie ówczesnej średniej pensji … 700 zł za kartę muzyczną w 1996 roku – wyobrażacie sobie???? Marzenie się spełniło – mogłem z najprostszą klawiaturą nagrywać wielośladowe kawałki, jak Mike Oldfield czy Jean Michel Jarre!     To były czasy, kiedy Jerzy Kordowicz w swoich audycjach trójkowych prezentował pierwszych polskich el-muzyków młodego pokolenia. Niestety publikowanie moich pomysłów muzycznych było tylko w sferze marzeń, gdyż nie miałem wtedy jeszcze wystarczającego sprzętu do rejestracji moich kompozycji. W miarę upływu czasu gromadziłem instrumenty i sprzęt muzyczny. Dopiero po upływie lat mogę skończyć stare pomysły, które czasem odnajduję w przysłowiowej szufladzie lub u znajomych (dzięki, Michał 🙂 
           Najbliższa jest mi muzyka z lat mojego dzieciństwa – dlatego też moja twórczość to nawrót do lat 80-tych. To piękny okres w muzyce, gdzie dominowała melodia i harmonia. Chciałbym, aby taką właśnie pozostawała moja twórczość…Wszystkim osobom doceniającym moją twórczość – wyrażającym to w e-mailach, które otrzymuję, serdecznie dziękuję i obiecuję że nie spocznę 🙂 Choć pojawiają się przerwy, czasem dość długie, to jednak będę starał się publikować nowe utwory i pojawiać na coraz większej ilości imprez muzycznych dedykowanych klasycznej muzyce elektronicznej zwanej el-muzyką.  Na co dzień jestem mężem jednej cudownej Żony i ojcem trzech ukochanych Synów. Już zaczynają grać, może coś z tego wyjdzie?… 🙂  Zapraszam do działu Dyskografia, gdzie możecie pobrać w całości moje dwa albumy i single.  Do zobaczenia na koncertach! 

Marcin Melka 

 

Koncert Kraftwerk w Polsce…to już jutro !

Kraftwerk-Publikation

Portal Muzyka.pl zamieścił właśnie przygotowane z okazji wydania KRAFTWERK. PUBLIKATION Davida Buckleya oraz koncertu 3-D podczas MALTA FESTIVAL POZNAŃ 2013 niezwykłe wywiady z klasykami polskiej sceny elektronicznej. O swych wrażeniach i wpływie, jakie dźwięki z „muzycznego laboratorium” Kling Klang wywarły na ich twórczość opowiadają: Marek Biliński, Tomasz Grochola (Agressiva 69), Władysław „Gudonis” Komendarek, Konrad Kucz, Sławomir Łosowski oraz Przemysław Rudź.

http://www.muzyka.pl/wywiady/strona/229/1.html

Marcin Melka 

PS. Specjalne podziękowania dla Pana Tomasza Nowaka za udostępnienie tekstu.

Maciej Braciszewski – sylwetka artysty

mb4Zapraszam wszystkich do zapoznania się z sylwetką kompozytora i muzyka, Macieja Braciszewskiego. Wcześniej na moim blogu udostępniłem wywiad z artystą, który zostały przeprowadzone przez Damiana Koczkodona : „Mogę przybliżyć historię w  inny sposób” oraz zapis z ostatniego koncertu w Cekcynie w sierpniu ubiegłego roku. Poniżej przedstawiam sylwetkę artysty (źródło : http://mbraciszewski.el-stacja.pl/wp/) :

Maciej Braciszewski urodzony w 1976 roku w Gnieźnie to muzyk z wykształcenia. Swoją działalność artystyczną rozpoczął w 1996, zaś na scenie zadebiutował 4 lata później, kiedy to na rynku w Gnieźnie zagrał on wspólnie z Robertem Kanaanem. Na przestrzeni dwóch następnych lat zagrał on na uroczystościach ku czci św. Wojciecha oraz do pokazu świateł i laserów w Świeciu nad Wisłą, na zaproszenie Roberta Kanaana.

1 maja 2004 roku Maciej zagrał koncert w Bydgoszczy, który odbył się z okazji przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Grał wtedy wspólnie z formacją Electronic Revival, Tomaszem Pauszkiem oraz Pawłem Murlikiem. Następnie do 2008 roku Maciej przebywa w Irlandii, gdzie powstaje jego debiutancki album zatytułowany „Moonlight”. Tam też zrodził się pomysł na stworzenie albumu opowiadającego początki państwa polskiego – „A.D. 966”. Album ten miał swoja premierę w marcu 2009 roku na antenie internetowego radia EL-Stacja i radia NAW ( Meksyk ).

W tym samym roku Maciej zagrał koncert promujący ten materiał podczas V Elektronicznych Pejzaży Muzycznych w Olsztynie, gdzie stał na scenie obok Andrzeja i Elżbiety Mierzyńskich, Jakuba „Polaris” Kmiecia oraz Marka Bilińskiego.

Od początku swojej działalności Maciej pracuje na sprzęcie firmy Roland. Grał już na modelach: E-15/35/70, JV-30/35/80/90, XP-10/50, D-10/20, D-50, PC-300 ED, M-VS1, D-110 oraz GAIA i AX-SYNTH, modele udostępnione specjalnie na koncert w Katedrze Gnieźnieńskiej, który odbył się 1 maja 2011 roku z okazji beatyfikacji papieża Jana Pawła II.

Obecnie Maciej pracuje na modelach V-SYNTH i V-SYNTH GT. Maciej tworzy również dźwięk do widowisk historycznych prezentowanych przez grupę „Comes”. Jedno z nich – „Koronacja Królewska” rejestrowane było przez telewizję Discovery Historia.
20 sierpnia 2011 roku Maciej zagrał koncert w ramach imprezy „Elektroniczny Weekend” w Mogilnie.

Zapraszam do posłuchania fragmentów muzyki Macieja Braciszewskiego :

 

Marcin Melka

Wojciech Wszelaki : „W poszukiwaniu własnej drogi”

wojtek1

Zainspirowany muzyką Wojtka Wszelakiego (zapraszam do portalu społecznościowego Facebook) postanowiłem zapytać muzyka,  jak się zaczęła jego przygoda z muzyką elektroniczną, o jego ulubionych wykonawcach, o współpracy z innymi artystami, o twórczości i planach na przyszłość. Zapraszam czytelników do przeczytania poniższego wywiadu  oraz posłuchania utworów Wojciecha Wszelakiego :

Przesłuchałem wszystkie utwory, które były dostępne na stronie themotyw.bandcamp.com Zauważyłem, że Twoje pierwsze nagrania są z początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Jak to się wszystko zaczęło ?

wojtek2Wow! Podziwiam Cię za cierpliwość! 🙂 Zaczęło się dawno, to fakt. Sam początek był trywialny. Mój kolega ze szkoły pożyczył mi swoje „klawisze” tzw. fudżitonki 🙂 Tak mnie te klawisze zafrapowały, były takie fajne, mogłem zagrać z podkładem każdą melodię jaką usłyszałem w radiu czy telewizji i to było wspaniałe!!! Połknąłem „bakcyla” grania, tym bardziej, że przychodziło mi to łatwo. Dalej było tylko „ciułanie”, każdego grosza na nowe klawisze i tak się to wszystko rozkręciło. Jak tylko odpowiednio wytrenowałem solówki i akordy, założyłem dwuosobowy skład i graliśmy w szkole na oficjalnych imprezach. Potem przyszedł czas na zespół weselny. Dalej była Górnicza Orkiestra Dęta KWB Bełchatów, gdzie pobierałem nauki czytania nut i gry na klarnecie u mojego wspaniałego nauczyciela i człowieka już niestety ś.p. Pana Zdzisława Bukowieckiego. W końcu trafiłem do wojska, a tam do Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, gdzie doskonaliłem swoje umiejętności muzyczne i już komponowałem ale głównie do szuflady. Będąc muzykiem ORWP dane mi było odwiedzić z koncertami wiele krajów Europy Zachodniej co wywarło na mnie duży wpływ jako na człowieka. W efekcie dostałem propozycję pracy w ORWP, z której nie skorzystałem, do dzisiaj nie wiem dlaczego?! Później dużo komponowałem, a moje utwory były często grane w lokalnym radiu. Kolejne dziesięć lat to granie w zespole weselnym. Z artystycznego punktu widzenia i nie tylko był to dla mnie czas stracony. Do komponowania i nagrywania powróciłem w 2010 roku głównie za namową mojej żony Kasi, która jest moją muzą, podporą i motywacją w poczynaniach. Dziękuję Kasiu!. Tak w telegraficznym skrócie wygląda moje dotychczasowe muzyczne życie.

Skąd czerpiesz inspiracje do swoich utworów ?  Czy komponowanie muzyki elektronicznej to Twoje hobby ?

wojtek3Moją inspiracją jest w głównej mierze suma moich doświadczeń, przeżyć i obserwacji ludzi i świata, czyli krótko mówiąc moje życie. Gdybym miał wymieniać bardziej szczegółowo, to z pewnością inspiracją jest moja rodzina, moja żona Kasia, synek Kacperek, najbliżsi i bliscy mi ludzie. Muzycznie moje inspiracje sięgają do takich twórców jak np: Depeche Mode, OMD, Vangelis, Biliński, współcześni polscy twórcy el-muzyki. Tworzenie muzyki towarzyszy mi jak wspomniałem od dzieciństwa i tak pozostało do dziś. A całkiem niedawno odkryłem możliwości jakie niesie ze sobą Internet i postanowiłem pokazać swoje hobby światu. Tak tworzenie muzyki jest zdecydowanie moim hobby i jedyną formą sztuki, w której chcę zamknąć to wszystko czym jestem.

Komponujesz muzykę elektroniczną w różnych stylach. Od spokojnego chill-out’u, synth-pop, trance, po typową klasyczną  muzykę elektroniczną. Czy któryś z muzyków klasycznej muzyki elektronicznej jest dla Ciebie wzorem ? 

wojtek4Tak to prawda. Zdecydowana większość utworów i albumów jakie przez ostatnie dwa lata opublikowałem to taki swoisty elektroniczny „misz-masz”. To wynik moich fascynacji muzycznych i pomysłów na zmierzenie się z różnymi gatunkami muzyki elektronicznej, w wielu przypadkach utwory te można nazwać wprawkami do czegoś, co ma nastąpić w przyszłości. Ale sam nie wiem, jaka to będzie muzyka. Co do inspiracji tzw. „klasykami” muzyki elektronicznej, no cóż muszę się szczerze przyznać, że nie mam szczególnych inspiracji którymkolwiek z muzyków klasyków elektronicznych, może właśnie dlatego poszukuję i błądzę po przestrzeniach zapełnionych dźwiękami i nutami w poszukiwaniu własnej drogi. Muszę jednak szczerze przyznać, że to co można już usłyszeć w mojej muzyce jest z pewnością po części również przetworzeniem tych wszystkich wykonawców i utworów które kiedyś w życiu już słyszałem.

Jakim sprzętem obecnie dysponujesz ?

Tak. Kiedyś miałem nawet sporo tzw. „Klawiszy”, lecz obecnie korzystam z dobrodziejstwa instrumentów wirtualnych i dźwięków samplowanych. Mimo to na wyposażeniu posiadam dwie klawiatury sterujące firmy M-AUDIO. Dodatkowo posiadam gitarę akustyczną, mikrofon, komputer i program do rejestracji moich utworów. Aha jeszcze korzystam z rejestratora audio Creative, na który często nagrywam swoje pomysły, nucąc gdzieś po cichu w kącie melodie, które mi przyjdą do głowy :-). Jestem wygodnickim minimalistą można by rzec, zwyczajnie instrumenty wirtualne nie zajmują miejsca w domu, a klawiatury leżą na regale i nikomu nie przeszkadzają 🙂

Twoje okładki są fantastyczne. Sam je projektowałeś ?

Dziękuję! 90% okładek moich albumów jakie widać np. w BandCamp, są to grafiki publikowane na licencjach Creative Commons. Przeszukuję zasoby Internetu pod kątem grafiki, która odpowiada mojej wizji muzyki, wybieram takową, następnie modyfikuję ją mniej lub bardziej przy pomocy programu GIMP i tak właśnie powstaje nowa okładka do albumu. Aby zachować wszystkie postanowienia licencji CC, umieszczam w opisie albumu również informację o autorze tej pracy, wraz z podziękowaniami. Jednak przy ostatnim projekcie pt: „Unless you have man in a man”, grafikę opracował dla mnie, zaprzyjaźniony profesjonalny grafik Marek Woźniak, za co mu jeszcze raz serdecznie dziękuję! Mogę powiedzieć również, że okładka najnowszego albumu, najprawdopodobniej będzie dziełem Marka Woźniaka.

Oprócz nagrań solowych nagrywasz muzykę z innymi artystami. Nagrałeś muzykę z Jakubem Fijakiem, Jackiem Rozwadowskim.  Czy uważasz, że to dobry pomysł ?

To prawda. Współpracuję z różnymi muzykami, szczególnie jest to widoczne na albumie „Unless…”. Moje kompozycje zinterpretowało kilkunastu Polskich el-muzyków 🙂 Takie kooperacje uważam za bardzo dobry pomysł i ideę samą w sobie. W moim fakt, że inni twórcy i artyści interpretują twoje pomysły i sposób w jaki to robią, daje szerokie spektrum doświadczeń na polu muzycznym, dostarcza inspiracji i pozwala na zadumanie się nad sednem kompozycji pierwotnych, nad głębszym ich poznaniem. Dodatkowym atutem i nie do przecenienia jest możliwość poznania wielu ludzi, posłuchania tego co myślą o muzyce i o życiu w ogóle. To jest wspaniałe i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie, choć wymagające cierpliwości i wyrozumiałości wszystkich stron takiej kolaboracji artystycznej. Uważam, że jest to zdecydowanie dobry pomysł na rozwijanie siebie i swojej wrażliwości artystycznej.

Bardzo ciekawy jest ostatni Twój album „Unless you have a man in a Man”. Czy mógłbyś opowiedzieć kulisy powstania tego albumu ?

unless Z przyjemnością! Otóż pewnego dnia dowiedziałem się o małej chorej dziewczynce i o akcji zbierania nakrętek po butelkach PET, tak aby za zebrane środki można było zakupić dla niej protezę i sfinansować rehabilitację. Więc razem z żoną i naszymi przyjaciółmi zaczęliśmy gromadzić nakrętki. Jednak w międzyczasie wpadłem na pomysł żeby jakoś tym moim graniem pomóc w akcji. Rozesłałem wiadomości e-mail do wielu muzyków z prośbą i pytaniem o interpretację jednego z dowolnie wybranych moich utworów. I o dziwo otrzymałem wielkie wsparcie i zapewnienie o swojej pomocy ze strony twórców. Dosłownie tylko kilku artystów zlekceważyło lub zignorowało moją prośbę, pozostali spisali się doskonale i tak właśnie powstał ten album. Dzięki tej akcji poznałem wielu wartościowych i bratnich artystycznych dusz. Otrzymałem pomoc od firmy VISIONSOFSOUNDS (Maciej Braciszewski) z Gniezna, która wykonała mastering całości albumu oraz klip promocyjny. Mój przyjaciel z grupy GOTARD (Jacek Kul) zrobił wspaniały teledysk do utworu promującego całość przedsięwzięcia pt. „Nostalgia(Dorian Remix)” – utwór wykonał Dorian Przystalski. Okładkę wykonał grafik Marek Woźniak. Album jest w tej chwili do pobrania w całości za darmo z portalu BandCamp. W ten sposób my ludzie muzyki przyczyniliśmy się do pomocy małej Klaudii, za co jeszcze raz pragnę im serdecznie podziękować!

Jaka będzie Twoja następna płyta? Czy to będzie nowa muzyka ? Nowa współpraca ?  czy będziemy długo czekać na Twoją nową muzykę ? 

wladekHmm. Będzie to muzyka elektroniczna z całą pewnością. Myślę, że nieco inna od tego co do tej pory opublikowałem. Lecz tak naprawdę ocenią to słuchacze. Płyta jest wyobrażeniem, życia normalnego człowieka od momentu poczęcia, aż do śmierci, w ujęciu świadomości swojego istnienia. Utwory mają oddawać właśnie te stany emocjonalne, stąd tytuły takie jak: „Przed świadomość”, czy „Poza świadomością”. Jest to mój wspólny projekt z Władysławem Komendarkiem, ale na zupełnie innych zasadach jakby można było sobie wyobrażać. Każdy z nas ma przedstawić na tym albumie własną wersję stanów świadomości. Ma być to swego rodzaju konfrontacja dwóch stylów muzyki elektronicznej, dwóch osobowości, dwu różnych ludzi, dwóch twórców z odmiennym widzeniem muzyki elektronicznej i wreszcie dwóch twórców z których pierwszy jest „legendą” polskiej muzyki elektronicznej, a drugi nikomu nie znanym hobbystą muzycznym 🙂 Nie ukrywam, że dla mnie to wielkie wyzwanie muzyczne, czy mu podołam? Czas pokaże, a ocenią odbiorcy. Chciałbym dodatkowo, aby płyta ta ukazała się jako tłoczone cd extra, czyli w skrócie coś więcej niż zwykły krążek CD. Płyta ma zawierać utwory, remiksy, wywiady, zdjęcia i utwory bonusowe. Taki jest plan i mam nadzieję, że dojedzie on do skutku w ciągu najbliższych dwóch miesięcy.

Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu oraz życzę samych sukcesów ! 

Marcin, serdecznie dziękuję za zaproszenie i miłą rozmowę!

Marcin Melka 

„Ogród Króla Świtu” w Amazon oraz iTunes !

ogrod krola swituZnakomita płyta Marka Bilińskiego „Ogród Króla Świtu”, która została wydana ponad 30 lat  temu, będzie wkrótce dostępna w takich serwisach jak Amazon czy iTunes. To wspaniała informacja ! Do muzyki z tej płyty oraz do Marka Bilińskiego mam wielki szacunek, bowiem między innymi od tej płyty zaczęła się moja fascynacja klasyczną muzyką elektroniczną. Poniżej podaję informację od Marka Bilińskiego  umieszczoną na portalu Facebook :

„Na dzień 06.03.2013 przygotowuję w moim labelu Bi.Ma. – Bilinski Production wydanie albumu „Ogród Króla Świtu” ! Album będzie wreszcie dostępny na całym świecie! Ukaże się na najważniejszych portalach z muzyką cyfrową takich jak Amazon, Juno czy iTunes oraz w serwisach subskrypcyjnych! Kolejne albumy w drodze ;)”

 Zapraszam serdecznie wszystkich do odwiedzin strony Internetowej Marka Bilińskiego http://bilinski.pl/

Marcin Melka 

Marek Biliński – III Pomorska Gala Światła i Energii | Grudziądz 2012

marek1Zapraszam do obejrzenia krótkiego, ale bardzo rewelacyjnego fragmentu koncertu Marka Bilińskiego, który odbył się 8 września 2012 roku w Grudziądzu ! Dnia 8 września 2012 roku na scenie ustawionej na Błoniach Nadwiślańskich w Grudziądzu odbył się koncert legendy polskiej muzyki elektronicznej Marka Bilińskiego, koncertowi towarzyszyły wspaniałe efekty świetlne. Wizualizacje przygotował zaś jeden z najbardziej znanych polskich VJ’ii, VJ Nocny Marek. Na czterech ekranach LED, przedstawił on wspaniałe ruchome obrazy, które idealnie współgrały z muzyką Marka Bilińskiego i dopełniły wizję artystyczną całego wydarzenia.

Marek Bilinski strona: http://www.bilinski.eu
Marek Bilinski na FB: http://www.facebook.com/marekbilinski

Produkcja: bigbluestudios.pl  Źródło : Facebook

Marcin Melka 

Tomasz Pauszek (Odyssey) : „Muzyka służy do wywoływania i przywoływania różnych uczuć”

Mariusz Wójcik :  Już sam tytuł albumu sugeruje, że wracasz do historii el-muzyki. Kiedyś jeden z twoich idoli, J.M. Jarre nagrał „Muzykę Dla Supermarketów”, a Brian Eno, „Muzykę Dla  Portów Lotniczych”. Ty nawiązujesz troszkę do tej koncepcji, choć to zupełnie inny środek komunikacji. Powiedz jaka była twoja główna inspiracja przy tworzeniu tej muzyki?

Tomasz Pauszek : Masz rację, w przeszłości pojawiły się albumy „Music For Supermarkets”, czy „Music For Airports”. To kultowe płyty, które inspirowały wielu, odegrały ważną rolę w rozwoju muzyki. I dla mnie to też ważne albumy. Chcąc powrócić do stylu i klimatu lat 70-tych XX wieku, chciałem odnieść się poniekąd to tych albumów, stąd „Music For Subway” i pewna próba kontynuacji pomysłu na albumy z serii „Music For….”.A tak na poważnie, to jest to album, który w pewien sposób ma pokazać etapy mojego muzycznego rozwoju, źródła i fascynacje. Więc trudno podać tutaj jedną czy główną inspirację. Można powiedzieć, że inspiracją do tej płyty były wszystkie kompozycje, utwory czy albumy moich ulubionych artystów, od Bacha zaczynając, przez Jarre`a, Vangelisa, Kitaro, Bilińskiego, na Royksopp kończąc.
M.W : Kolejne stacje metra dla mnie to wspaniała wycieczka nie tylko metrem, ale mam wrażenie, że skupiłeś się mocno na wygrzebaniu ze swojego studia te cudnych stareńkich analogowych cacek. Bardzo jestem ciekaw jak w dobie cyfryzacji udało ci się wyprodukować tak natchnioną el- muzykę daleką od tych zabiegów komputerowych, które według mnie zabijają ducha muzyki w tych czasach?
 T.P : Z zamiarem nagrania płyty stworzonej wyłącznie na starych instrumentach analogowych z lat 70-tych ub. wieku nosiłem się już od dłuższego czasu. Chciałem się sprawdzić. Zobaczyć czy w dzisiejszych skomputeryzowanych czasach, można jeszcze skomponować muzykę używając dawnych, prostych jakby się wydawało narzędzi, stworzyć ją od podstaw, tylko przy pomocy wyobraźni i w większości monofonicznych syntezatorów. Chciałem na własnej skórze przekonać się, co mogli czuć pionierzy gatunku, a obecnie ikony, jak Vangelis, Tangerine Dream, Jean Michel Jarre, czy Wendy Carlos, tworząc czy nagrywając całe płyty na tych instrumentach. To niesamowite przeżycie, uczące pokory i szacunku do instrumentów i właśnie, dlatego ta płyta jest niejako hołdem dla tych artystów, którzy w latach 70-tych wynieśli muzykę elektroniczną na szczyt.
M.W : Jest stacja metra gdzie wchodzę niemalże w uduchowioną muzykę oscylującą o transkrypcje dzieł wielkich kompozytorów muzyki klasycznej. Ten utwór udowadnia nam o twoim talencie i wszechstronności czy bliska ci jest wobec tego twórczość muzyki klasycznej? Opowiedz coś więcej o wpływie klasyków na twoją muzykę ? No jeśli takowy istnieje?
T.P : Oczywiście, muzyka klasyczna bardzo na mnie oddziaływała przez długi czas i nadal oddziałuje. Uwielbiam ją. Jestem dyrygentem z wykształcenia i z racji studiów muzycznych, przerabiałem całą historię muzyki. To fascynująca podróż. Zawsze inspirowała mnie muzyka Bacha, Beethovena, Haendla, Vivaldiego czy później utwory impresjonistyczne, np. Debussy`ego. W ogóle uwielbiam impresjonizm, zarówno w malarstwie, jak i muzyce. Ale także bardzo cenię sobie perfekcję i motorykę muzyki baroku. Na płycie MUSIC FOR SUBWAY niekiedy starałem się pokazać odniesienia do Bacha, jednego z moich idoli okresu baroku. Był geniuszem.
M.W :  Czy to prawda, że tą płytą masz zakończyć wydawanie płyt? Mam nadzieje, że nadal będziesz wydawał, a zadaję ci te pytanie w związku z radiem Rona Bootsa „Dreamscape”. Ostatnio właśnie Ron zaprezentował jeden z utworów z twojej nowej płyty. Myślę, że to znakomita motywacja by dalej tworzyć choćby dla garstki wiernych fanów. Co myślisz o tym ?
T.P : Zaprezentowanie jednego z moich utworów w radiu Rona Bootsa oczywiście poczytuję sobie za wielki komplement i honor. To bardzo miłe, że moja muzyka jest doceniana również w tak poważanych audycjach, bardzo się z tego cieszę i dziękuję. Takie gesty oczywiście motywują i czasami skłaniają do refleksji nad dalszą drogą muzyczną. Ale prawda jest taka, że doszedłem do takiego momentu w życiu, że chcę zrobić coś więcej w muzyce, trochę inaczej, szerzej, nie ograniczając się tylko do klasycznej muzyki elektronicznej. Wszystko, co chciałem osiągnąć i zakładałem sobie, jako cel, tworząc projekt, ODYSSEY, osiągnąłem. Czuję, że w tzw, „el-muzyce” nic nowego nie zrobię i niczego nowego nie wniosę. I w związku z tym, faktycznie zamierzam zakończyć działalność projektu ODYSSEY. MUSIC FOR SUBWAY – Symphony For Analogues była ostatnią studyjną płytą ODYSSEY`a. Obecnie przygotowuję jeszcze płytę kompilacyjną, podsumowującą jedenaście lat twórczości. Będzie to dwupłytowy album pt. THE ESSENTIAL, zawierający najważniejsze utwory z wszystkich dotychczasowych płyt, ale w nieco innych wersjach. Więc polecam. Nie jest jednak prawdą, że przestaję wydawać płyty w ogóle. Ponieważ mam zamiar teraz skupić się na działalności mojego drugiego projektu pod nazwą RND i pod tym szyldem teraz wydawać i realizować swoje pomysły. Obecnie czekam na wydanie trzeciej już z kolei płyty, która ukaże się nakładem jednej z wytwórni z Hong Kongu. Mam też w głowie pomysły już na kolejny album lub dwa albumy. A wracając jeszcze do el-muzyki, mam w planach współpracę, jako producent i współkompozytor płyty jednego z bardzo zdolnych polskich muzyków elektronicznych. Więc jest co robić i najbliższe miesiące będą na pewno pracowite.  Koniec ODYSSEY`a jest tylko końcem pewnego etapu, projektu. Teraz będę działał muzycznie pod szyldem RND i jak już wspomniałem zajmę się także produkcją innych el-muzyków.
 M.W : Opowiedz coś więcej o swojej przygodzie z twórczością Jarre`a. Wiem, że Damian Koczkodon ( blog el music) ciebie wypytał odnośnie pasji to muzyki mistrza Jarre`a, ale właściwie, co ciebie ujmuje w jego muzyce ?
T.P : Jean Michel Jarre był w moim życiu praktycznie od zawsze. Słucham jego muzyki od dziecka. Inspirowało i nadal inspiruje mnie jego podejście do muzyki, jego poszukiwania sonorystyczne z czasów pracy z Pierrem Schaefferem, szukanie dźwięków w otaczającym świecie, tworzenie pejzaży dźwiękowych niczym malarz na płótnie. To podejście bardzo artystyczne, głębsze niż zwykłe granie nut. Sam uwielbiam awangardę, zwłaszcza przedstawicieli muzyki konkretnej. Czasami sam czerpię w mojej twórczości z ich dokonań. Jarre jest artystą absolutnym. On widzi świat, jako jedno wielkie twórcze podwórko, tak pod względem muzycznym, jak i plastycznym, wizualnym. Podoba mi się przesłanie, które idzie też za jego muzyką, jej głębszy wymiar. Chwytliwe melodie niektórych jego utworów dają popularność, ale oprócz nich, jest na jego płytach jeszcze wiele muzyki dla prawdziwych koneserów. Zawsze jest to drugie dno. I to mi się bardzo podoba.
M.W : Zawsze mnie intryguje niezwykła współzależność i zarazem spójność twojej muzyki z okładkami. Cenię sobie bardzo twórczość Michała Karcza. Jak myślisz czy w dobie bezdusznego wpatrywania się w TV oprócz muzyki okładka jeszcze może ludzkie oko zachęcić do tego, aby wgryźć się bardziej w muzykę czy koncepcje albumu? Jak widzisz tą kwestie z punktu widzenia MUZYKA?
T.P : Bardzo mnie cieszy, że jeszcze ktoś zwraca uwagę na okładki. Faktycznie, mam wrażenie, że dziś dla wielu okładki stają się często zbędnym balastem. Człowiek zrobił się „konsumpcjonistyczny”, chce mieć produkt, a nie dzieło artystyczne, które można potrzymać w rękach, powąchać, poczytać. Tak jest z samą muzyką, grafiką, okładkami czy książkami. To wszystko zeszło na dalszy plan. Często tez widzę, że popularne płyty mają bardzo proste okładki, nic niewnoszące, ot tak, żeby sprzedać produkt. Ja widzę to trochę inaczej. Jako, że staram się tworzyć muzykę „do myślenia”, gdzie czasami trzeba przysiąść, zatrzymać się, wsłuchać, a nie do bezmyślnego słuchania, myślę, że wszystkie czynniki są ważne w odbiorze danego albumu, od muzyki oczywiście poczynając, przez okładkę, grafikę, na zawartości tekstowej kończąc? Tak jak mówisz, zawsze staram się wybierać takie okładki, które odzwierciedlałyby w pośredni lub bezpośredni sposób to, co mam zamiar przekazać daną muzyką. Z mojego punktu widzenia, okładka to wizytówka płyty, jeśli będzie mizerna, nikt się nie zatrzyma i nie zainteresuje. Jeśli będzie ciekawa i frapująca, to może ktoś się skusi, może coś dostrzeże, przeczyta wkładkę, posłucha i zrozumie, „co autor miał na myśli”. Okładki płyt są małymi dziełami sztuki i należy to pielęgnować.
M.W : Opowiedz o wpływie lektury SF na twoje tworzenie muzyki. Może podasz jakieś konkretne tytuły, które ciebie na tyle zaintrygowały, iż postanowiłeś spłodzić swoje przemyślenia w formie muzyki elektronicznej czy klasycznej?
T.P :  Literatura SF oczywiście była obecna w moim życiu i zainteresowanie nią wpłynęło na moje postrzeganie pewnych spraw. Nietrudno też zgadnąć, że w głównej mierze na moją muzykę wpłynęła twórczość Arthura C. Clarke`a. Jego wyobraźnia prześcigała epokę, w której żył. Wizje rozciągane w nowelach czy powieściach, takich jak „Songs Of Distant Earth”, „Śniegi Olimpu” czy mojej ukochanej „Odysei Kosmicznej” do dziś mogą służyć, jako wzór geniuszu, pomysłowości i umiejętności syntezy wielu gatunków, techniki, sztuki i duchowości. Do Odysei Kosmicznej wracam dość często i zawsze znajduję jeszcze coś. To piękne. Jak wspominałem w wywiadzie dla Damiana Koczkodona (http://elmuzyka.blogspot.com/ ), praca z syntezatorami ma dużo wspólnego z zagłębianiem się w świat literatury SF? To jest zawsze zagadka, którą można porównać z odkrywaniem tajemnic kosmosu. Zaczynając pracę, nie wiesz, dokąd ona cię zaprowadzi.
M.W : Właściwie, co to jest MUZYKA? Jak możesz zinterpretować to słowo – czym dla ciebie jest Muzyka ?
T.P :  Muzyka to najprościej mówiąc, emocje. Muzyka przez swoje piękno, ale też poprzez wachlarz brzmień może wyrażać wszystko to, czego pragniemy, chcemy, kochamy, boimy się, itd. To piękne „narzędzie”, dzięki któremu, twórca wprowadza nas w swój bogaty a czasami przerażający świat wyobraźni. Muzyka służy do wywoływania i przywoływania różnych uczuć i to jest jej nadrzędna rola i siła. I to jest w niej piękne. Muzyka jest pięknem
M.W : Dziękuję Tomaszu za udzielenie mi wywiadu i życzę dalszego trwania w swojej muzycznej pasji 🙂
T.P : Ja również dziękuję i pozdrawiam.
Mariusz Wójcik

Maciej Braciszewski : „Mogę przybliżyć historię w inny sposób”

P1060863

Maciej Braciszewski – kompozytor z Gniezna grający energetyczną muzykę elektroniczną, często inspirowaną polską kulturą ubiegłych wieków.

D.K.: Od jakich nagrań zacząłeś słuchać muzyki elektronicznej?

M.B.: Marek Biliński i Robert Kaanan – wychowałem się na ich nagraniach. Wśród nich pojawiały się też utwory Irka Dregera i Sławka Łosowskiego, potem szukałem innych… był też duet z Poznania – UPSTREAM Roberta Łuczaka i Krystiana Kołakowskiego. Z nagraniami Irka Dregera kiedyś, w szkole muzycznej, nauczyciele mnie gonili (smile) – na przerwach, w jednej z sal puszczałem te nagrania na cały regulator!

D.K.: Kiedy dałeś pierwszy koncert?

M.B.: Po raz pierwszy zagrałem w Gnieźnie przed kilkutysięczną publicznością, na scenie stanąłem z… Robertem Kanaanem! Dla mnie było to coś bardzo ekscytującego, że na scenie stoję ramię w ramię z muzykiem, o którym w świece elektroniki jest już głośno. Parę lat później w Olsztynie, stanąłem na scenie z Markiem Bilińskim! Dla muzyka, który wychował się na nagraniach Marka Bilińskiego i potem stanął z nim na jednej scenie – to niezwykłe przeżycie, dla mnie to był szok! Słyszysz o kimś tyle lat, słuchasz jego nagrań i w pewnym momencie stoisz kolo niego. Pewnie każdy odbiera to inaczej, ale dla mnie to było coś niesamowitego… Teraz grałem z Robertem w Mogilnie po tylu latach i czułem się świetnie. Zresztą Robert to dusza człowiek, więc poczułem się jak równy z równym. Może to zabrzmi jak przechwałki, ale strasznie się cieszę że mogę stać na jednej scenie z takimi osobowościami – oczywiście nie ujmuje tu żadnemu muzykowi z którym grałem. Opisuję swoje osobiste przeżycia – szanuję wszystkich którzy robią muzykę, malują, itd. Wkładają w to co robią cząstkę siebie i przekazują to następnym pokoleniom.

D.K.: Wiem że pomagasz Kubie Fijakowi w powstawaniu jego nagrań, jesteś dla niego przyjacielem, trochę jakby mentorem?

M.B.: Jakuba Fijaka poznałem mieszkając w Irlandii. Zapoznałem się z jego nagraniami i postanowiłem mu pomoc. Już wtedy wiedziałem że Jakub ma duży potencjał muzyczny i bardzo fajne pomysły. Jestem dla niego bardziej przyjacielem i ‘’muzycznym aniołem stróżem’’ niż mentorem. I tak jest po dziś dzień. Przez moje studio przeszła większość nagrań Kuby. Nabrały koloru i brzmienia.

D.K.: Bardzo mi się podoba fakt że wspierasz innych, młodszych kolegów, to rzecz coraz rzadziej spotykana w obecnym egoistycznym świecie.

M.B.: Prawda jest taka, że wielu młodych muzyków jest zapatrzonych w siebie, albo uważają się za nie wiadomo kogo… Nie docierają do nich rady doświadczonych muzyków. Problem polega na tym, że oni jakoś nie przyjmują wiedzy, może nie chcą? Jest naprawdę wielu fajnych chłopaków którzy w domowym zaciszu robią ciekawą muzykę, ale jakoś albo nie mają odwagi, albo po prostu nie chcą zdobywać wiedzy, więc jestem otwarty na młodych aby im pomagać. Może mówię to dlatego, że mam wykształcenie muzyczne, że jestem realizatorem dźwięku, akustykiem? No, nie da się ukryć, ale młodzi są często odporni na wiedzę. Dla nich spełnienie marzeń to emisja nagrań w internetowym radio, albo kilka wywiadów. No ok… ale co dalej? To są właśnie moim zdaniem, ludzie jednego sezonu. Jedna płyta, emisja w radio, dwa wywiady i ich nie ma. Dlatego trzeba pomagać młodym z potencjałem, my – starsi muzycy, kiedyś odejdziemy, zostaną po nas płyty, nagrania, ale może i coś więcej. Właśnie taką małą pomoc młodym mogę zaoferować – przekazać im choć trochę wiedzy i doświadczeń.

D.K.: Wspomniałeś że masz muzyczne wykształcenie…

Skończyłem szkołę muzyczną w klasie fortepianu, później studiowałem organistykę. Zawsze ciągnęło mnie do syntezatorów, ich możliwości i brzmień. Nigdy nie przypuszczałem ze będę mógł komponować i dawać radość innym. Nagrania czasami powstają spontanicznie czasami to wynik kilku tygodni pracy.

D.K.: Ile w sumie nagrałeś projektów?

M.B.: Od roku 2007 powstało kilka projektów. Pierwszym z nich był „Moonlight”. Kolejnym, „A.D.966”, „A.D.1000” i „Beatyficare”. Powstały również małe produkcje: „Mistic World” i „The Gods”. Płyta „Moonlight” to kompilacja kilku nagrań jakie powstały między 2007 a 2009 rokiem. „A.D.966”  i „A.D.1000” to płyty z muzyczną wędrówką w początki państwa polskiego. „Beatyficare” powstała z okazji beatyfikacji Jana Pawła II. „Mistic World” to singiel dla jednej ze stron internetowych. Ostatnia powstała wspólnie z Jakubem Fijakiem. Opowiada o skandynawskich bóstwach.

D.K.: „A.D. 966” i „A.D.1000”, opowiadają o historii Polski…

M.B.: Podczas pobytu w Irlandii, kiedy pojawiły się u mnie nowe instrumenty i oprogramowanie, myślałem co by tu zrobić, żeby poprzez muzykę przybliżyć początki państwa polskiego. Ponieważ urodziłem się w Gnieźnie, mieście z bogatymi tradycjami historycznymi, przyszła mi do głowy myśl o zrobieniu płyty, która w sposób muzyczny przedstawi początki państwa i tak powstawały nagrania na płytę ”A.D. 966”. Płyta spodobała się słuchaczom i to bardzo. Dostali coś niecodziennego, historię Polski bardziej ”kolorową”, bardziej przyjazną. Po wydaniu tej płyty nie myślałem o kontynuacji, jednak zostałem silnie zmobilizowany i zacząłem pracę nad drugą częścią ”A.D.1000”. Obie produkcje powstawały średnio 2 lata. Pierwsza opowiadała o samych początkach, miejscach i postaciach związanych z data 966 roku oraz tamtych wydarzeniach, druga przeniosła nas w czasy zjazdu gnieźnieńskiego. W trakcie prac nad ”A.D.1000” postanowiłem ze będzie to tryptyk i zakończy się płytą ”A.D.1025″. W ten sposób wiele osób będzie miało okazję poznać postaci, miejsca i wydarzenia w sposób bardziej obrazowy. Nie jest to ”szkolne” uczenie historii, ale tryptyk. Da możliwość wyobrażenia sobie podczas odsłuchu pewnych miejsc, postaci czy wydarzeń… za każdym razem może to wyglądać inaczej w zależności od fantazji słuchającego.

D.K.: Czy te nagrania są dostępne na Jamendo?

M.B.: Nie… żadna produkcja nie jest dostępna na Jamendo, tylko w M-Rec jest demo „Moonlight”, „A.D.966” i „A.D.1000”. Nagrania z demo „A.D.1000’” zostały przearanżowane i różnią się od nagrań z CD.

D.K.: Czy w „Beatyficare” zmieniasz trochę styl na bardziej … sakralny?

M.B.: Podaj maila, zaraz Tobie ją podeślę.

D.K:. Jak to dobrze znać muzyków – pomyślałem sobie. Po paru minutach słuchałem już najnowszej płyty Macieja….

Widzę ze miasto Gniezno Cię docenia: http://moje-gniezno.pl/artykuly/czytaj/1332/maciej-braciszewski-tworca-muzyki-elektronicznej-i-autor-hejnalu.html

M B.: Tak. Cieszą się że promuję te tereny i początki państwa polskiego, wszak Gniezno to pierwsza stolica, miasto, powiat. Dla mnie fajne jest to, że mogę przybliżyć historię w inny, muzyczny sposób…

D.K.: To dobrze mieć poparcie regionu, nawet jeśli byłoby tylko mentalne… Ty pomagasz Jakubowi Fijakowi, a kto Ciebie wspiera?

M.B.: Roland Corporation oddział w Polsce. Od 1996 roku do dnia dzisiejszego gram na sprzęcie Rolanda, na beatyfikację zostały udostępnione mi Roland AX –Synth Black oraz Gaia SH-01, teraz na koncert „A.D.1000” silnikiem będzie – Roland Octacapture. W studio pracuje na V-Synth 2 ver.2.0 z kartami VC-1 i VC-2 oraz na Rolandzie V-Synth GT 2.0. Oprogramowanie to Cakewalk Sonar X1 Producer Expanded. Oprócz Rolanda pomagają mi zaprzyjaźnieni muzycy, sklepy muzyczne i firmy z nagłośnieniem i oświetleniem.

D.K.: Masz jeszcze czas coś czytać?

M.B.: Tak, ale w jakim sensie: książki? komiksy? Zazwyczaj to czytam instrukcje obsługi sprzętu lub publikacje o nowych instrumentach, o sofcie… Staram się być na z tym na bieżąco. Tym bardziej, że jestem akustykiem i realizatorem dźwięku w centrum kultury w Gnieźnie.

D.K.: W jaki sposób powstają Twoje kompozycje? Budujesz najpierw jakiś szkielet?

M.B.: Najpierw jest tak, że nucę sobie melodię, potem siadam i na brzmieniu fortepianu nagrywam to, co sobie nuciłem. Jak już mniej więcej mam w głowie cały aranż, powstają kolejne ścieżki i rozbudowuje to, co ”chodzi mi po głowie”. To proces długotrwały. Zanim powstanie produkt finalny, potem mix – mastering, nagrania są rożne – na płyty koncepcyjne inne, jeśli to jest do radia – jeszcze inne, jingle – jeszcze inne – muza powstaje do konkretnych celów.

D.K.: Fajnie… nie kusi Cię tworzenie własnych sampli, nie biegasz po mieście i polach z mikrofonem?

M.B.: Tak, tworze sample, ale na zupełnie innych zasadach, nie biegam z mikrofonem, ale sampluje i miksuje brzmienia z rożnych instrumentów, VTS czy też z klawiszy, potem wpisuje do Rolanda V-Synth GT, i gram nimi.

D.K.: VST, co to takiego?

M B.: VST to wirtualne instrumenty które są tylko w komputerze. Takie wtyczki, pluginy… Wybieram jakąś barwę z niego i ją sobie moduluję, zmieniam potem, z drugiego VST biorę kolejne brzmienie i sobie miksuje i tak powstają nowe brzmienia…

D.K. Myślisz o jakimś materiale specjalnie pod koncerty?

M.B. Staram się na koncerty nagrywać nowy materiał lub taki, którego słuchacze nie mieli okazji posłuchać np. w Olsztynie grałem materiał z „A.D.966” krótko po premierze, oraz w podziemiach katedry w Gnieźnie – „A.D.966” i kilka nagrań z „Moonlight”. Teraz „A.D.1000”, w katedrze „Beatyficare” też było na specjalną okazję.

D.K. M-Rec to label?

M.B.: Tak, M-Rec to netlabel z płytami lub demówkami rożnych wykonawców, nie tylko z polski http://m-rec.eu/.

D.K.: Widzę na tej stronie sporo znajomych nazwisk… To miłe że są takie przyjazne miejsca dla muzyki elektronicznej. Mówiłeś na początku o swoich „samodzielnych” nagraniach. Czyli zagrałeś już w ducie lub zespole, a może lepiej się czujesz będąc samemu sobie sterem i okrętem?

M.B.: Tak powstały takie produkcje – „Mistic World” oraz „The Gods”. Nagrałem je wspólnie z Jakubem Fijakiem. Na razie komponuję jednak głownie „samodzielne” nagrania. Nie wykluczone, że w przyszłości powstaną wspólne płyty z innymi wykonawcami.

D.K.: Co sądzisz o obecnej scenie polskiej elektroniki, jest coraz więcej młodych twórców, jak myślisz, stworzą za jakiś czas nowy standard? Są następcy Skrzeka, Bilińskiego czy Komendarka (choć oni nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa)?

M.B.: Muzyka elektroniczna moim zdaniem, ma duże szanse na rozwój. Wszak elektronika ma w sobie rożne podgatunki. Owszem, jest dużo obiecujących młodych muzyków. Nie wykluczone, że to Oni wyznaczą w przyszłości nowe tory muzyki elektronicznej. W dużej mierze zależy to od ich pomysłowości i fantazji. Czy są następcy takich ludzi jak Skrzek, Biliński czy Komendarek… moim zdaniem – czas pokaże.

D.K.: Dziękuję Ci za rozmowę i do zobaczenia na którymś z Twoich koncertów.

M.B.: Dziękuję również za możliwość udzielenia wywiadu.

Źródło : http://elmuzyka.blogspot.com

Zapraszam do posłuchania niektórych nagrań Maćka Braciszewskiego :

Marcin Melka

Ania Sójkowska : „Proces tworzenia to uzewnętrznienie emocji”

ania_sojkowska– W którym momencie  zadecydowałaś że będziesz zajmować się muzyką elektroniczną na poważnie? Czy stało się to podczas koncertu w ramach  „VI Ogólnopolskiego Konkursu Muzyki Elektronicznej – Tuchola 2008” a może wcześniej?

A.S.: Muzyka towarzyszy mi od czasu kiedy skończyłam 7 lat, a z konkursami mam styczność od 2004 roku. To jednak zupełnie coś innego, takiego konkursy to granie typowo keyboardowe: styl plus melodia, a nazwa z repertuarem ma wspólne jedynie to, ze wykonawcy grają na instrumentach elektronicznych. Fascynacja muzyką typowo elektroniczną zaczęła się w roku 2007 od muzyki Jean Michel Jarre’a. Jeszcze w tym samym roku pojawił się mój pierwszy syntezator, Roland D50. Właściwa decyzja zapadła, kiedy zdecydowałam się podjąć studia muzyczno-pedagogiczne (kierunek Edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej z pedagogiką wczesnoszkolną i przedszkolną), czyli w ostatniej klasie liceum w 2008r. Wtedy nawet nauka do matury odeszła na drugi plan. Zaczęło się inwestowanie, pojawił się Fantom, oraz pierwsze próby komponowania. W tym momencie odstawiłam keyboard na bok na rzecz syntezatorów.
  –  Rok 2010 obfitował dla Ciebie co najmniej w dwa ważne wydarzenia. W lutym zaczynasz grać na thereminie. To widowiskowe ale z pewnością i niełatwe zajęcie. Możesz przybliżyć jak do tego doszło?
A.S.: Fascynacja tym instrumentem pojawiła się wraz z zapoznaniem z muzyką Jarre’a. Oczarował mnie nietypowy dźwięk tego instrumentu oraz fakt, że aby na nim grać, nie trzeba kompletnie niczego dotykać. Wtedy nawet na myśl mi nie przyszło, że na tym dziwadle można zagrać jakąkolwiek melodię. Zaczęłam przeszukiwać internet i jednym z pierwszych znalezionych filmów z grą na tym instrumencie był fragment koncertu Lydii Kaviny, na którym grała „Claire de Lune” Cloude’a Debussy’ego. To było coś, co jeszcze bardziej zaciekawiło mnie i pogłębiło fascynację. Wraz z przeszukiwaniem innych materiałów na ten temat pojawiła się chęć kupna tego instrumentu. Z pomocą znajomych z forum Jarre’a w 2008 roku udało mi się kupić pierwszy instrument, theremin model B3, sprowadzony  zza oceanu, którym nie nacieszyłam się zbyt długo, ponieważ zepsuł się i po próbach naprawy nie wrócił do stanu w jakim powinien być. Grało się na nim fatalnie. Właściwie nie dało się na nim grać, a dźwięki, które produkował były niesamowicie wysokie i irytujące. Jednak to mi nie wystarczyło. Od lutego 2010 jestem szczęśliwą posiadaczką thereminu firmy Moog i tak naprawdę od tego momentu liczę moją przygodę z tym instrumentem i faktyczną naukę gry. Przesiadka z mizernego B3 na Etherwave była jak przejście z Malucha do Mercedesa A. Oczarował mnie ten instrument i najchętniej na nim właśnie gram. Aczkolwiek początki były ciężkie i pojawiały się chwile zwątpienia…
– W maju ub. roku dałaś koncert w Mogilnie. Mam wrażenie że wyjechałaś stamtąd  bogatsza o parę przyjaźni.
A.S.: O tak, szczególnie jedna znajomość w dniu dzisiejszym jest dla mnie bardzo ważna. Każde spotkanie w jakimś stopniu zbliża ludzi, tym bardziej, że zazwyczaj ekipa jest stała, lub są małe zmiany. Miło było nie tylko spotkać się na obiedzie i porozmawiać, ale także stanąć na scenie i zagrać. Z Mogilna wyjechałam nie tylko bogatsza w przyjaźnie, ale także nowe doświadczenia, z których najważniejszym jest wspólne jam session, które grałam pierwszy raz w życiu.
– Pośród wykonywanych i reklamowanych przez Ciebie w Internecie kompozycji obok szkolnych klasyków coraz więcej jest  utworów Twojego autorstwa. Najbardziej znany, przebojowy The Sunny Day, dynamiczny  Running, pełen  energii The Gravity. Ale też i egzotyczne: Night in Egypt,  Antique world i poważniejszy w klimacie Przebudzenie. Czy w przyszłości zamierzasz komponować dłuższe, bardziej skomplikowane utwory?

A.S.: Myślałam nad tym, mam plany, które w końcu przydałoby się zrealizować. Chciałabym zrobić coś w klimacie totalnie innym niż ten, z którego jestem znana i przede wszystkim użyć thereminu. Co mi z tego wyjdzie, nie mam pojęcia. Mam już plan, koncepcję, jednak zakręty życiowe zamroziły na jakiś czas moją muzykę. Pomału na szczęście lody topnieją, więc niebawem zabieram się do pracy nadrobić zaległości.
–  Na najnowszych Twoich zdjęciach  zauważyłem że powiększyło Ci się  instrumentarium, to już nie 2-3 klawiatury, ale wręcz mini studio!  Możesz pochwalić się ostatnimi nabytkami?
A.S.: Jako pierwszy pojawił się Roland D 50. Potem pojawiły się organy kościelne Yamaha Electone B55 z ’78 roku, Fantom G8, który jest dla mnie podstawą, oraz mój wymarzony Moog Micromoog i theremin Moog Etherwave Standard. W roku 2010 zajęłam II miejsce na konkursie w Cekcynie, gdzie wygrałam syntezator softwarowy Omnisphere. Oczywiście niezmiennie od 2005 roku mam moją Yamahę PSR 1500, a do tego flet poprzeczny, na którym sama uczę się grać, oraz dość nietypowy i niespotykany w Europie instrument: Morin Huur. Morin Huur jest narodowym instrumentem mongolskim, a z racji, że miałam przyjemność w wakacje pracować z zespołem Nuudelchin Ayalguu z Mongolii, to przeżywam sporą fascynację tradycyjną muzyką mongolską. Właśnie od nich odkupiłam morin huur i uczę się na nim grać. Jest to instrument składający się z 2 strun z włosia końskiego, którego brzmienie jest podobne do skrzypiec. Może wykorzystam to w jakiś sposób w elektronice…
– Deklarujesz fascynację muzyką klasyczną, rockiem, jazzem i ciepłe uczucia do muzyki Marka Bilińskiego, Dietera Wernera oraz J.M.Jarre’a. Czy masz w planach poznać nagrania innych klasyków tego gatunku np. Klausa Schulze czy Tangerine Dream?

A.S.: Oczywiście, że znam wymienionych artystów, ponadto bardzo lubię Frederica Rousseau album ‚Travels’, który jest mieszanką elektroniki i muzyki etnicznej, uwielbiam Marka Shreeva i Redshift, Vangelisa, czy Sławomira Łosowskiego. Mogłabym wymieniać i wymieniać, ale myślę, ze wciąż znajdzie się coś nowego, coś co mnie zainteresuje, co mnie pochłonie totalnie. Tego nie można zaplanować, to wychodzi samo z siebie, spontanicznie. A to coś pod słyszę, ktoś ciekawy pojawi się w El-Stacji, a to ktoś podzieli się ciekawym linkiem, czy poleci zespół, lub wykonawcę. Ciężko w tym momencie zaplanować, że np z dniem 25 września zaczynam zagłębianie się w muzykę Klausa Schulze. Mi się wydaje, że to jest inaczej. Człowiek zmienia się, zmienia swoje gusta i przyzwyczajenia. Nieraz do czegoś musimy dorosnąć, a z czegoś innego z kolei wyrastamy. Ten mechanizm jest nieprzewidywalny i nie wiem kto mnie w przyszłości zainteresuje, zafascynuje, a kto mi się znudzi. Wszystko pokaże czas.
– Lubisz naturę, czy jest ona dla Ciebie źródłem inspiracji?
A.S.: Oczywiście, ze tak. Od zawsze interesowałam się zarówno zwierzętami, jak i elementami nieożywionymi, zwłaszcza pogodą i geologią. Tytuł mojej pierwszej płyty i okładka jest między innymi nawiązaniem do ulubionej pogody chyba nas wszystkich, czyli pięknego, słonecznego dnia. Również pojedyncze utwory są inspirowane naturą, np Volcano, Night in Egypt, wspomniany The Sunny Day. Natura, to takie coś, co otacza wszystkich, na każdego ma jakiś wpływ, większy, mniejszy ale ma. Nie da się żyć bez natury i przyrody, można powiedzieć, że jesteśmy na siebie skazani. Jeśli chodzi o inspirację, to podejrzewam, że wiele osób czerpią ja właśnie z natury. A dlaczego tak jest? Tutaj rządzą nami emocje. Inne, kiedy podziwiamy piękną tęczę nad wodospadem, a inne, kiedy widzimy potężna falę niszczącą wszystko na swojej drodze, inne, gdy widzimy w oddali spektakularne wyładowania atmosferyczne, a inne, kiedy widzimy potężną erupcję wulkaniczną. Każdemu zdarzeniu towarzyszą emocje, a proces tworzenia to w pewien sposób uzewnętrznienie emocji, które nam towarzyszą. Ja staram się przekładać to na dźwięki, jak malarze na kolory. Inny charakter ma Sunny Day, a inny Volcano.
 – Uczysz się, nagrywasz, grasz w zespole rockowym jako basistka, jak znajdujesz na to czas?
A.S.: Z zespołem rockowym już nie współpracuję, każdy poszedł w swoją stronę. Mam jednak inny zespół, w którym gram już drugi rok, studiuję, pracuję jako nauczycielka angielskiego w przedszkolu, ostatnio dostałam rolę w spektaklu muzycznym „Apokryf kołobrzeski”, oczywiście jako ‚syntezatorzystka’, a także jako nauczyciel w szkole Yamaha. Oczywiście uczę keyboardu. Mam swoich uczniów, z którymi jeżdżę na konkursy, mam swój zespół keyboardowy, zdolne dzieci wymagają więcej czasu, trudniejszego repertuaru i większej ilości pracy. Ale efekty są, staram się oczywiście zaszczepić elektronikę i na szczęście mi się to udaje. Ostatnio mój uczeń zapytał mnie, czy znam Kraftwerk, bo on bardzo lubi ten zespół. Myślę, że warto dodać, ze ma 10 lat, a ja nie mówiłam mu nigdy o nich. Dla mnie to dobry znak, ze dzieciaki chcą same i grać i poznawać tę muzykę. A jak znajduję czas? Dla chcącego nic trudnego, aczkolwiek bywają momenty, ze jestem wyczerpana totalnie, ale za to satysfakcja jest nieziemska.
 – Masz na pewno wsparcie swoich rodziców,  nowego chłopca i znajomych z EL-Stacji. Twoje muzyczne plany na przyszłość?
  A.S.; Mam wsparcie bardzo duże, rodzice choć nie muzyczni (mama księgowa, tata stolarz) to w pełni rozumieją moją pasję, wspierają i popierają to co robię. Od niedawna jestem w szczęśliwym związku z Łukaszem, z którym znam się co prawda od dawna, bo od koncertu coverów Jarre’a w Lęborku w 2008 roku. Wiem, ze on mnie będzie również wspierał, ponieważ tak jak i ja jest zafascynowany elektroniką, był nawet w Mogilnie na moim koncercie, więc o to z jego strony jestem spokojna. Znajomi z El-Stacji są moimi pierwszymi (poza oczywiście rodzicami) odbiorcami mojej muzyki, wiele razy się spotykaliśmy na różnych koncertach i zlotach, gdzie mieliśmy okazje poznać się bliżej i porozmawiać. Muzyczne plany na przyszłość? Przygotowanie moich uczniów do koncertów i konkursów, zaszczepianie w nich pasji i miłości do muzyki, a także doskonalenie swojej warsztatu zarówno dotyczącego techniki gry na wszystkich instrumentach (klawiszowych, flecie poprzecznym, thereminie i morin huurze), a także rozwijanie umiejętności kompozytorskich. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko pogodzić i zrealizuję wszystkie plany i marzenia.
– Czego serdecznie Ci życzę i dziękuję za wywiad 😉
A.S.: To ja dziękuję za to, że chciałeś go ze mną przeprowadzić.
                                                                                                               Damian Koczkodon