Michael Brückner : „Nie można kopiować unikalnych osobowości”

Michael_Brückner_FotoNiedawno w Internecie miałem okazję posłuchać muzyki , którą skomponował Michael Brückner. Jest to ciekawa muzyka, oscylująca w klimacie ambient oraz klasyki muzyki elektronicznej. Ten niemiecki muzyk nie był do tej pory znany polskim słuchaczom klasycznej muzyki elektronicznej. Pewnego dnia zapytałem, czy Michael Brückner zgodziłby się udzielić wywiadu polskim czytelnikom. Oczywiście Michael zgodził się bez wahania. Oto szczegóły wywiadu przeprowadzonego w dniu 01 marca 2013 roku :

English version here.

1) Czy mógłbyś przedstawić siebie polskim czytelnikom bloga phaedra.pl oraz opowiedzieć  w kilku słowach, jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką elektroniczną  ?

album1Nazywam się Michael Brückner, jestem producentem i kompozytorem muzyki elektronicznej, zwłaszcza gatunkiem ambient od ponad 20 lat. Urodziłem się w 1969 roku, w Heidelbergu, w Niemczech. Dorastałem w pobliskim mieście, a później przeprowadziłem się  do Moguncji, średniej wielkości miasta, w pobliżu Frankfurtu.  Studiowałem tam projektowanie graficzne.  Ożeniłem się podczas studiów, a obecnie mieszkam z żoną i córką w małej wsi, niedaleko Moguncji. Pracuję jako projektant w małej drukarni Druckerei Linde, w Moguncji. Stosunkowo dość późno zacząłem przygodę z  muzyką, w 1992 roku,   w rzeczywistości, kiedy miałem 22 lata. Kiedy miałem 12 lat, jeszcze przed tworzeniem muzyki, malowałem, ilustrowałem oraz pisałem głównie opowiadania science-fiction i fantasy. Moja wielka miłość do muzyki była od zawsze, (szczególnie wiele rodzajów muzyki i niekoniecznie to była muzyka elektroniczna ….). Moją pierwszą płytą (bez żadnej wiedzy, jak to brzmi), którą kiedykolwiek kupiłem była płyta J.M. Jarre’a „Oxygene” – to było w 1984 roku, na pchlim targu … Od razu mi się ona spodobała! Ja  zawsze byłem zafascynowany technologią nagrywania, nagrywania „słuchowisk” lub „muzyki na żywo”,  „efektów dźwiękowych” itd. Kiedy miałem jedenaście lat, używałem zwykłych odtwarzaczy  kaset. Miałem (i nadal mam), a ogromną kolekcję nagrań, które miksowałem jako nastolatek. album2Odkąd byłem dzieckiem z jakiegoś powodu jednak, uważam, że w ogóle mam talent muzyczny.  Ja zawsze podziwiałem innych muzyków, którzy potrafili bardziej to magicznie robić niż ja… Później, kiedy miałem 20 lub 21 lat, dołączyłem do ruchu Yoga i przez kilka lat medytowałem oraz  śpiewałem indyjskie pieśni (kirtan indian i mantra) – ta praktyka rzeczywiście zachęciła mnie, aby spróbować zająć się  komponowaniem muzyki. Po raz pierwszy faktycznie zagrałem  indyjskie pieśni na elektrycznej harmonii na ulicy. Wkrótce zacząłem też improwizować i komponować własne, małe melodie  …W końcu, w 1992 roku, znalazłem się w dość skomplikowanej sytuacji. Aby wyjaśnić to wszystko po kolei, to w zasadzie chciałem przeprowadzić się z moją dziewczyną do mieszkania, i miałem już przeznaczone  pieniądze na ten cel. Kiedy już znaleźliśmy apartament, moja dziewczyna zmieniła zdanie i musieliśmy się  rozstać. Cóż,  miałem złamane serce i około 2000 marek niemieckich,  które nie były do niczego mi potrzebne na tę chwilę. Zapytałem więc siebie, co robić dalej?  Poszedłem do miejscowego sklepu muzycznego w Heidelbergu i kupiłem klawiaturę Yamaha oraz kilka używanych rejestratorów dźwięku – i tak zaczęła się inna historia …

2)  Wspomniałeś, że lubisz Jean – Michel Jarre. Którego jeszcze z muzyków klasycznej muzyki elektronicznej lubisz najbardziej ? Jaki ma duży wpływ  na Twoją muzykę, którą komponujesz ?

album3Z kompozytorów muzyki elektronicznej, których lubię najbardziej, to Klaus Schulze. Nie tylko jako kompozytor muzyki elektronicznej, ale po prostu to  mój ulubiony muzyk w ogóle … Czy on jest tym muzykiem , który miał  największy wpływ na mnie? Naprawdę nie sądzę, dla wielu powodów –  to jest moja odpowiedź, która jest  rozległa i skomplikowana   … J.R.R. Tolkien opisał to w pewnym  eseju jako składniki, na które składają się tradycyjne bajki, które dołączają „do wielkiej puli” i łączą się lub scalają, dopóki nie zostaną przekształcone w opowieści. Podobnie, ja zawsze wyobrażałem sobie tak, że wiele napotkanych rzeczy w życiu są wrzucane do „garnka” (tak w moim przypadku), które miesza się je dobrze, a następnie są one filtrowane przez ograniczenia moich gustów, wyobraźni, umiejętności (lub też brak umiejętności) – cokolwiek, co kończy się w muzyce i na produkcji. Myślę jednak, że nigdy nie – a może tylko na początku, starałem się skopiować kogoś bezpośrednio (i zazwyczaj bez sukcesu). album5Na pewno nigdy nie próbowałem skopiować Klausa Schulze, bo wierzę, że to niemożliwe, i tak – można kopiować stylu „szkoły berlińskiej” (używać niektórych dźwięków lub elementów stylistycznych) – ale nie można też kopiować unikalnej osobowości. Wyglądałoby tak, jakby każdy z nas  miałby zabrać melodii bluesa, która nie jest zbyt skomplikowana. Ale czy to robił  John Lee Hooker lub Muddy Waters? Myślę, że nie. 😉 Podam   kilka nazw zespołów i muzyków, które zrobiły na mnie wrażenie i nadal mają wpływ :  Pink Floyd, Peter Michael Hamel, Tangerine Dream, Michael Hoenig, Future Sound of London, Mouse on Mars, Brian Eno , Underworld – i wielu (naprawdę wielu) innych …

3)      Kiedy usłyszałeś po raz pierwszy jego muzykę ?

album4Nie jestem tego pewien, kiedy to nastąpiło. Cóż, po raz pierwszy usłyszałem  – świadomie – zrozumiałem, że to jest jego muzyka, jako nastolatek w 1985 lub 1986 roku, kiedy odwiedziłem moją klasę w szkole średniej w Kolonii. Po zwiedzeniu szkoły miałem trochę wolnego czasu i na własną rękę poszedłem na spacer po mieście. Wszedłem do sklepu z płytami. Znalazłem potem bardzo interesujący, podwójny album winylowy muzyka, którego nigdy wcześniej nie słyszałem – to była płyta „Audentity” – która jest nadal moim ulubionym albumem ze wszystkich albumów, które kiedykolwiek słyszałem … Następnym, moim osobistym albumem był album  „The Dome Event Live”. album6Potem uświadomiłem sobie, że kiedy miałem 12 lat,  po raz pierwszy usłyszałem muzykę Klausa,  oglądając film „Barracuda” w telewizji – raczej to był taki tani thriller ze ścieżką dźwiękową. Ale wtedy, nie interesowało mnie, kto skomponował muzykę … Nadal jest to interesujące. Zawsze chodziło mi po głowie, aby obejrzeć ten film pewnego dnia jeszcze raz.

4)      Co z innymi muzykami ?

Słucham większości pionierów elektronicznej muzyki, a tak właściwie kocham ich wszystkich: Vangelis, Jarre, Tangerine Dream, Edgar Froese , Michael Hoenig, nawet wczesny Kitaro – czy kogoś nie pominąłem ?  Może łatwiej jest powiedzieć, że ja z jakiegoś powodu nie słuchałem za dużo wcześniej Isao Tomita i  Michael Stearns …Interesujące jest to, że ci  wszyscy muzycy mają swój własny styl, jak czyste osobowości, które są  rozpoznawalne.

5)      Jaki jest Twój ulubiony album, który nagrałeś ?

Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie – może Ty wiesz, że ja już nagrałem wiele albumów, i oczywiście kocham je wszystkie jak własne dzieci ? … Z perspektywy czasu uświadamiam sobie pewne rzeczy, że oczywiście są różnice oraz inne rzeczy, które mógłbym nagrać lepiej. By odpowiedzieć na to pytanie (byłaby długa odpowiedź), ale krótko, po latach, myślę, że to „Movies Moving In My Head” z roku 2000, który może być moim osobistym ulubionym albumem z  mojej twórczości.

6)      Czy planujesz nagrać muzykę elektroniczną z innymi muzykami ?

Tak, oczywiście – w tej chwili uczestniczę równolegle w kilku wspólnych projektach, jak również w przeszłości też uczestniczyłem …

7)      Czy kiedykolwiek zagrałeś swój koncert ? Na przykład dla przyjaciół ?

album7Chciałbym grać dużo częściej, ale jak do tej pory, z różnych powodów, to nie zdarzało się często, naprawdę … Myślę, że mogę w tej chwili przypomnieć sobie kilka okazji: pierwszy raz zagrałem w 2007 roku, wówczas zorganizowałem małe „release party” po tym, jak skończyłem mój projekt CD Box „No single single”. Grałem w stodole na wsi, w obecności około 30 osób, przyjaciół i przyjaciół … Potem zagrałem z B4 Sunrise, trio Rock Art, której byłem członkiem (…. o ile wiem zespół nie jest już aktywny w tej chwili), zagraliśmy mały koncert na otwarciu wystawy sztuki. I w końcu, w zeszłym roku, miałem pierwszy „prawdziwy” publiczny występ, na Festiwalu RaumZeit  w Dortmundzie. I właśnie w ostatnią sobotę (wywiad przeprowadzony 1 marca 2013 r.), grałem koncert  w północnych Niemczech, dla ośmiu osób – trzech z nich to członkowie  zespołu, który organizuje coroczne „Electronic Festival Circus”, i powiem Tobie, że podobał im się mój występ, więc być może któregoś dnia  będę miał okazję grać na tym festiwalu … album8Potem wziąłem udział w trzech lub czterech  sesjach muzyki ambient EK Lounge  dla muzyków z rejonu, w którym mieszkam. Ale nie były to koncerty solowe, a wszyscy muzycy  razem improwizowali, każdy tylko przyczynił się trochę, taką mam nadzieję, że dodał wartość dodaną do  całości Festiwalu  … Aha, i również zagrałem specjalny koncert z okazji ślubu przyjaciół, w 2009 roku…… moja największa jak do tej pory publiczność (około 100 osób), jednak nie wszystkim z nich naprawdę się podobała moja muzyka (… ale niektórym tak).

8) Jesteś administratorem Deutsches Klaus Schulze Forum  ? Czy jesteś zadowolony, że forum ma bardzo dużą ilość fanów muzyki Klaus Schulze ?

album9Przede wszystkim, nie jestem głównym administratorem – Olaf Lux poprosił mnie, bym mu pomógł na kilka tygodni, już jakiś czas temu, w czasie gdy przeprowadzał się   z jednego mieszkania do drugiego i nie mógł być  online na tym czasie. Ale poza tym, że jest faktycznie osobą kompetentną, a ja po prostu pomagam, gdy potrzebuje pomocy – zawsze w niezbędnych sytuacjach …  dla fanów Klausa Schulze: oczywiście jestem szczęśliwy, że ma wielu fanów i  myślę, że jest to bardzo szczególne wyróżnienie oraz to, że jest ważnym kompozytorem i artystą, a ja czuję się bardzo wdzięczny dla jego muzyki, którą stworzył, i jeśli mógłbym go wspierać w jakikolwiek sposób, z radością to zrobię.

9)      Czy chciałbyś zagrać przed polską publicznością ?

album10Tak, oczywiście, że tak! Chciałbym zagrać w Polsce!! Cóż, właściwie, chciałbym grać gdziekolwiek. Ponieważ jestem zainteresowany graniem dla ludzi – i nie obchodzi ich narodowość lub ich płeć czy kolor skóry, czy cokolwiek. Powiem, że czuję się szczególnie związany z Polską, ponieważ rodzina mojego ojca pochodzi  ze Śląska, która jest dziś częścią Polski. Ja na pewno chciałbym odwiedzić miejsce, w którym się mój ojciec  były się urodził. Ponadto, mam miłe wspomnienia od ludzi z Polski których spotkałem do tej pory, wszyscy z nich byli bardzo przyjaźni i sympatyczni ludzie. To również dobry  pomysł, aby grać, gdzie Klaus Schulze jest tak  przyjaźnie akceptowany.  Sprawia mi to wyobrażenie, że Polska jest specjalnym miejsce dla muzyki elektronicznej … Przy okazji, dwa lub trzy lata temu, miałem plany na współpracę z bardzo utalentowaną piosenkarką i wiolonczelistką z kraju. Niestety (przynajmniej dla mnie), ona miała inne plany, które były ważniejsze dla jej kariery. Nie wiem dokładnie, co robi w tej chwili, ale mam nadzieję, że ma się dobrze i życzę jej powodzenia. Myślę, że dwa lata temu wygrała jakąś wielką nagrodę podczas akademickiego konkursu muzyki eksperymentalnej.

10)    Powoli zbliżamy  się do końca wywiadu. Czy chciałbyś powiedzieć kilka słów na koniec polskim miłośnikom klasycznej muzyki elektronicznej ?

Dobrze. Nie jestem pewien, czy mam coś bardzo ważnego w ogóle do powiedzenia, a jeżeli tak, to prawdopodobnie w muzyce. Szanowny polscy słuchacze – to wspaniałe, że jesteście tutaj – lub tam – gdziekolwiek jesteście. Byłoby pięknie Was poznać, i zagrać dla Was. Mam nadzieję, że jesteście  szczęśliwi, a życie układa się Wam dobrze.

11) Dziękuję Michael za wywiad !

Dziękuję Marcin.

Marcin Melka 

Serdecznie zapraszam do posłuchania utworów Michaela Brücknera na stronie :       http://michaelbrueckner.bandcamp.com/ 

Broekhuis, Keller & Schönwälder wystąpią w Polsce !

 BKS1W listopadzie 2012 roku informowałem czytelników o możliwym koncercie Mario Schönwäldera wraz z zespołem w Polsce. Wcześniej nie było możliwości, aby ten wspaniały zespół ponownie wystąpił przed polską publicznością. Wszystko wskazuje na to, że niebawem się to zmieni i będzie okazja do posłuchania najnowszych utworów zespołu wczesną wiosną tego roku !. O koncercie, miejscu i godzinie poinformuję czytelników na blogu, tak szybko jak będzie to możliwe !

Marcin Melka  

 

Mario Schönwälder : „Byłoby wspaniale móc znów odwiedzić Polskę”

Mario –  jesteś znany nie tylko jako muzyk, ale też jako wydawca.  Do tej pory wielu fanów jest Ci wdzięcznych za wydanie muzyki Rofla Trostela czy Nightcrawlers.  Czy masz w planach ocalić coś jeszcze od zapomnienia?

M.S.: Po wydaniu wielu rzeczy z przeszłości nagranych przez Ash Ra Tempel, Manuela Gottschinga, Klausa Schulze, Rolfa Trostela i wielu innych, teraz skupię się na nowych nagraniach muzycznych, szczególnie od Spyry, Rainbow Serpent oraz moich projektach Fanger & Schonwalder oraz Broekhuis, Keller & Schonwalder.
– Posiadasz szczególną umiejętność pozyskiwania przyjaciół. Wielu ciekawych muzyków nagrywa z Tobą wspólnie płyty. Charyzma?
M.S.: Nie mam pojęcia, musisz ich sam zapytać. Może dlatego, że jestem wciąż i zawsze otwarty na nowe pomysły i wpływy? Poza tym robię to z ludźmi, dla których to wszystko jest czymś więcej niż tylko muzycznym projektem. To przyjaźń!
– W jednym z wywiadów mówisz że inspiruje Cię nawet kuchnia Twojej żony, czy macie czas razem słuchać elektronicznej muzyki?
M.S.: Regina osobiście (oraz jej pasta) jest jedną z moich inspiracji. Inspiracje znajduję również w nowych dźwiękach, filmie, moim życiu oraz… tak, słucham wiele innej muzyki. Nie tylko muzyki elektronicznej od znanych artystów. Lubię również SAGA, Pink Floyd, Supertramp, Beatles, oraz dużą ilość rocka i popu z lat 70.
– Nagrałeś cztery fajne solowe płyty, czy zarzuciłeś już całkiem indywidualne komponowanie na rzecz wspólnego muzykowania z przyjaciółmi?
M.S.: Zaczynałem swoją karierę w małym dwuosobowym zespole, ale po krótkim czasie zostałem solistą. Gdy spotkałem Basa i Detlefa (a później Thomasa i Franka), znalazłem muzycznych przyjaciół na całe życie. Wszystkie moje pomysły na album solowy stały się częściami kilku projektów (albumów) formacji Fanger & Schönwälder i Broekhuis oraz Keller & Schönwälder. Może jednak nadejdzie moment na kolejny projekt stricte solo. Kto wie?
– Wiem że planujesz wydać niedługo, lub już wydałeś  sporo różnych płyt, możesz to przybliżyć polskim słuchaczom?
Manikin Records był mniej aktywny w ciągu ostatnich dwóch lat, ale to jest dla mnie OK, gdyż mam więcej czasu dla siebie, mojej muzyki i przyjaciół.  Gotowy jest kolejny album Keller & Schönwälder, zatytułowany „Long Distances”. Jego premiera planowana jest na 01.10.2011. W przyszłym  roku w lutym Broekhuis, Keller & Schönwälder wyda album „Red”. Z kolei w kwietniu wydamy „Manikin Records – The second decade 2002 –  2012” – album podsumowujący drugie dziesięciolecie mojego labelu. Fanger & Schönwälder oraz Rainbow Serpent też pracują nad nowym materiałem. Gerd i Detlef planują współpracę, zbliża się też drugie DVD tercetu Broekhuis, Keller & Schönwälder…
– Czy miałeś już okazję słuchać młodych polskich muzyków grających muzykę elektroniczną np. Przemka Rudzia, Vandersona, Dietera Wernera czy też Polarisa?
M.S.: Słyszałem tylko nieco muzyki Polarisa i Vandersona. Fajna muzyka, szczególnie Polarisa.
– Uważasz że  muzyka elektroniczna najlepiej się sprawdza na żywo, grana przed publicznością? Czy niekoniecznie?
M.S.: To trudne pytanie. Lubię grać na żywo, czuć więcej mocy i adrenalinę, które wiążą się z graniem sytuacyjnym. Wielu kompozytorów nie przepada za wykonywaniem swojej muzyki na żywo. Wymaga to pełnej kontroli nad tkanką muzyczną, kontroli w każdej sekundzie jej trwania. Ja lubię improwizować jak w czasie koncertu na żywo coś się nie uda. Dlatego też wiele z naszych „nagrań studyjnych” jest grane i nagrywane tak, jak koncert, tylko bez publiczności.
– Bez Mario Schonwaldera elektroniczna muzyka nie byłaby taka sama. Być może niektórzy ciekawi artyści nie wydali by swoich nagrań. Masz tego świadomość?
M.S.: Jestem tylko małym człowieczkiem, który tworzy muzykę. Myślę, że el-muzyka byłaby taka sam, nawet gdybym nie wydał ani minuty z moich kompozycji. Każdy powinien robić to, co lubi i potrafi robić. Granie dla własnej przyjemności, we własnym pokoju to jedna strona medalu. Nagrywanie, wydawanie płyt to jego druga strona. – uważam, że nie wszystko co jest w dzisiejszych czasach wydawane nadaje się do słuchania. Komputery i CDRy sprawiły iż bardzo łatwym stało się zagranie, nagranie i „wydanie” muzyki. Jest to też jeden z powodów, że zmniejszyłem swój własny biznes.
– Poznałeś ostatnio kogoś ciekawego spoza swojego grona, wytwórni?  Może pragniesz powiększyć  ofertę M. Records?
M.S.: Nie, podsumowałem to w punkcie 8.
– Czy koncert 05.11.2011 w Bad Orb, 10. na  Liquid Sound Festival będzie zarejestrowany na płycie?
M.S.: Nie wiem jak wyjdzie koncert w Bad Orb 🙂 Nie jestem w stanie przewidzieć jak wyjdzie nagranie – mam nadzieję że dobrze. Wszystkie koncerty są nagrywane i słucham ich po dłuższym czasie. Wtedy zadecyduję co z tym zrobić – nie wszystko co gramy nadaje się do wydania – wracamy do mojego punktu widzenia w  8.)
– Jest szansa usłyszeć Cię kiedyś na żywo w Polsce?
M.S.: Byłoby wspaniale móc znów odwiedzić Polskę. Ludzie są tam bardzo entuzjastyczni, mają otwarte umysły i lubią słuchać moich koncertów. Mam nadzieję, że znajdzie się promotor, który zorganizuje występ Broekhuisa, Kellera & Schönwäldera. Byłoby wspaniale, gdyby udało się zagrać w planetarium lub kościele.
– Dziękuję serdecznie  za poświęcony mi czas.
M.S.: Dzięki za pytania Damian – baw się dobrze! Mario
Damian Koczkodon 

Bernd Kistenmacher : „Czuję się jak malarz, który pracuje z dźwiękami kolorów”

berndBernd Kistenmacher – znany niemiecki kompozytor muzyki elektronicznej, autor ponad 20 płyt, aktywnie koncertujący. Chętnie zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań.

D.K.: Jak się zorientowałem Bernd, nie ma zbyt wielu wywiadów z Tobą po polsku, dlatego wybacz  jeżeli pytania będą się powtarzać z tymi jakie udzielasz w innych rozmowach z dziennikarzami zachodnimi. Część pytań napisał mój kamrat Mariusz Wójcik, znany w Internecie propagator muzyki elektronicznej.

D.K.: Wiem że na początku słuchałeś Pink Floyd, Tangerine Dream, Klausa Schulze. Byłeś głownie dziennikarzem, robiłeś wywiady. Ale pewnego dnia poczułeś że też możesz dać coś z siebie jako muzyk?

B.K.: Nigdy nie byłem prawdziwym dziennikarzem w tamtym okresie. Pisałem tylko raporty o syntezatorach i muzyce elektronicznej dla lokalnej audycji radiowej. Byłem tylko fanem muzyki elektronicznej, któremu udało się odkryć wiele muzyki od  Aphrodite’s Child do Pink Floyd. To były czasy gdy byłem młody, kiedy muzyka ta była bardzo świeża i nowa niż cokolwiek innego co słyszałem do tej pory. Były to początki lat 70. Wtedy też odkryłem Tangerine Dream i Klausa Schulze i to zmieniło moje życie.  Zacząłem śledzić wszystko co miało związek z tzw. szkołą berlińską. Pod koniec lat 70. w muzyce zaczynała się era punk rocka, a syntezatory były tańsze i bardziej wszechstronne. Wielu artystów mogło je wtedy kupić i zastosować w swojej twórczości, czego przykładem był rozkwit zespołów pop, szeroko wykorzystujących te instrumenty w studio. Był to jednocześnie koniec muzyki elektronicznej i jej aury, czegoś wyjątkowego. Przestała być elitarna. Wielu weteranów tej sceny zaczęło też zmieniać sposób myślenia i koncentrowało się na innych stylach muzycznych. Nie chciałem tego i w wieku 21 lat zacząłem stawiać pierwsze kroki w eksperymentach dźwiękowych, zawsze starając się nawiązywać do dorobku „starej” el-muzyki. Moim zdaniem wiele jeszcze było do powiedzenia, dlatego chciałem dodać coś od siebie.

M.W.: Bernd, czym właściwie dla ciebie jest muzyka?

B.K.: Dla mnie, muzyka to sposób wyrażenia siebie i swoich uczuć, ale także szansa ucieczki. Mogę „mówić” o moim widzeniu świata i odczuciach nie wymawiając jednego słowa. Mogę malować swoje własne obrazy. Poza ludźmi, których kocham, muzyka jest najważniejszą częścią mojego życia.

D.K.: Zadebiutowałeś piękną płytą Head – Visons. To był dojrzały projekt. Czy dostajesz jeszcze czasami listy od fanów którzy wspominają tą muzykę?

B.K.: Head-Visions był wstępem do mojej kariery. Kiedyś jeden z fanów napisał o nim, że jest „najlepszym albumem Klausa Schulze, którego Klaus nigdy nie nagrał”. Jestem z tego dumny, gdyz był on w tych czasach moim wielkim bohaterem. Od czasu do czasu, ludzie reagują na tą muzykę, jak można sie przekonać np. na YouTube. Zapewne niebawem zwrócę uwagę na tą płytę ponownie.

M.W.: Opowiedz o swoich muzycznych inspiracjach, Wszyscy dobrze wiemy o Twojej miłości do muzyki weteranów sceny EM. Ale czy Bernd Kistenmacher słucha innej muzyki?

B.K.: Wspomniałem o tym nieco wcześniej. Po wielu latach śledzenia ich, przyszedł czas na  odejście od tego. Musiałem odnaleźć własną drogę. Długa przerwa pomogła mi być bardziej szczerym wobec tego co czuję i sobie życzę. Dziś łatwiej mi wyartykułować moją muzykę jak nigdy przedtem. Nie boję się już nie brzmieć jak muzyk „szkoły berlińskiej”, który żyje przeszłością. Nie chcę tego. Ciągle nie jestem jeszcze odpowiednio radykalny. Wiem to. Ale znalazłem własną drogę. To pewne. Nie słucham zbyt wiele innej muzyki, może poza „bla bla bla” z radia. Lubię muzykę filmową, z której bardzo mi się spodobała ścieżka dźwiękowa do filmu „Incepcja”. Najlepsza muzyka, jaką słyszałem od 10 lat.

D.K.: Celebrowanie nastroju, pewne dostojeństwo słyszalne w Twojej muzyce, czyj to wpływ?

B.K.: Lubię tworzyć rodzaj melancholijnego majestatu w mojej muzyce. Nigdy nie byłem sympatykiem minimalizmu w muzyce elektronicznej. Wolę brzmienie, które porusza umysł. Coś, co lubisz zagrać głośno i co cię chwyta (mam nadzieję).

M.W.: Myślę iż twoja muzyka ma terapeutyczne oddziaływanie, gdyż ilekroć sięgam po Twoje kompozycje te bardzie hipnotyczne, zawsze się uspokajam. Twoje el dźwięki wprowadzają mnie w stan przyjemnego odrętwienia. Powiedz mi Bernd, jak to jest tworzyć tak kojące dźwięki? Na czym polega komponowanie w Twoim przypadku? Czy są to dźwięki gdzieś zanotowane na PC komputerze,  a potem rozwijane w studio, czy to polega na zupełnie spontanicznym tworzeniu, tak jak kiedy twórcy live Electronic music :-)?

B.K.: Niemożliwym jest wyrazić to odpowiednimi słowami. Jak opisać czym jest miłość i co ona oznacza? To samo jest z muzyką. Poza wszystkim co można opisać słowami i liczbami są emocje, o których rozmawiamy. Emocje są lub ich nie ma. Ważne jest aby nie ignorować uczuć, które mam w danej chwili. Próbuję to wyrazić. Ostateczny rezultat jest spontaniczny i kontrolowany tylko przez moje emocje. To dla mnie bardzo ważne. Gdy mam pomysł, staram się go natychmiast zapisać. Dni całkowitej improwizacji odeszły. Zatem próba zatrzymania chwili, jej nastroju, uczuć, opisuje mój sposób komponowania dzisiaj. Później wszystko składam w całość, np. aby stworzyć coś w stylu „Antimatter”, koryguję, dodaję, zmieniam. Ważne jest, że gram wszystkie pomysły nie myśląc o nich. Nie robiłem tego w przeszłości i mam nadzieję, że wychwycisz różnicę. Próbuje nadać znaczenie dźwiękom. Możesz opisać to jako nastrój i zgodzę się z Tobą. Każdy obraz ma w sobie nastrój. Czuję się więc jak malarz, który maluje dźwiękami.

D.K.: Zauważyłem że lubisz komponować długie utwory które wypełniasz pozytywnymi brzmieniami, niczym murarz ubytki w tynku dobrą zaprawą. Rozumiem że jesteś optymistą?

B.K.: Moje kompozycje są teraz krótsze niż wcześniej. Może nie aż tak krótkie? W każdym bądź razie czasy 35-minutowych improwizacji odeszły.  “Let It Out!” jest bardzo nietypowy dla mojej współczesnej twórczości, ale był pomyślany jako nawiązanie do 40-lecia „szkoły berlińskiej”. To zdarzyło się tylko raz i dlatego, że byłem o to poproszony. Jednak jeśli dłużej tego posłuchasz, usłyszysz różne motywy – to nie jest tylko jedna długa kompozycja, ale zbiór wielu części, które złożyłem w całość. To samo jest z “Antimatter”. Możesz tego posłuchać od początku do końca, albo poszczególne części jak osobne utwory. Mój optymizm… Muszę być optymistą. Zawsze ryzykowałem, ale bylem przekonany do moich idei. Jak miałbym pracować nie będąc optymistą? Mimo tego, moje widzenie świata jest mniej wesołe. O wiele mniej. Wypełnianie luk w mojej muzyce jest jak wypełnienie ich w moim życiu.

M.W.: Czy w tych czasach tak niszowa muzyka ma popyt? Jak odbierasz to z perspektywy kompozytora? Ja, jako recenzent i fan tej muzyki, spotykam się tu w Polsce z obojętnym postrzeganiem takiej muzyki. Jak widzisz Bernd szanse w promowaniu tej niszowej muzyki?

B.K.:  Nie widzę innych okazji i sposobności aby promować moją muzykę jak tylko w ten sposób co inne dziedziny życia. Muszę pracować i jeszcze raz pracować. Wymyślanie nowego, to tylko jedna część gry. Realizacja, czynienie ich rzeczywistymi, to druga strona medalu. Zgadzam się – muzyka elektroniczna to niszowa muzyka. Zawsze taka była. Większość ludzi woli muzykę ze słowami, śpiewem, przekazem. EM tego nie zapewnia. Wydaje się, że większość ludzi nie czerpie przyjemności z wymyślania swoich własnych dodatków do muzyki, którą słyszą. Jest jak jest. Ale nie jest to prawdziwy powód do jej akceptacji lub nie. Jako kompozytor powinieneś wierzyć w swoją pracę. Pozwól potem, żeby rzeczy toczyły się własnym biegiem – ty jesteś przekonany do tego. Wielu ludzi z pewnością dostrzeże Twoją szczerość. Może to jeden powód tego wywiadu? Zawsze poszukiwanie nowych możliwości ogranicza kreatywność, skupiasz się na złych rzeczach. Lepiej wszystko to ignorować i skupić się na pracy. Potem potrzeba odrobinę szczęścia – ale tego też nie możesz kontrolować.

D.K.: Widzę na zdjęciu koncertowym w Twoim zestawie Minimooga. To wspaniały instrument, powiedz jaki osprzęt teraz preferujesz?

B.K.: Obecnie używam więcej urządzeń cyfrowych i syntezatorów typu virtual-analog, DAW i pluginów VST. “Antimatter” jest tego przykładem. Na scenie wciąż używam klawiatur – od stacji roboczych do instrumentów solowych. Nie tęsknię za Minimoogiem, bo „ta pani wciąż umie śpiewać”. Gram na nim tu i tam, nawet na kilku ścieżkach “Antimatter”, ale znacznie mniej niż dawniej. Jestem teraz bardziej otwarty na wszystko, co pozwala mi odnaleźć właściwe brzenie w danym momencie.

M.W.: Bernd, jak to jest być wiernym swojej pasji? Wiem że kilka lat temu wycofałeś się z komponowania muzyki… (2001-2008). A jednak zamiłowanie do komponowania zwyciężyło… Powiedz, co zadecydowało o kontynuowaniu Twojej kariery el muzyka?

B.K.: Zawsze staram się być szczery. Także wobec siebie samego. W 2001 roku osiągnąłem punkt, w którym miałem już dosyć całej sceny muzycznej. Zainwestowałem w nią zbyt dużo wszystkiego – energii, pieniędzy, nadziei. Mój label zbankrutował, miałem kilka okropnych doświadczeń na scenie, nie byłem w stanie tworzyć nowej i dobrej muzyki. Ta szczerość doprowadziła do tego, że przestałem grać. Wróciłem do normalnego życia, pracy, zawodu, itp. Myślałem, że już wszystko jest za mną, ale tak nie było. 6 czy 7 lat temu potrzeba komponowania wróciła ze zdwojoną siłą, bardziej niż się spodziewałem. Znowu zmieniłem swoje życie, wróciłem do niego z nową płytą i koncertem. Miało to miejsce w 2009 roku. Patrząc z perspektywy czasu straciłem nieco miejsca na scenie „starej” elektroniki, wszystko z powodu mojej absencji, ale nie przejmuję się tym ponieważ artystycznie czuję się znacznie lepiej niż przedtem. Czasami opłaca się zatrzymać wszystko na chwilę. Kto zresztą wie, co jest dobre a co nie?

D.K.: Masz za sobą kilka koncertów w ub. roku i już w tym. Jak  je oceniasz?

B.K.: Niewiele mogę o tym powiedzieć. Wyprzedałem wszystkie występy, a ludziom generalnie się podobało. Muzyka elektroniczna na żywo jest trudna – patrzysz na kogoś za klawiaturami i to wszystko. To byłoby dobre w katedrze pełnej świec (lubię ten pomysł), ale na normalnym koncercie to za mało. Robisz zatem wszystko jak na koncercie rockowym albo popowym, ze światłami, laserami i temu podobnymi rzeczami ale bez rocka. Żyjemy w czasach wizualizacji. Ludzie chcą zobaczyć – nie tylko posłuchać. Wszystko to z trudem nadaje się do EM i jest to jeden z powodów moich rzadkich koncertów.
 
D.K. Słucham Celestial Movements, Let It Out! i Beyond The Deep. Mam wrażenie że muzyka jaką tworzysz w ostatnich latach jest równie pełna tej wewnętrznej energii jak starsze nagrania. Jakie masz plany na przyszłość?
 
B.K.: Wolę mówić o rezultatach i faktach niż o planach. Jestem nieco zabobonny myśląc o tym wszystkim. Oczywiście “Antimatter” nie jest moją ostatnią płytą, będą również kolejne koncerty. To czego naprawdę teraz chcę, to wrócić do studia i zabrać się za nową muzykę. Tylko dla siebie. Nie mogę się doczekać efektów – to jak podróż do nie odkrytego jeszcze świata.

DK. & M.W.: Dziękujemy za wywiad i życzymy powodzenia.

B.K.: Dziękuję za wywiad. Wysyłam życzenia i pozdrowienia dla wszystkich, którzy Was czytają i mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się przy okazji koncertu w Polsce.

Damian Koczkodon & Mariusz Wójcik