Prenty [2012]

prenty Tracklista:

[1] Cauldron 7’40”
[2] Whispers from Nowhere 3’08”
[3] Estradna 3’30”
[4] Coolers 3’30”
[5] Night Currents 1’20”
[6] Trumpetta 4’18”
[7] Moto 1 3’10”
[8] Madrigal 5’08”
[9] Cine, Cine 1’52”
[10] Moto 2 3’16”
[11] Parisia 3’48”

„Przy­jaciel to ktoś, kto da­je Ci to­talną swo­bodę by­cia sobą” [Jim Morrisson] 

„Elektroniczno-akustyczne medytacje”. Tak w skrócie można nazwać sesję trzech przyjaciół, znakomitych muzyków: Konrada Kucza, Roberta Rasza oraz Mateusza Kwiatkowskiego. Kucz potwierdził, że jest jednym z nielicznych wykonawców polskiej elektroniki, którzy są otwarci na różnego rodzaju eksperymenty i kolaboracje. Cały album jest pewną metaforą poezji industrialnej, klasycznej muzyki elektronicznej oraz ambientu. Każdy słuchacz, który jest wnikliwy, odkryje dla siebie perełki, które nawiązują do czasów, kiedy muzyka elektroniczna zaczęła raczkować. Sprzężenia, świsty instrumentów klawiszowych,  stukoty perkusji, żałosny jęk wiolonczeli, to znaki rozpoznawcze najnowszej muzyki Kucza. Na początek „Cauldron”. Ciężka przystawka, która zwiastuje brzmienie całej płyty. Jest mrocznie, surowo i masywnie. Muzyka stanowi algebraiczną sumę kakofonicznych, industrialnych tematów, które są przeszywane piskliwym dźwiękiem wiolonczeli oraz modulowanymi dźwiękami z syntezatora. Szkoda tylko, że ten poemat symfoniczny jest dość krótki.  „Whispers  from Nowhere” – tajemnicze szepty, które pochodzą nie z tego świata. Niesamowitości temu utworowi dodają grzmoty bębnów oraz chwilowa impresja grana przez samego Kucza oraz wiolonczelistę Mateusza Kwiatkowskiego. To prawdziwa mieszanina awangardowych stylów muzycznych – klasyki oraz elektroniki. „Estradna”, jest zapisem  krystalicznych, opartych na jazz-rockowych rytmach kompozycji. Mamy tutaj sielankowy wręcz nastrój, który jest wzbogacony rytmicznymi przerywnikami  perkusji Roberta Rasza. Kolejna kompozycja „Coolers”, to ilustracyjna bitwa surrealistycznych faktur, które zostały zmiecione przez analogową, syntezatorową falę syntetycznych, pochodnych arpeggio. „Night Currents” – jakby wyrwany z kontekstu abstrakt, który ciągnie się „brudnymi” modulacjami syntezatora oraz wiolonczeli. Pojawia się znienacka i nagle cichnie. „Trumpetta” – utwór bardzo podobny do poprzedniego. Po raz pierwszy na tej płycie słychać beat, który od razu kojarzy się ze zmodyfikowanym el-popem i klasyką. Począwszy od utworu „Moto 1” pojawia się trochę dynamicznej muzyki, która nieco przypomina znajomy klimat nagrań Konrada Kucza oraz stanowi pewne urozmaicenie najnowszej płyty. Podsumowując, „Prenty” jest ciekawym, muzycznym projektem. Konrad Kucz potrafi zaskakiwać swoich fanów, a kolaboracje z różnymi muzykami, to strzał w dziesiątkę.

Marcin Melka 

One Night In Space [2007]

onenight

Tracklista :

[1] One Night In Space 6:56
[2] I Could Hear It When The Moon Collapsed On Broadway 5:19

Singiel „One Night In Space” to zapis dwóch utworów  Tangerine Dream z koncertu we Frankfurcie w październiku 2007 roku. Otwierający singiel  tytułowy utwór „One Night In Space” jest pierwszą, po dłuższym czasie kompozycją, która nawiązuje do tematyki kosmicznej. Dynamiczne sekwencje, rytmiczna perkusja oraz ciekawe akordy rozbrzmiewają w nieziemskiej przestrzeni. Słuchając tego  krótkiego utworu ma się wrażenie, że dźwięki z syntezatorów unoszą słuchacza w niezwykłą podróż po orbicie. Po chwili sekwencje nabierają coraz szybszego tempa oraz z szybkością światła mkną przez zimne, gwiezdne pustkowie. Edgar Froese wraz zespołem zagrał melodyjne sekwencje, które są  znakiem rozpoznawczym Tangerine Dream z lat 70. Brzmienie sekwencji oraz  melodie „falują” niczym wzburzone morze po ciemnym oceanie gwiezdnej przestrzeni. Po chwili następuje crescendo i kończymy kosmiczną przejażdżkę po orbicie. Drugi utwór, o katastroficznym tytule „I Could Hear It When The Moon Collapsed On Brodway” rozpoczyna się kakofoniczną perkusją. Dźwięki te są mocno zmodulowane i zmiksowane. Stanowią muzyczny kolaż do perkusyjnego tła. Jest tu wszechobecny klimat Mandarynek z lat 80, tzw. el-pop. Dla młodszych fanów muzyki Tangerine Dream, singiel „One Night In  Space”,  to nowa porcja muzyki, a dla starszych fanów zespołu przypomnienie najlepszych lat twórczości grupy.

Marcin Melka      

 

 

 

Metaphor [2006]

metaphor_cd

[1] Metaphor First Reality 5:02
[2] Metaphor Second Reality 5:00
[3] Metaphor Third Reality 5:17
[4] Metaphor Earthling’s Reality 7:42
„The phylogenetic unconscious circuit of nothing and the conscious illusion of everything searching for the black hat in a dark room which isn’t there.
It’s everywhere where you’re absent.”

„Metaphor” to kolejna produkcja zespołu Tangerine Dream, która została wydana w 2006 roku przez wytwórnię Eastgate. Już sama okładka tego mini albumu sugeruje, że zawartość może być ciekawa. Tytuł singla nawiązuje do poetyckiego określenia metafory jako filogenetycznego koła nicości oraz świadomej iluzji wszystkiego, co nas otacza. Takie sugestywne określenie metafory doskonale oddaje początek płyty. „Metaphor First Reality” rozpoczyna się  bardzo mrocznie.  Kiedy się jej słucha, ma się wrażenie, że znajdujesz się w tajemniczym świecie wykreowanym przez własną podświadomość. Jest zimno, chłodno. Otacza Cię pustkowie, a niebo jest przykryte szarymi chmurami ….a w tle poszczególne, „nerwowe” partie analogowego fortepianu oraz gitary basowej. Ten niepokój narasta. „Metaphor Second Reality” to krótka nowela pełna delikatnych sekwencji. Partie sampli oraz syntetycznego basu, grane przez Edgara Froese i Thorstena Quaeschninga wprowadzają słuchacza w pogodniejszy, baśniowy wręcz nastrój. Po krótkim wstępie następuje podniosły nastrój. Ta atmosfera została zaimprowizowana przez orkiestrowe partie syntezatorów, które skłaniają do przemyśleń oraz zadumy. „Metaphor Third Reality”: w  trzeciej odsłonie tej płyty następuje nagła zmiana charakteru  muzyki. Staje się ona bardziej dynamiczna oraz „jaśniejsza” od dwóch poprzednich utworów.  Pojawia się sekcja rytmiczna: sekwencje, perkusja i rytm, która jest wspomagana przez syntezatorowe modulacje Edgara oraz fortepianowe allegro Thorstena. Ostatni utwór: „Metaphor Earthling’s Reality” to niespodzianka. Mało kto by się spodziewał, że po dłuższej przerwie usłyszymy wokal. Nie jestem mocnym zwolennikiem śpiewu w klasycznej muzyce elektronicznej, ale … dla niektórych kompozycji zawsze robię wyjątek. W końcu głos ludzki to też  instrument.  Zadziwiający początek, interesujący beat oraz subtelna melodia inicjuje słuchacza w relaksacyjny stan.  Po chwili niczym zjawa, wchodzi świetny głos Christiana Hausla. Ten wokalista obdarzony mocnym śpiewem brał już udział w niektórych nagraniach zespołu Thorstena  Quaeschninga. Sam utwór został dobrze zagrany. Ogólnie „Metaphor” jest udaną produkcją. Kompozycje z tej płyty troszkę przypominają muzykę Tangerine Dream z lat 80-tych ubiegłego wieku. Warto podkreślić, że z marketingowego punktu widzenia zespół odniósł komercyjny sukces, wydając limitowany singiel.

Marcin Melka

Wywiad z Manuelem Göttschingiem

manuelChciałbym na początku życzyć Panu wszystkiego najlepszego z okazji sześćdziesiątych urodzin.

Dziękuję.

Jak ocenia Pan dzisiejszy koncert? 

Cieszę się, że mogłem tu zagrać. To mój pierwszy występ w Warszawie. Mili ludzie. Wszystko grało. Poza tym to naprawdę piękne miejsce. Z początku rozważaliśmy występ w Planetarium. Ale tam mieści się tylko kilkadziesiąt osób. To za mało. Więc zdecydowaliśmy się wyjść na powietrze.

Wystąpił Pan w Polsce sześć lat temu na festiwalu filmowym we Wrocławiu. Miałem wtedy okazję być na widowni. Pamięta Pan tamten koncert? 

Oczywiście. Były nawet dwa występy – normalny oraz muzyczne tło do filmu. Skomponowałem muzykę do starego niemieckiego filmu niemego Zamek Vogelöd (w reżyserii F.W. Murnaua z 1921 roku) i wykonałem ją w Operze Wrocławskiej.

Tam mnie nie było – pytałem o ten regularny występ. 

W Browarze była gościnnie Kinga i był jej diashow ze światłem. Podobało mi się – wydaliśmy nawet DVD upamiętniające tamten wieczór.

Nie miałem o tym pojęcia. 

DVD nosi tytuł Wrocław Live. Chętnie sprezentujemy ci jeden egzemplarz.

Dziękuję, może odnajdę siebie na widowni… Chciałbym zacząć od pytania o pańskie muzyczne początki… Dlaczego w pewnym momencie życia zajął się Pan właśnie muzyką, a nie czymś innym? 

Najpierw chciałem być reżyserem, tym czym właśnie jest moja zona Ilona Ziok. Nigdy nie postanowiłem, że oto teraz zostanę muzykiem. To działo się krok po kroku. Jako dziecko lubiłem grać na pianinie, później zacząłem wieloletnią przygodę z gitarą klasyczną. Wspólnie z kolegą ze szkoły założyliśmy zespół – ot tak, dla frajdy. Graliśmy piosenki Rolling Stonesów, Beatlesów i inne kawałki z lat sześćdziesiątych. Ale potem zapragnęliśmy grać coś swojego – nie przeróbki, tylko własne utwory. Nie wiedzieliśmy jak się do tego zabrać, więc zaczęliśmy improwizować, zainspirowani bluesem, zespołami takimi jak Cream, eksperymentalnym rockiem… Próby odbywały się w berlińskim studio pewnego awangardowego, szwajcarskiego kompozytora Thomasa Kesslera, który wiele nas nauczył. Pokazał nam jak improwizować zespołowo. Tak narodziła się grupa Ash Ra Tempel. Od improwizacji przeszliśmy do komponowania.

Kiedy słucham pierwszych dwóch płyt Ash Ra Tempel, to nasuwają mi się skojarzenia z muzyką Pink Floyd z okresu A Saucerful of Secrets. Czy to słuszny trop? 

Jak najbardziej. Wtedy był to bardzo poszukujący, eksperymentalny zespół. Ale większy wpływ mieli na nas gitarzyści grający bluesa – Eric Clapton albo Jimi Hendrix. Widziałem dwa koncerty Hendrixa i na żywo robił coś innego niż na płytach – często grał utwory improwizowane w całości. Bardzo mi się to podobało.

Nagraliście również album z Timothym Leary’m. Być może to osobiste pytanie, ale intryguje mnie, czy narkotyki były istotnym elementem przy powstawaniu tej muzyki? 

Oczywiście, ale nie ma to związku z samym Leary’m. Po prostu schyłek lat sześćdziesiątych to była epoka, w której muzycy dość powszechnie zażywali narkotyki – tak samo, jak pili piwo i palili papierosy. Ale nie określiłbym tego, co graliśmy, jako „drug music”.

A jak poznaliście Timothy’ego? 

O dziwo nie miało to nic wspólnego z LSD. Leary był profesorem na Harvardzie – neurologiem, lekarzem. Prowadził badania nad terapeutycznymi właściwościami narkotyków. Chodziło o pomoc chorym ludziom. My chcieliśmy nagrać płytę z Allenem Ginsbergiem, ale nie mogliśmy go odnaleźć. W tym czasie Leary przebywał w Szwajcarii. To długa historia, można o tym poczytać… Został skazany na 10 lat więzienia. Z powodu swoich badań w Stanach uważany był za wroga. Udało mu się uciec z więzienia z pomocą Czarnych Panter. Pojechał do Algierii, ale nie chciał mieszać się do polityki i w rezultacie uzyskał azyl w Szwajcarii. Pracował wtedy nad książką pod tytułem „Siedem poziomów świadomości”. Postanowiliśmy nagrać płytę odwołującą się do tej teorii. Stąd tytuł – Seven Up. Moja żona przygotowuje o tym film, ale najpierw chce ukończyć film o mojej pracy/muzyce w Berlinie pod tytułem: From Berlin With Love! – Yours, Manuel Göttsching. Współautorem jest Chris Bohn z renomowanego brytyjskiego magazynu „The Wire”.

Intryguje mnie metamorfoza, jaką przeszła Pana muzyka w połowie lat siedemdziesiątych. Fascynuje mnie to, że chociaż Ash Ra Tempel grało muzykę improwizowaną, chaotyczną i nieprzewidywalną, to nagle zwrócił się Pan ku muzyce bardziej geometrycznej, pełnej symetrii i repetycji. Tak się składa, że te próby okazały się niezwykle innowacyjne i wyprzedzały swoją epokę. Skąd pomysł na taką zmianę i sięgnięcie po elektroniczne brzmienia? 

Było wiele przyczyn. To odbywało się stopniowo. Tylko pierwszy album Ash Ra Tempel był w całości improwizowany. Na „Schwingungen” pojawiły się już podstawowe tematy, melodie. Zawsze chcieliśmy komponować muzykę, ale jednocześnie zachowywać możliwość improwizowania. Kolejny krok stanowiło dla mnie Inventions for Electric Guitar. Zainspirował mnie nurt minimalizmu – słyszałem albumy Terry’ego Rileya i Steve’a Reicha. Riley był i nadal jest fantastycznym organistą, pianistą. Uzyskiwał ciekawy efekt skromnymi środkami – stosując echo i pogłosy. Uznałem, że mogę zrobić coś podobnego na gitarze. Zapragnąłem stworzyć kompozycję, a nie improwizować. Koncept był pokrewny minimalistom. Były to wzory, które powtarzają się, ale ulegają stopniowym zmianom. Wraz z kolejnymi obiegami zmieniałem po jednej nucie – i tak powoli rozwijała się kompozycja. Nie było w tym jeszcze nic stricte elektronicznego. Z kolei Reich to wspaniały kompozytor, który potrafi napisać utwór na zespół klasycznych instrumentów, na całą orkiestrę. Na albumie New Age of Earth jest nagranie „Sunrain”, w znacznej mierze zainspirowane muzyką Reicha. A więc najpierw była to improwizacja, a potem rozbudowywanie prostych motywów.

Dziś termin „muzyka elektroniczna” jest doskonale rozpoznawalny, posiada swoją definicję. W połowie lat siedemdziesiątych było inaczej – ta gałąź muzyki nabierała dopiero kształtów. To Pan był jednym z artystów, którzy pomogli zdefiniować muzykę elektroniczną. Czy miał Pan świadomość wyprzedzania swoich czasów? 

Po prostu robiłem to, na co miałem ochotę. Interesowało mnie próbowanie nowych brzmień. Zaczynałem od gitary, ale zawsze ciągnęło mnie do minimalizmu. Tworzyłem całą fakturę dźwięku tylko z pomocą gitary elektrycznej, ale niektóre dźwięki ciężko jest uzyskać z użyciem gitary. Dlatego najpierw pojawiły się klawisze imitujące smyczki, potem elektryczne organy, a w końcu analogowe syntezatory.

Czy ktoś poza Panem zapuszczał się wtedy w podobne rejony? 

Tak. Wtedy byli to David Gilmour oraz Steve Hillage. Dzisiaj robi to Zhang Shou Wang z Pekinu.

Dlaczego to właśnie niemieccy artyści byli wyjątkowo aktywni na polu rewolucyjnej, pionierskiej muzyki proto-elektronicznej? Myślę o Panu, o grupie Cluster, o grupie Kraftwerk, o Tangerine Dream i wielu innych. 

Myślę, że miało to związek z historią i sytuacją kultury niemieckiej w czasach Hitlera. Muzyka – ba, cała kultura – została dosłownie zabita przez Nazistów. Mieliśmy wybitnych twórców filmowych, kompozytorów… Część została zamordowana w lagrach koncentracyjnych takich jak Auschwitz, reszta uratowała się emigracją. Po wojnie, w latach pięćdziesiątych, nie zostało nam praktycznie nic. No, może odrobina jazzu… Kiedy w latach sześćdziesiątych pojawił się prężny ruch nowej muzyki w Anglii i w Ameryce – Niemcy próbowali odpowiedzieć na to czymś swoim, czymś własnym. Nie angielskim, nie amerykańskim, ale unikalnie niemieckim. Oczywiście inspirowaliśmy się też muzyką rockową i folkową. Pod koniec lat sześćdziesiątych mieliśmy w Niemczech całkiem prężną scenę zaangażowanych politycznie folkowych śpiewaków. Tyle, że brakowało u nas struktur przemysłu muzycznego. W Anglii w logiczny sposób pojawili się menadżerowie, agenci, wytwórnie płytowe. A w Niemczech panował chaos. Nikt nie zajmował się organizacją sceny muzycznej. Sądzę, że w tych warunkach łatwiej było wykiełkować bardzo dziwnym stylom muzycznym. Być może dlatego kiedy obok niemieckich eksperymentatorów postawisz ówczesnych eksperymentalnych wykonawców rockowych z krajów anglosaskich – Cream, Jimiego Hendrixa, Grateful Dead – to zobaczysz, że przeważnie grali oni dość konwencjonalną muzykę, opartą na schemacie piosenkowym. Natomiast to co działo się na scenie niemieckiej, było naprawdę szalone. Co ciekawe, publiczności się to podobało. Funkcjonowały też zupełnie zwariowane wytwórnie – jak Ohr, która wydawała Ash Ra Tempel. Co to były za czasy… Pod koniec lat siedemdziesiątych ta scena stała się jednak bardziej komercyjna. Nagle od niepokornego ducha muzyki ważniejszy stał się biznes. Wcześniej muzykę tworzono tylko w undergroundzie.

Powstanie albumu E2-E4 obrosło wieloma legendami. Dla mnie jest coś niesamowitego w tym, że tak wizjonerska muzyka, zapowiadająca nadejście techno, house i inne odmiany muzyki klubowej, powstała w tak niepozornych okolicznościach. Chciał Pan po prostu mieć czego posłuchać w trakcie lotu do Hamburga… I z początku wcale nie chciał Pan tego wydawać. Ta anegdota nadal brzmi niewiarygodnie. Jak widzi to Pan po tylu latach? 

Mnie również ta historia wydaje się trochę niewiarygodna. Pod koniec lat siedemdziesiątych kilkakrotnie wykonywałem na żywo muzykę elektroniczną w trakcie pokazów mody. W międzyczasie zbudowałem własne studio. Sporo w nim nagrywałem i trwało to wiele lat, ale tak naprawdę to historia E2-E4zaczyna się w 1974 roku wraz z Inventions for Electric Guitar. Druga część tego eksperymentu powstała w 1976 roku jako New Age of Earth. Aż w końcu 12 grudnia 1981 roku przez godzinę zarejestrowałem coś, co stało się najsłynniejszą z wszystkich moich elektronicznych prób i eksperymentów na gitarze.

Czy to prawda, że to Klaus Schulze namówił Pana na wydanie tego materiału trzy lata później w jego wytwórni? 

Nie, to nieprawda. Po nagraniu E2-E4 spotkałem się z Klausem w Hamburgu i puściłem mu to nagranie, ale w ogóle go to nie interesowało.

Nie podobało mu się? 

Podobało mu się, bo on lubi moją muzykę… Nieważne jaka jest [śmiech]. Nadal obowiązywał mnie kontrakt z angielską firmą Virgin. Ale Virgin stawał się coraz bardziej komercyjny. Mogli to wydać, ale uznałem, że to kiepski pomysł, kiedy Richard Bronson (wtedy jeszcze szef Virgin), powiedział mi, że taką muzyką można zarobić majątek. Dwa lata później Klaus założył nową wytwórnię – wcześniej sprzedał swoją poprzednią wytwórnię. I spytał mnie, czy mam może jakiś materiał [śmiech]. Wydał E2-E4 w 1984 roku, prawie trzy lata po jej powstaniu, ale nie był w stanie utrzymać wytwórni, która upadła w ciągu roku.

To prawda, że wkrótce E2-E4 zaczęli importować didżeje ze Stanów i chętnie grywali tę muzykę w amerykańskich klubach? 

Z początku szło to powoli. Ale po kilku latach dowiedziałem się, że w klubach Nowego Jorku czy Detroit ludzie tańczą do mojej muzyki. Nie mogłem w to uwierzyć. Zwłaszcza, że tworząc E2-E4 nie miałem na myśli muzyki tanecznej. Później to nagranie dotarło do Anglii oraz do Włoch – pojawił się remiks Sueno Latino, a potem kolejne remiksy i sample. Dowiedziałem się później z prasy, że to najczęściej samplowany fragment muzyki na świecie…

…to bardzo prawdopodobne! Zdaniem niektórych ekspertów E2-E4 to wręcz pierwsze nagranie z muzyką techno lub house. Podobno techno i house narodziły się w znacznej mierze z disco. Czy nagrywając E2-E4 czuł się Pan zainspirowany muzyką disco? 

Podobały mi się niektóre utwory disco. Zresztą zawsze lubiłem czarną muzykę – na przykład soul z lat sześćdziesiątych. Podobało mi się też, jak didżeje hip-hopowi albo dubowi bawili się płytami – na przykład skreczując – na początku lat osiemdziesiątych. Ale tak jak powiedziałem – E2-E4 nie zostało skomponowane jako muzyka do tańca. Dla mnie to coś miększego, bardziej zainspirowanego minimalizmem. Ciekawe, że utwór ten nie tylko samplują didżeje, ale także wykonują go orkiestry…

Ja nigdy nie odbierałem E2-E4 jako muzyki tanecznej – bardziej jako magiczną podróż, którą umożliwiają repetycje. Czy sądzi Pan, że w minimalistycznych technikach jest coś wyjątkowego? 

Na tym moim zdaniem polega podstawowe założenie minimalizmu. Bierzemy kilka podstawowych elementów, a następnie próbujemy przeprowadzić na ich motywach tyle wariacji, ile się da. Niestety dzisiejsza muzyka taneczna to w większości porażka… Ludzie myślą, że to minimalizm – stopa, kilka dźwięków i już. Szkoda, że nie rozumieją jaki to powinno mieć sens.

Dlaczego album Dream & Desire, który nagrał Pan w 1977 roku, ujrzał światło dzienne dopiero w 1991 roku? 

Mój przyjaciel z berlińskiego radia, Olaf Leitner, poprosił mnie o skomponowanie godzinnego utworu. Chciał dołączyć do muzyki recytacje wierszy znanych autorów – ale nigdy do tego nie doszło. Pozostała sama muzyka. Utwór był wyemitowany w berlińskim radiu oraz w Belgii. Moi fani nagrali ten utwór – przez wiele lat funkcjonował jako bootleg. Aż w końcu uznałem – dobrze, wydam to oficjalnie. Być może niebawem wydamy Dream & Desire na podwójnym kompakcie – bo znalazłem oryginalną taśmę z pełną wersją utworu, z której w 1977 roku wyciąłem pięćdziesiąt pięć minut do radia.

Czy miał Pan styczność z jakąś polską muzyką? 

Pamiętam zespół SBB, który grał w Berlinie w 1977 roku. Byłem pod dużym wrażeniem. Znam Józefa Skrzeka – mamy nawet zamiar nagrać coś razem, być może w te wakacje. Z innych polskich wykonawców, kojarzę Czesława Niemena.

Ostatnie pytanie – jakiej muzyki słucha dziś Pan na co dzień, w domowym zaciszu? 

Nieczęsto słucham dziś muzyki [śmiech]. Czasem ktoś podrzuci mi jakąś płytę… Ostatnio mój asystent i technik Markus Schickel dał mi płytę projektu o nazwie Apparat. Było w tym coś interesującego.

Ale nie są to tak rewolucyjne nagrania, jak Pana z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych… 

Mamy dziś inne czasy. Jest już za późno na muzyczne rewolucje. Dziś prawie wszystko jest elektroniczne.

Ludzie nagrywają płyty na iPhone’ach! 

Otóż to.

[Wywiad przeprowadzony przez Borysa Dejnarowicza po koncercie w Warszawie, w dniu 08 września 2012 r.   Źródło :  porcys.com.]

 

Wspomnienia z koncertów Klausa Schulze w Polsce i nie tylko ….

02_kadrWitajcie ! Przymierzałem się długo do tego projektu i dzisiaj postanowiłem, że wspomnę o tym przedsięwzięciu czytelnikom bloga phaedra.pl. Planuję w niedalekiej przyszłości opublikować na blogu (być może będzie to też książka w wersji papierowej lub elektronicznej) Wasze wspomnienia, wrażenia, przeżycia z koncertów znanych klasyków elektronicznej muzyki, którzy zagrali w Polsce. Cel będzie tylko jeden : przybliżyć klasyczną muzykę elektroniczną młodszym słuchaczom oraz przypomnieć stare, dobre czasy. Jeżeli jesteście chętni, gotowi, proszę przyślijcie swoje wspomnienia, zdjęcia, wycinki, relacje na adres : contact@phaedra.pl

Marcin Melka 

Michael Brückner : „Nie można kopiować unikalnych osobowości”

Michael_Brückner_FotoNiedawno w Internecie miałem okazję posłuchać muzyki , którą skomponował Michael Brückner. Jest to ciekawa muzyka, oscylująca w klimacie ambient oraz klasyki muzyki elektronicznej. Ten niemiecki muzyk nie był do tej pory znany polskim słuchaczom klasycznej muzyki elektronicznej. Pewnego dnia zapytałem, czy Michael Brückner zgodziłby się udzielić wywiadu polskim czytelnikom. Oczywiście Michael zgodził się bez wahania. Oto szczegóły wywiadu przeprowadzonego w dniu 01 marca 2013 roku :

English version here.

1) Czy mógłbyś przedstawić siebie polskim czytelnikom bloga phaedra.pl oraz opowiedzieć  w kilku słowach, jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką elektroniczną  ?

album1Nazywam się Michael Brückner, jestem producentem i kompozytorem muzyki elektronicznej, zwłaszcza gatunkiem ambient od ponad 20 lat. Urodziłem się w 1969 roku, w Heidelbergu, w Niemczech. Dorastałem w pobliskim mieście, a później przeprowadziłem się  do Moguncji, średniej wielkości miasta, w pobliżu Frankfurtu.  Studiowałem tam projektowanie graficzne.  Ożeniłem się podczas studiów, a obecnie mieszkam z żoną i córką w małej wsi, niedaleko Moguncji. Pracuję jako projektant w małej drukarni Druckerei Linde, w Moguncji. Stosunkowo dość późno zacząłem przygodę z  muzyką, w 1992 roku,   w rzeczywistości, kiedy miałem 22 lata. Kiedy miałem 12 lat, jeszcze przed tworzeniem muzyki, malowałem, ilustrowałem oraz pisałem głównie opowiadania science-fiction i fantasy. Moja wielka miłość do muzyki była od zawsze, (szczególnie wiele rodzajów muzyki i niekoniecznie to była muzyka elektroniczna ….). Moją pierwszą płytą (bez żadnej wiedzy, jak to brzmi), którą kiedykolwiek kupiłem była płyta J.M. Jarre’a „Oxygene” – to było w 1984 roku, na pchlim targu … Od razu mi się ona spodobała! Ja  zawsze byłem zafascynowany technologią nagrywania, nagrywania „słuchowisk” lub „muzyki na żywo”,  „efektów dźwiękowych” itd. Kiedy miałem jedenaście lat, używałem zwykłych odtwarzaczy  kaset. Miałem (i nadal mam), a ogromną kolekcję nagrań, które miksowałem jako nastolatek. album2Odkąd byłem dzieckiem z jakiegoś powodu jednak, uważam, że w ogóle mam talent muzyczny.  Ja zawsze podziwiałem innych muzyków, którzy potrafili bardziej to magicznie robić niż ja… Później, kiedy miałem 20 lub 21 lat, dołączyłem do ruchu Yoga i przez kilka lat medytowałem oraz  śpiewałem indyjskie pieśni (kirtan indian i mantra) – ta praktyka rzeczywiście zachęciła mnie, aby spróbować zająć się  komponowaniem muzyki. Po raz pierwszy faktycznie zagrałem  indyjskie pieśni na elektrycznej harmonii na ulicy. Wkrótce zacząłem też improwizować i komponować własne, małe melodie  …W końcu, w 1992 roku, znalazłem się w dość skomplikowanej sytuacji. Aby wyjaśnić to wszystko po kolei, to w zasadzie chciałem przeprowadzić się z moją dziewczyną do mieszkania, i miałem już przeznaczone  pieniądze na ten cel. Kiedy już znaleźliśmy apartament, moja dziewczyna zmieniła zdanie i musieliśmy się  rozstać. Cóż,  miałem złamane serce i około 2000 marek niemieckich,  które nie były do niczego mi potrzebne na tę chwilę. Zapytałem więc siebie, co robić dalej?  Poszedłem do miejscowego sklepu muzycznego w Heidelbergu i kupiłem klawiaturę Yamaha oraz kilka używanych rejestratorów dźwięku – i tak zaczęła się inna historia …

2)  Wspomniałeś, że lubisz Jean – Michel Jarre. Którego jeszcze z muzyków klasycznej muzyki elektronicznej lubisz najbardziej ? Jaki ma duży wpływ  na Twoją muzykę, którą komponujesz ?

album3Z kompozytorów muzyki elektronicznej, których lubię najbardziej, to Klaus Schulze. Nie tylko jako kompozytor muzyki elektronicznej, ale po prostu to  mój ulubiony muzyk w ogóle … Czy on jest tym muzykiem , który miał  największy wpływ na mnie? Naprawdę nie sądzę, dla wielu powodów –  to jest moja odpowiedź, która jest  rozległa i skomplikowana   … J.R.R. Tolkien opisał to w pewnym  eseju jako składniki, na które składają się tradycyjne bajki, które dołączają „do wielkiej puli” i łączą się lub scalają, dopóki nie zostaną przekształcone w opowieści. Podobnie, ja zawsze wyobrażałem sobie tak, że wiele napotkanych rzeczy w życiu są wrzucane do „garnka” (tak w moim przypadku), które miesza się je dobrze, a następnie są one filtrowane przez ograniczenia moich gustów, wyobraźni, umiejętności (lub też brak umiejętności) – cokolwiek, co kończy się w muzyce i na produkcji. Myślę jednak, że nigdy nie – a może tylko na początku, starałem się skopiować kogoś bezpośrednio (i zazwyczaj bez sukcesu). album5Na pewno nigdy nie próbowałem skopiować Klausa Schulze, bo wierzę, że to niemożliwe, i tak – można kopiować stylu „szkoły berlińskiej” (używać niektórych dźwięków lub elementów stylistycznych) – ale nie można też kopiować unikalnej osobowości. Wyglądałoby tak, jakby każdy z nas  miałby zabrać melodii bluesa, która nie jest zbyt skomplikowana. Ale czy to robił  John Lee Hooker lub Muddy Waters? Myślę, że nie. 😉 Podam   kilka nazw zespołów i muzyków, które zrobiły na mnie wrażenie i nadal mają wpływ :  Pink Floyd, Peter Michael Hamel, Tangerine Dream, Michael Hoenig, Future Sound of London, Mouse on Mars, Brian Eno , Underworld – i wielu (naprawdę wielu) innych …

3)      Kiedy usłyszałeś po raz pierwszy jego muzykę ?

album4Nie jestem tego pewien, kiedy to nastąpiło. Cóż, po raz pierwszy usłyszałem  – świadomie – zrozumiałem, że to jest jego muzyka, jako nastolatek w 1985 lub 1986 roku, kiedy odwiedziłem moją klasę w szkole średniej w Kolonii. Po zwiedzeniu szkoły miałem trochę wolnego czasu i na własną rękę poszedłem na spacer po mieście. Wszedłem do sklepu z płytami. Znalazłem potem bardzo interesujący, podwójny album winylowy muzyka, którego nigdy wcześniej nie słyszałem – to była płyta „Audentity” – która jest nadal moim ulubionym albumem ze wszystkich albumów, które kiedykolwiek słyszałem … Następnym, moim osobistym albumem był album  „The Dome Event Live”. album6Potem uświadomiłem sobie, że kiedy miałem 12 lat,  po raz pierwszy usłyszałem muzykę Klausa,  oglądając film „Barracuda” w telewizji – raczej to był taki tani thriller ze ścieżką dźwiękową. Ale wtedy, nie interesowało mnie, kto skomponował muzykę … Nadal jest to interesujące. Zawsze chodziło mi po głowie, aby obejrzeć ten film pewnego dnia jeszcze raz.

4)      Co z innymi muzykami ?

Słucham większości pionierów elektronicznej muzyki, a tak właściwie kocham ich wszystkich: Vangelis, Jarre, Tangerine Dream, Edgar Froese , Michael Hoenig, nawet wczesny Kitaro – czy kogoś nie pominąłem ?  Może łatwiej jest powiedzieć, że ja z jakiegoś powodu nie słuchałem za dużo wcześniej Isao Tomita i  Michael Stearns …Interesujące jest to, że ci  wszyscy muzycy mają swój własny styl, jak czyste osobowości, które są  rozpoznawalne.

5)      Jaki jest Twój ulubiony album, który nagrałeś ?

Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie – może Ty wiesz, że ja już nagrałem wiele albumów, i oczywiście kocham je wszystkie jak własne dzieci ? … Z perspektywy czasu uświadamiam sobie pewne rzeczy, że oczywiście są różnice oraz inne rzeczy, które mógłbym nagrać lepiej. By odpowiedzieć na to pytanie (byłaby długa odpowiedź), ale krótko, po latach, myślę, że to „Movies Moving In My Head” z roku 2000, który może być moim osobistym ulubionym albumem z  mojej twórczości.

6)      Czy planujesz nagrać muzykę elektroniczną z innymi muzykami ?

Tak, oczywiście – w tej chwili uczestniczę równolegle w kilku wspólnych projektach, jak również w przeszłości też uczestniczyłem …

7)      Czy kiedykolwiek zagrałeś swój koncert ? Na przykład dla przyjaciół ?

album7Chciałbym grać dużo częściej, ale jak do tej pory, z różnych powodów, to nie zdarzało się często, naprawdę … Myślę, że mogę w tej chwili przypomnieć sobie kilka okazji: pierwszy raz zagrałem w 2007 roku, wówczas zorganizowałem małe „release party” po tym, jak skończyłem mój projekt CD Box „No single single”. Grałem w stodole na wsi, w obecności około 30 osób, przyjaciół i przyjaciół … Potem zagrałem z B4 Sunrise, trio Rock Art, której byłem członkiem (…. o ile wiem zespół nie jest już aktywny w tej chwili), zagraliśmy mały koncert na otwarciu wystawy sztuki. I w końcu, w zeszłym roku, miałem pierwszy „prawdziwy” publiczny występ, na Festiwalu RaumZeit  w Dortmundzie. I właśnie w ostatnią sobotę (wywiad przeprowadzony 1 marca 2013 r.), grałem koncert  w północnych Niemczech, dla ośmiu osób – trzech z nich to członkowie  zespołu, który organizuje coroczne „Electronic Festival Circus”, i powiem Tobie, że podobał im się mój występ, więc być może któregoś dnia  będę miał okazję grać na tym festiwalu … album8Potem wziąłem udział w trzech lub czterech  sesjach muzyki ambient EK Lounge  dla muzyków z rejonu, w którym mieszkam. Ale nie były to koncerty solowe, a wszyscy muzycy  razem improwizowali, każdy tylko przyczynił się trochę, taką mam nadzieję, że dodał wartość dodaną do  całości Festiwalu  … Aha, i również zagrałem specjalny koncert z okazji ślubu przyjaciół, w 2009 roku…… moja największa jak do tej pory publiczność (około 100 osób), jednak nie wszystkim z nich naprawdę się podobała moja muzyka (… ale niektórym tak).

8) Jesteś administratorem Deutsches Klaus Schulze Forum  ? Czy jesteś zadowolony, że forum ma bardzo dużą ilość fanów muzyki Klaus Schulze ?

album9Przede wszystkim, nie jestem głównym administratorem – Olaf Lux poprosił mnie, bym mu pomógł na kilka tygodni, już jakiś czas temu, w czasie gdy przeprowadzał się   z jednego mieszkania do drugiego i nie mógł być  online na tym czasie. Ale poza tym, że jest faktycznie osobą kompetentną, a ja po prostu pomagam, gdy potrzebuje pomocy – zawsze w niezbędnych sytuacjach …  dla fanów Klausa Schulze: oczywiście jestem szczęśliwy, że ma wielu fanów i  myślę, że jest to bardzo szczególne wyróżnienie oraz to, że jest ważnym kompozytorem i artystą, a ja czuję się bardzo wdzięczny dla jego muzyki, którą stworzył, i jeśli mógłbym go wspierać w jakikolwiek sposób, z radością to zrobię.

9)      Czy chciałbyś zagrać przed polską publicznością ?

album10Tak, oczywiście, że tak! Chciałbym zagrać w Polsce!! Cóż, właściwie, chciałbym grać gdziekolwiek. Ponieważ jestem zainteresowany graniem dla ludzi – i nie obchodzi ich narodowość lub ich płeć czy kolor skóry, czy cokolwiek. Powiem, że czuję się szczególnie związany z Polską, ponieważ rodzina mojego ojca pochodzi  ze Śląska, która jest dziś częścią Polski. Ja na pewno chciałbym odwiedzić miejsce, w którym się mój ojciec  były się urodził. Ponadto, mam miłe wspomnienia od ludzi z Polski których spotkałem do tej pory, wszyscy z nich byli bardzo przyjaźni i sympatyczni ludzie. To również dobry  pomysł, aby grać, gdzie Klaus Schulze jest tak  przyjaźnie akceptowany.  Sprawia mi to wyobrażenie, że Polska jest specjalnym miejsce dla muzyki elektronicznej … Przy okazji, dwa lub trzy lata temu, miałem plany na współpracę z bardzo utalentowaną piosenkarką i wiolonczelistką z kraju. Niestety (przynajmniej dla mnie), ona miała inne plany, które były ważniejsze dla jej kariery. Nie wiem dokładnie, co robi w tej chwili, ale mam nadzieję, że ma się dobrze i życzę jej powodzenia. Myślę, że dwa lata temu wygrała jakąś wielką nagrodę podczas akademickiego konkursu muzyki eksperymentalnej.

10)    Powoli zbliżamy  się do końca wywiadu. Czy chciałbyś powiedzieć kilka słów na koniec polskim miłośnikom klasycznej muzyki elektronicznej ?

Dobrze. Nie jestem pewien, czy mam coś bardzo ważnego w ogóle do powiedzenia, a jeżeli tak, to prawdopodobnie w muzyce. Szanowny polscy słuchacze – to wspaniałe, że jesteście tutaj – lub tam – gdziekolwiek jesteście. Byłoby pięknie Was poznać, i zagrać dla Was. Mam nadzieję, że jesteście  szczęśliwi, a życie układa się Wam dobrze.

11) Dziękuję Michael za wywiad !

Dziękuję Marcin.

Marcin Melka 

Serdecznie zapraszam do posłuchania utworów Michaela Brücknera na stronie :       http://michaelbrueckner.bandcamp.com/ 

Tangerine Dream : Moja kolekcja na stronie „Download”

02_kadrNa stronie  „Download”   umieściłem zestawienia mojej kolekcji Tangerine Dream w arkuszu Excel. Jak należy te dane czytać ? :

  • W pierwszej kolumnie umieściłem kolejność porządkową płyt kompaktowych oraz winylowych w oddzielnym pliku.
  • U góry, w lewym górnym rogu zestawienia jest podana liczba, ile % dyskografii   zostało „skompletowanych”. Dane te są aktualizowane co jakiś czas.
  • W drugiej kolumnie, znak „X” oznacza, że te pozycje mam w swojej kolekcji.
  • W trzeciej : tytuł danej płyty,
  • W czwartej umieściłem rok nagrania,
  • Piąta kolumna pokazuje rok wydania płyty,
  • Szósta : kraj, w którym wydano płytę,
  • Siódma : Jeśli jest „F”, to oznacza to pierwsze wydanie, a jeśli „R” to reedycja.
  • Następna kolumna określa czas trwania danego utworu w danym zestawie,
  • Dziewiąta kolumna informuje, czy jest to nagranie studyjne, koncertowe, czy jest to muzyka do filmu,
  • Kolejna : oryginał lub bootleg,
  • Ocena w skali od 1-6 oraz następna pokazuje ocenę słowną (w wersji angielskiej),
  • Ważna kolumna : matryca płyty,
  • Druga ważna kolumna : nazwa wytwórni wraz z numerem katalogowym płyty.
  • Przedostatnia kolumna informuje o nośniku,
  • Ostatnia: komentarz na temat wydania. Tekst został przygotowany w języku angielskim. Wersja polska tego zestawienia ukaże się w niedalekiej przyszłości.

Mam nadzieję, że dzięki temu będziecie mogli sprawdzić u siebie, czy macie wszystko :-).  Pliki do pobrania znajdują się tutaj. Następne zestawienia klasyków muzyki elektronicznej zostaną później umieszczone. W razie pytań proszę wysłać wiadomość contact(at)phaedra.pl

                                  Autor opracowania : Marcin Melka [wszelkie prawa zastrzeżone]  

Roksana Vikaluk: „Eksperymentujemy, zaskakujemy samych siebie”

roksanaUrodzona w Tarnopolu (Ukraina) śpiewająca aktorka,  od 1994 roku nagrywająca i koncertująca w Polsce. Otwarta na eksperymenty wokalno-instrumentalne, ostatnio współpracuje z Wolframem Der Spyrą.

1) Już kilkanaście lat sprawiasz radość melomanom śpiewając swoim pięknym, „białym” głosem. W Internecie można przeczytać o Twojej jazzowej pasji, ludowej muzyce ukraińskiej i żydowskiej którą tak chętnie wykonujesz. Mnie bardzo interesuje Twoje otwarcie na łączenie gatunków, na eksperymenty i obecność w Twoim muzycznym życiu takich postaci jak np. Józef Skrzek czy… ale o tym za chwilę. Józef sam zadzwonił do Ciebie z propozycją współpracy. Co dała Ci przyjaźń ze śląskim wirtuozem syntezatorów?
R.V.: Przede wszystkim, jeśli chodzi o śpiew, zaczynałam od Jazzu… i poświęciłam temu ponad 10 lat. A śpiew ludowy odkryłam dla siebie (w sobie?) stosunkowo nie tak dawno. Co do śpiewu białego, zostałam wtajemniczona w jego technikę i filozofię dopiero około trzech lat temu. Pragnienie eksperymentu, zwłaszcza w łączeniu gatunków towarzyszyło mi od zawsze, a ostatnio wręcz nasiliło się cudownie :).  Z pewnością sprzyjał temu cały klimat, w którym rosłam i dojrzewałam: jazz i muzyka klasyczna, która najpierw była słuchana i grana w domu rodzinnym, pieśni ukraińskie i żydowskie, których uczyli mnie dziadek z babcią… brzmienie mojego kraju… Wszystko to, co działo się w sztuce w latach 70-80 i co samo „wlewało“ się w duszę – wszystko to ma ciągły wpływ na muzykę, którą czuję i która wyłania się ze mnie, aż do teraz. Przyjaźń z Józefem Skrzekiem przyniosła ze sobą wielkie odkrycie zupełnie nowego świata brzmień oraz myślenia twórczego. Józef i jego muzyka pozostaje dla mnie wielką inspiracją do dziś…
2) W filmach umieszczonych na YouTube często widać jak podczas wykonywania tych oszałamiających wokalnych ewolucji grasz na Kurzweilu. To prawdziwa rzadkość widzieć kobietę grającą na syntezatorze. Czy to zasługa Twojego „muzycznego ojca” Józefa Skrzeka, czy już wcześniej miałaś takie zainteresowania?
R.V.: Z pewnością, jest to rezultat wielkiego muzycznego odkrycia siebie innej, którego doświadczyłam współpracując z Józefem Skrzekiem. Józef był pierwszy, który uwierzył i powiedział kiedyś: “Spróbuj…“. I spróbowałam. I zagrałam, akompaniując sobie, odkrywając przestrzenie brzmień elektronicznych… I tak trwa do dziś :).
3) W pewnym wywiadzie wspominasz o znajomości muzyki Klausa Schulze i ogólnie „Szkoły Berlińskiej”. To też ciekawostka, bo oprócz mojej żony, mało znam kobiet które mogą z upodobaniem słuchać takiej muzyki. Masz jakieś swoje ulubione tytuły płyt nagrane przez tych elektroników?
R.V.: Jeśli mówić ogólnie o inspiracji muzyki elektronicznej w moim życiu, to na samym początku, w dzieciństwie był to Jean Michel Jarre… Był również taki zespół w Związku Radzieckim, „Zodiak“ (Łotwa), który zaczął działać w latach 80’ i był ponoć pierwszym zespołem, grającym el-muzykę w Sowietach. Bardzo go lubiłam. Pod koniec 80’ zaczęłam się zachwycać twórczością Alexeya Rybnikova, do dziś ubóstwiam jego dzieło p.t. „Junona i Avos“. Jednak, jak już wspominałam, w domu rodzinnym słuchaliśmy przede wszystkim dużo jazzu, tak zwanego: akustycznego. Ale z czasem zaczęłam interesować się el-jazzem. Otóż, zaczęłam zwracać coraz większą uwagę na Chick Corea El-band, el-muzykę, tworzoną przez Milesa Davisa, Tomasza Stańkę, np. „Freelectronic“… Czesława Niemena odkrywam przez cały czas… zarówno jak i twórczość Władysława Komendarka. Nagrania solo Roberta Frippa, zwłaszcza „Radiophonics“, dalej – pięknie zrealizowany projekt międzynarodowy Boris Feoktistov & Bill Laswell – Russian Chants «Parastas»; eksperymenty Walter, a później jako Wendy Carlos, Isao Tomita, zwłaszcza jego el-wizja „Obrazków z wystawy“ Modesta Musorgskiego… To tak ogółem, jestem ciągle w drodze odkrywania i zgłębiania muzyki elektronicznej. Teraz o Szkole Berlińskiej. Klaus Schulze. Niełatwo mi wyróżnić konkretnie któreś z jego dzieł, można by wymienić nagrania pochodzące z płyt „Cyborg“, która porusza mnie do głębi, „Moondawn“,  „Mirage“, „Miditerranean Pads“ …. Inspiruje mnie przede wszystkim jego muzyka z lat 70-80 oraz niektóre z 90’… Podobnie jest w przypadku Tangerine Dream, z tym że najpierw zwróciłam uwagę na późniejsze nagrania, z lat 80-90, a z wcześniejszych to „Alpha Centauri“, dalej „Rubycon“, „Encore“ … I ciągle odkrywam, i wsłuchuję się w tę magię brzmień… I długa jeszcze droga przede mną ;).
4) Wolfram Spyra, poszukiwacz i eksperymentator, jest od jakiegoś czasu Twoim przyjacielem. Jak doszło do Waszego spotkania? Opowiedz trochę o Waszej znajomości i pomyśle na wspólne granie Moon & Melody.
R.V.: W 2004-2005 roku pewien wydawca z Warszawy wydał płyty każdego z nas z osobna. I właśnie w tamtym czasie zwróciłam uwagę na wyjątkową postać twórczą – Wolframa DER Spyrę…. A do osobistego spotkania pomiędzy nami doszło w 2009 roku podczas festiwalu el-muzyki „Schody do nieba“ na Śląsku, w Chorzowie. Zostaliśmy zaproszeni przez Józefa Skrzeka, który ten festiwal organizował. Wystąpiliśmy z odrębnymi projektami, Wolfram przedstawiał Niemcy, ja – Ukrainę. Wtedy poczuliśmy, że pragniemy stworzyć coś razem. No i tak się stało! :-). Eksperymentujemy, zaskakujemy samych siebie, inspirujemy się, odkrywamy się nawzajem… Melodie ludowe – rosyjskie, żydowskie, lecz z przewagą ukraińskich, dźwięki ulicy, przyrody, pulsujące rytmy, śpiew biały, połączenie wyjątkowego instrumentarium akustycznego z elektronicznym, efekty dźwiękowe – wszystko to można określić jako styl Folk – Electronic – Progressive, w ramach którego tworzymy. Nam, dwóm absolutnie samodzielnym muzykom, wypadło wielkie szczęście w postaci możliwości tworzenia czegoś “trzeciego”…
I to właśnie nazywamy “Moon & Melody”! :).
5) Wolf do gry używa specyficznego instrumentu Stell Cello skonstruowanego przez Boba Rutmana. Można przeczytać o tym w sieci. Ale Ty miałaś możliwość poznania Boba osobiście w Berlinie. Możesz powiedzieć kilka słów o tym spotkaniu i ciekawym człowieku?
R.V.: Bob Rutman… niesamowita postać, pełna światła i pomysłów, o bardzo ciekawym i trudnym losie. Jest to artysta wszechstronny – wynalazca, plastyk, autor rzeźb… Mam wielką przyjemność bywać w jego domu, w Berlinie. Jest to człowiek, który poświęcił się sztuce całkowicie. Koncertuje, odkrywa i tworzy po dziś dzień.
6) Wiem że podobnie jak ja, bardzo kochasz koty, czy praca i koncerty śpiewającej aktorki pozwalają na posiadanie swojego stworzenia?
R.V.: Zdecydowanie nie. Kot potrzebuje twojej regularnej obecności, a w moim przypadku jest to niemożliwe, przynajmniej teraz, kiedy cały czas podróżuję. Oczywiście, były pomysły, by zabierać zwierzątko ze sobą… albo oddawać na czas mojej nieobecności znajomym… Ale tak by się działo zbyt często, kocie było by ciągle zestresowane… Bardzo chcę kota. Ale nie mam moralnego prawa.
7) Płyty: „Barwy”, „Jaskółka” i „Drzewo światów” to twoja autorska muzyka. Dużo w niej brzmień elektronicznych, celebracji, barw podniosłych czy klimatów ambientowych. Ciekawa mieszanka tradycji z nowoczesnością, ludowości ze współczesną technologią. Możesz przybliżyć proces powstawania tej muzyki?
R.V.: Jeszcze dodam, że na początku była płyta „Mizrah“ (2002) – płyta w charakterze multi-kulti ludowym, o brzmieniu zdecydowanie jazzującym, nagrana w typowo jazzowym składzie. Tak szczęśliwie się złożyło, że z moim zespołem zostaliśmy laureatami konkursu „Nowa Tradycja“ (2002, Warszawa), a przewodniczącym komisji wówczas był Czesław Niemen. No i zadecydował, byśmy dostali nagrodę w postaci nagrania płyty. I tak powstał album „Mizrah“.
„Barwy“ (2005) – nagranie mojego pierwszego koncertu solo. Bazowałam głównie na ukraińskich ludowych melodiach. Tu też słychać wpływy jazzu, ale wtedy już zaczęłam eksperymentować z brzmieniami elektronicznymi, wykorzystując sampler Akai S-2300 XL.
„Jaskółka“ – zawiera muzykę teatralną. Jest to muzyka stworzona przeze mnie do spektaklu “Jaskółka” (2008) reż. Ż. Gierasimowa) na podstawie pieśni starosłowiańskich, rosyjskich, białoruskich – głównie obrzędowych. Tu po raz pierwszy jako wykonawczyni zetknęłam się z folkiem rosyjskim, białoruskim – czyli znanym mi, ale teraz odkrywanym w zupełnie innym wymiarze. W trakcie tworzenia tej muzyki, zdobywając nową wiedzę, odkrywałam inne, nieznane dotąd obszary siebie, własnych możliwości. Zostałam wtajemniczona w technikę białego śpiewu.  A spektakl “Jaskółka” gramy w Teatrze Rampa, w Warszawie. Zapraszam!
„Drzewo światów. Opowieść czterech szamanów” – jest to wspaniały zbiór baśni, głównie ludów Syberii (pomysł i opracowanie – Maciej Panabażys).
Projekt został wydany w formie książki z płytą CD z muzyką mojego autorstwa, ilustrującą treść opowieści szamańskich, zawartych w książce. Tutaj spotkałam się z bardzo mało znaną mi kulturą. Proces komponowania muzyki polegał przede wszystkim na wczytywaniu się, wsłuchiwaniu się w historię szamanizmu, zwłaszcza syberyjskiego, na poznawaniu, zrozumieniu i głębokim wewnętrznym przetworzeniu kolorystyki brzmienia tamtego dalekiego świata, by później ująć to po swojemu.
Można jeszcze dodać, że w przypadku “Jaskółki” I “Drzewa Światów”, królują głębokie, ambientowe brzmienia elektroniczne  jak również wykorzystywanie tzw. map dźwiękowych. Eksperyment. Śpiew. A stworzone zostały w ulubiony mój sposób, czyli w formie suity.
 
8) Podobnie jak Der Spyra chętnie badasz nowe obszary dźwiękowych przestrzeni dodając do niej swoją energię, pomysły i niebanalny trzy oktawowy głos. Czego zwolennicy Twojego talentu mogą spodziewać się w przyszłości?
R.V.: Sama nie wiem, czego po sobie w twórczym planie spodziewać się. Więc niewykluczone, że będziemy zaskoczeni wszyscy ;-). I ja też. I jeszcze – mam taki pomysł, by nagrać płytę “Barwy 2”. Teraz pojawiła się płyta, „Moon & Melody. Overture”.  A właściwie – jest to zapowiedź płyty, którą planujemy wydać z Wolframem Spyrą niebawem. Krążek zawiera fragmenty naszych najnowszych wspólnych odkryć form brzmieniowych…
Dziękuję za udzielenie mi wywiadu.
R.V.: Mnie również było bardzo miło podzielić się tym, co czuję… Życzę wszelkich pomyślności Tobie oraz wszystkim czytelnikom!
Damian Koczkodon 

Gert Emmens : sylwetka muzyka z Holandii

gertDzisiaj Urodziny obchodzi jeden z najbardziej znanych muzyków klasycznej muzyki elektronicznej w Holandii : Gert Emmens. Emmens rozpoczął przygodę z muzyką  w 1978 roku w wieku 21 lat. Na początku grał w małym zespole jako perkusista i wkrótce jako klawiszowiec i perkusista w różnych zespołach. W 1984 roku grał w zespole jako Leo van de Ketterij  (ex-Shocking Blue) jako gitarzysta.W 1995 roku wydał swój pierwszy solowy CD: Light the Light. Potem jego kariera muzyczna skierowała się w stronę muzyki elektronicznej W jego muzyce można usłyszeć wpływy Szkoły Berlińskiej oraz   Klausa Schulze i Tangerine Dream. Poniżej prezentuję czytelnikom dyskografię Gerta Emmensa:

Albumy solowe : 

Z Ruud Heij

Z Cadenced Haven

KOMPILACJE ORAZ WSPÓŁPRACA Z INNYMI ARTYSTAMI  

  • 1997, Movements
  • 1998, Transient Moves
  • 2000, Confusion – Decade
  • 2000, Sequences #27
  • 2004, To The Sky and Beyond The Stars
  • 2005, Kinections – The Progday Support
  • 2005, VA – Analogy
  • 2006, VA – Analogy II
  • 2007, VA – Analogy 3
  • 2009, VA – E-Day 2009
  • 2011, VA – Dutch masters

Jubilatowi życzymy sto lat oraz samych muzycznych sukcesów ! 

Marcin Melka  [za : http://nl.wikipedia.org]